
KRAJ, PODKARPACIE. Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” z niepokojem obserwuje pogarszającą się sytuację społeczną oraz narastające napięcia społeczne.
„Solidarność” mówi: „dość!” i domaga się wzrostu wynagrodzeń dla zatrudnionych w budżetówce. W ubiegły piątek ogłoszono, że Konwent przewodniczących zarządów regionów i sekretariatów branżowych NSZZ „Solidarność” przekształcił się w sztab protestacyjno-strajkowy. W najbliższym czasie poinformuje o dalszych działaniach, których celem jest realizacja listą postulatów. Jeśli nie zostaną spełnione przez rząd, niewykluczone, że „Solidarność” wyjdzie na ulice.
„Komisja Krajowa NSZZ „Solidarność” z niepokojem obserwuje pogarszającą się sytuację społeczną oraz narastające napięcia społeczne. Powiększające się dysproporcje w wynagrodzeniach zatrudnionych w sferze finansów publicznych wręcz wskazują na dyskryminowanie całych grup zatrudnionych w tej sferze” – czytamy w przyjętym stanowisku. Zdaniem „Solidarności” wzrost wynagrodzeń dotyczy tylko nielicznych grup zatrudnionych urzędników czy funkcjonariuszy i odbywa się kosztem pozostałych.
– Naszą decyzję poprzedziła długa dyskusja z minister Rafalską i parlamentarzystami PiS. Generalnie, programy, o które zabiegała „Solidarność”, takie jak płaca minimalna, niedziele bez handlu czy płaca godzinowa wychodziły naprzeciw naszym oczekiwaniom. Natomiast ostatnio pojawiły się niebezpieczne w naszej ocenie sytuacje – mówi Roman Jakim, Przewodniczący Zarządu Regionu Rzeszowskiego NSZZ „Solidarność”. Jak twierdzi, NSZZ „Solidarność” chciał prowadzić negocjacje w ramach Rady Dialogu Społecznego, z uwzględnieniem wszystkich grup pracowników, które widząc dobrą sytuację budżetu oczekują, żeby oprócz programów społecznych wzrastały również ich płace. – Okazuje się jednak, że ten kto wyjdzie na ulicę i tupnie głośniej, ten coś wywalczy. Mamy pielęgniarki, służby mundurowe, czy inne grupy, które idąc na chorobowe czy wychodząc na ulice, wywalczyły sobie podwyżki. Natomiast my jako poważny partner – siedząc przy stole – nie uzyskaliśmy nic – zauważa Roman Jakim.
„PiS uchyla się od obietnic”
– Zostaliśmy oszukani przez rząd PiS. To mocne słowa, ale po 2,5 roku dobrej współpracy, mówimy dość dzieleniu pracowników budżetówki – mówił w TVP Info rozgoryczony Piotr Duda. – Nie po to w 2015 r. wspieraliśmy w kampanii wyborczej – tak to trzeba powiedzieć – i pana prezydenta Andrzeja Dudę i PiS, by dziś pozwolić sobie na to, byśmy byli spychani na margines – zaznaczył szef „Solidarności”.
Związkowcy podkreślają, że „rząd Prawa i Sprawiedliwości kolejny raz uchyla się od realizacji obietnic złożonych w kampanii wyborczej 2015 r. w zakresie wysokości kwoty wolnej od podatku dochodowego, waloryzacji wysokości zryczałtowanych kosztów uzyskania przychodu osób fizycznych, waloryzacji kwot progów podatkowych, wycofania antypracowniczych zmian w kodeksie pracy, szczególnie dot. czasu pracy i okresu rozliczeniowego, pełnego odmrożenia kwot odpisu na zakładowy fundusz świadczeń socjalnych, uchylenia wygaszania emerytur pomostowych, przyjęcia ustawy o Służbie Ochrony Kolei oraz wprowadzenia pluralizmu związkowego w Policji.” Komisja Krajowa wezwała rząd do podjęcia rzeczowego dialogu w tych kwestiach. – Jeśli będziemy traktowani jak partner społeczny, myślę, że szybko osiągniemy porozumienie. W przeciwnym wypadku będziemy protestować – stawia sprawę jasno przewodniczący Jakim.
wk



4 Responses to "Duda: – Zostaliśmy oszukani przez PiS"