Dwa karne, dwie poprzeczki, Stal wiceliderem (ZDJĘCIA)

Fot. Wit Hadło
Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – WÓLCZANKA WÓLKA PEŁKIŃSKA. – W Stali nie ma miejsca dla ludzi, którzy rzucają oszczerstwa w kierunku naszych piłkarzy – grzmiał po meczu Marcin Wołowiec, trener rzeszowian.

– Czapki z głów przed moimi zawodnikami. Żeby wygrać z tak poukładaną drużyną jak Wólczanka, trzeba przecież zostawić na boisku sporo zdrowia – podkreślał Marcin Wołowiec, trener Stali. Mecz z urazami kończyli Arkadiusz Baran i Łukasz Szczoczarz, ale nikt się nie skarżył.

Stal pozostaje niepokonana na własnym boisku. Zaksięgowane 3 punkty pozwoliły jej awansować na pozycję wicelidera. – Zagraliśmy niezłe spotkanie. Nie położyliśmy się, poszliśmy na wymianę ciosów. Ale gospodarze byli jednak lepsi – przyznał opiekun Wólczanki, Marek Rybkiewicz.

Dwa karne Krystiana
Biało-niebiescy doskonale pamiętali poprzedni mecz przy Hetmańskiej z tym rywalem i dwie bramki napastnika Wólczanki Krzysztofa Pietlucha. Gdy ten sam zawodnik trafił w 13 minucie, złe wspomnienia wróciły. Stalowcy szybko się jednak pozbierali – Łukasz Szczoczarz nie zmarnował kapitalnego podania Sebastiana Brockiego, efektownym strzałem z powietrza pokonując Daniela Furtaka.

– Imponujące było to, w jaki sposób moi piłkarze zareagowali na stratę bramki – chwalił podopiecznych Wołowiec. Zaledwie 5 minut po zdobyciu wyrównującego gola „Szczotka” mógł pognębić rywala, ale z karnego wypalił w poprzeczkę! To czego nie udało się napastnikowi, zrobił środkowy obrońca, Kacper Drelich. Na początku II połowy wykorzystał „11”, umieszczając futbolówkę tuż przy słupku. Co ciekawe, oba karne sprokurował ten sam obrońca – doświadczony Krystian Pydych. – Fakt, nie miał dnia. Zwłaszcza w drugiej sytuacji zachował się jak dziecko (poszedł „na raz”, dając się nabrać na zwód Macieja Maślanego – red.) – kiwał głową Rybkiewicz, który po godzinie zdjął pechowca z boiska.

Wciąż brakuje „depnięcia”
Rzeszowianie byli bardziej kreatywni i… potwornie nieskuteczni (nie miał dnia m.in. Piotr Prędota). Mało brakowało, a słono by za to zapłacili. W 68 minucie Rafał Pydych uderzył z kilkunastu metrów i piłka po rykoszecie od Arkadiusza Barana trafiła w poprzeczkę.

– Uratował nas, doznając przy tym przykrej kontuzji. Źle wygląda ta jego noga – martwił się na konferencji prasowej trener Stali. Gospodarze sporo zawdzięczają też Radosławowi Kanachowi, który nieco wcześniej przeszkodził w oddaniu strzału Maciejowi Lechowi. Świetnie w tej sytuacji podawał Pietluch, wciąż szukający formy po kontuzji.

– Brakuje mi przede wszystkim dynamiki. Tego „depnięcia”, dzięki któremu mijałem obrońców – tłumaczył napastnik Wólczanki. Dla zespołu spod Jarosławia był to trzeci kolejny mecz bez zwycięstwa. – Pracuję w tym klubie od trzech lat i pierwszy raz zdarzyło się, że przegrałem drugie spotkanie z rzędu. Możemy mówić o lekkim dołku – zaznaczał trener Rybkiewicz.

Z kolei Wołowiec konferencję zakończył mocnymi słowami. – Apeluję do osób z klubu, żeby przestali rzucać oszczerstwa w kierunku moich zawodników. Dla takich co jątrzą, nie ma w Stali miejsca! – grzmiał. Rozwijać tematu jednak nie chciał.

STAL Rzeszów 2
WÓLCZANKA Wólka P. 1
(1-1)
0-1 Pietluch (13.), 1-1 Szczoczarz (32.), 2-1 Drelich (53.)
STAL: Kaszuba – Konrad Hus, Drelich, Baran (70. Szybko), Suswam, Brocki, Kanach, Szeliga, Maślany (77. Lisańczuk) – Prędota, Szczoczarz (90. S. Wójcik).
WÓLCZANKA: Furtak – Partyka, K. Pydych (60. Padiasek), R. Pydych, Oślizło, Kocur, Podstolak, Gwóźdź, Lech (81. A. Poprawa), B. Poprawa (62. Flak) – Pietluch.
Sędziował: Wojciech Myć (Lublin). Żółte kartki: Szczoczarz – Oślizło, Lech, Partyka. Widzów: 200.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=163388]

Leave a Reply

Your email address will not be published.