Dystans w szkołach pomiędzy uczniami to fikcja?

Zgodnie z informacją resortu edukacji i nauki,
stacjonarnie funkcjonuje 83,5 proc. szkół ponadpodstawowych oraz 78,9 proc. podstawówek (stan na 29 listopada). Fot. pixabay

– Zachowanie dystansu w szkołach jest nierealne – w ciągu ostatnich dni kilkukrotnie słyszeliśmy to od rodziców dzwoniących do naszej redakcji. Martwią się, że może to prowadzić do zakażeń COVID-19 wśród bliskich. Jak faktycznie wygląda rzeczywistość w szkołach?

Według wytycznych GIS, MZ i MEiN, minimalna odległość pomiędzy osobami w szkole powinna wynosić 1,5 m. W przygotowanych wskazówkach czytamy również, że: „Należy zapewnić taką organizację pracy i jej koordynację, która umożliwi zachowanie dystansu między osobami (…) szczególnie w miejscach wspólnych, i ograniczy gromadzenie się uczniów na terenie szkoły.”
– Ministerstwo wymyśla zasady, ale jak dyrektorzy mają je egzekwować? To niemożliwe, żeby dzieci trzymały się od siebie z daleka, zwłaszcza na przerwach. Trzeba coś z tym zrobić, albo zamknąć szkoły – ocenia jeden z naszych czytelników. – Najśmieszniejsze, że zmieniają się limity osób w przypadku teatrów, kin, czy siłowni, a w szkołach nadal tłumy. Na widowni może przebywać 1 osoba na 15 mkw., a w szkole jest 3 razy tyle, i nikt się tym nie przejmuje
– stwierdza inny rodzic.

Najgorzej jest w stołówce

Czy faktycznie dystans wśród młodych ludzi jest tak dużym problemem? – To zależy od tego, jaki szkoła ma system – stwierdza Bożena Zięba, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 25 w Rzeszowie. – Jeżeli uczniowie są w jednej sali lekcyjnej i nie przemieszczają się po budynku, to wtedy wszystkim łatwiej zachować dystans. Dzieci wychodzą na korytarz na zmianę, według harmonogramu, jak u nas i nie łączą się z innymi osobami – dodaje. Przyznaje jednak, że są newralgiczne momenty w ciągu dnia, kiedy uczniowie się spotykają. – Na przykład w stołówce szkolnej. To duży obiekt, więc mimo wszystko dzieci się kumulują. Kolejnym miejscem jest szatnia, bo większość kończy lekcje o jednej porze – tłumaczy dyr. Bożena Zięba.
Trudno jednak uniknąć takich momentów. – Przy czym każda szkoła ma inną specyfikę. U nas są olbrzymie korytarze, spore powierzchnie, więc nawet jeśli na jeden segment wyjdą trzy klasy, uczniowie będą przebywać w dużych odległościach od siebie. Ale w przypadku wąskich korytarzy, nie wyobrażam sobie, żeby mimo wszystko się nie stykali – zauważa.
W przestrzeniach wspólnych rozwiązaniem ma być maseczka. – U nas jest obowiązkowa i wszystkie dzieci o tym pamiętają. Tak ich przypilnowaliśmy, że weszło im to w nawyk – przekonuje dyrektorka SP Nr 25 w Rzeszowie. Jednak nie we wszystkich placówkach robią to tak chętnie. Dyrektorzy często się skarżą, że im starsi uczniowie, tym trudniej to egzekwować.

Wywiadówki mogą być zdalne

Nasi czytelnicy skarżą się też, że w niektórych szkołach nadal odbywają się stacjonarne wywiadówki, co tylko rodzi niepotrzebne ryzyko zakażeń. Jak się okazuje, można tego uniknąć. – Na początku września, wyjątkowo, po raz pierwszy od momentu epidemii zorganizowaliśmy spotkanie z rodzicami stacjonarnie – po to tylko, żeby poznali wychowawców. A teraz wszystko odbywa się przy pomocy Office 365 czy aplikacji Teams – informuje Bożena Zięba. Dodaje, że w wyjątkowych sytuacjach nauczyciele spotykają się z rodzicami indywidualnie. – Większość spraw rozwiązujemy online i są z tego zadowoleni – zaznacza dyrektorka rzeszowskiej podstawówki. Nie planuje stacjonarnej wywiadówki w tym semestrze. – Teraz byłoby to już nierozsądne – nie ma wątpliwości dyr. Zięba. – Rozmawiam z koleżankami i kolegami dyrektorami, i raczej wszyscy podchodzą do tego podobnie. Wszystko da się zorganizować.

wk

One Response to "Dystans w szkołach pomiędzy uczniami to fikcja?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.