
PGE STAL MIELEC – WIGRY SUWAŁKI. Goście oddali jeden strzał i wywieźli punkt. Bramkarza Stali pokonał I-ligowy debiutant.
– Można pięknie grać, ale na końcu i tak liczy się wynik. Stal była nieskuteczna, my wprost przeciwnie – trener Wigier Adam Fedoruk tryskał humorem. Jego podopieczni przeprowadzili w piątek jedną groźną akcję i wywieźli z gorącego terenu punkt.
Mielczanie zapłacili wysoką cenę za rozregulowane celowniki. Przed tygodniem z Wartą jeszcze im się upiekło, w piątek musieli przełknąć gorzką pigułkę. Oddali niemal 30 strzałów na bramkę Wigier, ale trafili tylko raz, z rzutu karnego. Josip Soljić, który przed tygodniem zmarnował dwie „jedenastki”, ustąpił miejsca Martinowi Dobrotce, a Słowak uderzył mocno i precyzyjnie. Była 23 minuta, Stal kontrolowała wydarzenia i wyglądało na to, że zaraz posypią się kolejne gole.
Pudłowali na potęgę
Niestety, gospodarze rozpalili ognisko, lecz więcej było w nim dymu niż ognia. Doskonałych okazji nie wykorzystali: Adrian Paluchowski, Andreja Prokić, Josip Soljić, Bartosz Nowak i Łukasz Janoszka. Powinni się uczyć od Cezarego Sauczka, który po profesorsku wykończył akcję Wigier, podcinając piłkę nad próbującym zapobiec nieszczęściu Sewerynem Kiełpinem. Sauczek ma niespełna 21 lat, do Suwałk trafił z Polonii Warszawa i nigdy wcześniej nie występował na poziomie I ligi. – Przyjechaliśmy po punkt i go zdobyliśmy. Mam młodą drużynę, ona dopiero się kształtuje, lecz już teraz posiada charakter i serce do walki. Wiedzieliśmy, że Stal będzie dominować jak również to, iż w pewnym momencie popełni błąd. Abstrahując od tego, co się wydarzyło w piątek, uważam, że mielczanie awansują do ekstraklasy. Muszą tylko poprawić skuteczność – komentował szkoleniowiec gości. – Oj tak – kiwał głową ze smutkiem Andreja Prokić. – Choć nie zapominajmy, że przeciwnik dobrze się ustawił. W drugiej połowie bronił się już całym zespołem, nie zostawiał miejsca, a z każdą upływającą minutą coraz bardziej się denerwowaliśmy. To nie są łatwe spotkania.
Oklaski dla trenera
Stal straciła dwa punkty, jednak trener Artur Skowronek nie chciał używać mocnych słów. – Tylko zremisowaliśmy, lecz patrzymy w przyszłość z optymizmem. Kreujemy dużo sytuacji, dobrze biegamy, zostawiamy serce na boisku – wyliczał. – Pytacie się mnie, czy wróciły demony z poprzedniego sezonu, więc odpowiem tak: nie warto zajmować się przeszłością. Wracają do drużyny Łukasz Janoszka, Josip Barisić, zaraz pojawi się Mateusz Mak. To wszystko piłkarze potrafiący wykańczać akcje, na pewno nam pomogą.
Kibice przywitali trenera Stali burzą oklasków i skandowali jego nazwisko. To był wyraz szacunku dla Artura Skowronka, który w tygodniu odrzucił atrakcyjną finansowo ofertę z ekstraklasowej Wisły Płock. – Dziś na boisku zespół pokazał, jak silne mamy relacje. Ten aspekt okazał się kluczowy w podjęciu przeze mnie decyzji o pozostaniu w Mielcu. A kibicom bardzo dziękuję, wsparcie płynące z trybun napędza do jeszcze cięższej pracy – podkreślał opiekun gospodarzy.
Tomasz Szeliga


