RESOVIA – AVIA ŚWIDNIK. Goście byli tłem dla „pasiaków”. – Nie poznawałem swojej drużyny – kręcił głową przybity Jacek Ziarkowski, trener Avii.
Zespół z miasta helikopterów był w III lidze synonimem solidności, ale w stolicy Podkarpacia dał straszną plamę. 0-4 to najniższy wymiar kary, bo tylko po przerwie resoviacy zmarnowali trzy „setki”. – Rywal pozwolił nam na wiele – przyznał trener Dariusz Jęczkowski, który debiutował przed rzeszowską publicznością.
Gospodarze dobrze weszli w mecz. Zepchnęli świdniczan do obrony, szczęścia próbowali na różne sposoby. Z dalsza strzelał Przemysław Pyrdek, po indywidualnej akcji, a potem głową – Damian Rusiecki. Udało się Radosławowi Adamskiemu, który, jak to ma w zwyczaju, włączył piąty bieg, minął kilku przeciwników i plasowanym strzałem tuż przy słupku umieścił piłkę w siatce. – Na rozgrzewce nic mu nie wpadało. Powiedziałem, że to dobry znak, bo wyjdzie w meczu. Nie pomyliłem się – uśmiechał się Jęczkowski.
Młodzież już pomaga
Nie tylko to przewidział. Na 2-0 podwyższył Pyrdek, uderzając piłkę w ekwilibrystyczny sposób, niemalże przewrotką. Przed meczem zrobił to samo, a Jęczkowski rzucił. – Obyś tak trafił za kilka minut. To był zresztą Pyrdek, jakiego znamy: dynamiczny, szybki, odważny i pazerny na gole. – Czy dosypaliśmy mu coś do jedzenia? Nie, postawiliśmy jedynie w większym stopniu na treningi motoryczne. To nie jest tak, że zawodnicy przygotowują się w lecie i potem akumulator trzyma do zimy. Nieustannie trzeba to podtrzymywać – tłumaczy szkoleniowiec gospodarzy.
Podobał się nie tylko Pyrdek. Bardzo dobre zawody rozegrał uczeń SMS Resovia, Kamil Słoma. 17-letni pomocnik imponował spokojem, dostrzegał partnerów i celnie podawał. – Po raz kolejny wykorzystał szansę. Wszyscy w klubie mamy nadzieję, że tacy jak Kamil w niedalekiej przyszłości pomogą Resovii – zauważył Jęczkowski. W oczy rzucała się również dobra gra gospodarzy w defensywie. – W dzisiejszym futbolu najważniejsze jest przejście z obrony do ataku i na odwrót. Trzeba zrobić wszystko, by po stracie jak najszybciej piłkę odzyskać.
Trener kręcił głową
Rzeszowianie cztery gole wbili wcześniej beznadziejnemu Hetmanowi Zamość. W sobotę mogli, a nawet powinni wyśrubować strzelecki rekord. Avię uratował słupek, dwukrotnie bramkarz Mateusz Zawiślak, który wyszedł obronną ręką z pojedynków z Rusieckim i Tomaszem Ciećką oraz obrońca wybijający piłkę sprzed linii po uderzeniu Mateusza Jurczaka. Bramkarz Resovii interweniował może dwa razy, ale nie po strzałach tylko dośrodkowaniach z rzutów wolnych. – Zagraliśmy katastrofalnie. Ostatnio też przegrywaliśmy, lecz przynajmniej walczyliśmy i stwarzaliśmy okazje. Teraz nie poznawałem drużyny – rozkładał bezradnie ręce Jacek Ziarkowski, szkoleniowiec Avii.
RESOVIA 4
AVIA Świdnik 0
(2-0)
1-0 Adamski (38.), 2-0 Pyrdek (42.), 3-0 Pyrdek (64.), 4-0 Kaliniec (83.)
RESOVIA: Pietryka – Fedan, Baran, Żmuda, Szkolnik, Adamski (78. Jurczak), Domoń, Kaliniec (85. Świst), Pyrdek, Słoma (76. Pałys-Rydzik) – Rusiecki (72. Ciećko).
AVIA: Zawiślak – Byszewski, Maciejewski, Grzegorczyk, Nowak, Wołos, Orzędowski, Bogusz (82. Joć), Mazurek, Starok (58. Rovbel) – Białek.
Sędziował: Paweł Smyk (Biała Podlaska). Żółte kartki: Szkolnik – Orzędowski. Widzów: 300.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=162111]


