Dziadek Mróz, czyli jak chciano pozbyć się Świętego Mikołaja

Dziadek Mróz i Śnieżynka 
w Puszczy Białowieskiej na Białorusi. Fot. wikimedia

Szeroki biały kożuch, broda długa po pas i wielka futrzana czapka – tak kiedyś wyglądał hojny „towarzysz” komunistycznych świąt.
Władze ludowe PRL-u próbowały usilnie przenieść ten zimowy symbol ze Związku Radzieckiego do Polski. Polacy nie zamienili jednak poczciwego Świętego Mikołaja na Dziadka Mroza.

Dziadek Mróz to fikcyjna postać powstała w mitologii słowiańskiej. Od samego początku silnie związana z nurtem wschodniosłowiańskiego folkloru, który mocno zakorzenił się na terenie dzisiejszej Rosji i Ukrainy. Zanim jednak długobrody staruszek stał się symbolem moskiewskiej zimy, wcześniej to miano należało do Świętego Mikołaja! Skąd więc wziął się pomysł na stworzenie dla czerwonoodzianego starca konkurencji? Jak to często bywało w kraju Puszkina, chodziło o… propagandę.
Społeczne zaakceptowanie Dziadka Mroza nie przyszło łatwo. Dawne legendy rysowały tę postać jako okrutnego czarnoksiężnika, który lubił zamrażać ludzi oraz porywać dzieci. Wsadzał je do wielkiego worka, z którego nie było ucieczki. Rodzic mógł odzyskać pociechę tylko dzięki ofiarowaniu okrutnikowi cennych prezentów. Takie opowiadania były przekazywane przez Rosjan z pokolenia na pokolenie. Jak to jednak z legendami bywa – szczególnie w ZSRR – zawsze jest czas by je „odczarować”. Pomogła literatura: bajka sławnego rosyjskiego dramaturga Aleksandra Ostrowskiego „Śnieżynka” oraz libretto Nikołaja Rimskiego-Korsakowa na niej oparte. Szczególnie krucha i wiecznie uśmiechnięta Śnieżynka potrafiła ocieplić ponury wizerunek. To był przełom, który najpierw pozwolił Rosjanom oswoić się z postacią brodatego staruszka, a następnie w niej zakochać. Swoją drogą, trzeba było posiadać sporą wyobraźnię, aby okrutnego czarnoksiężnika porywającego dzieci wykreować na ich… największego przyjaciela!

Towarzysz Mróz

Po rewolucji październikowej i przejęciu w Moskwie władzy przez komunistów, bożonarodzeniowe tradycje nie cieszyły się u dygnitarzy popularnością. Kreml nie pochwalał obrzędów świątecznych, uważając je za zbyt „burżuazyjne i religijne”. Pomimo tego, władze radzieckie nie zakazały tradycji Dziadka Mroza, dzięki czemu jego wizerunek odcisnął spore piętno na sowieckiej kulturze. Szybko także okazał się świetnym propagandowym ruchem.
Dziadek Mróz stał się symbolem Święta Nowego Roku, które miało wyprzeć obrzęd Bożego Narodzenia. Nie wszystko jednak poszło zgodnie z planem. W późnych powojennych czasach stalinowskich uśmiechnięty staruszek, a także jego prawa ręka Śnieżynka, dość niespodziewanie znaleźli swe miejsce w komunistycznych… szopkach bożonarodzeniowych. Propaganda okazała się nietrafiona.
Z czasem rosyjska kultura tak silnie zachłysnęła się nowym symbolem, że powstało o nim mnóstwo mniejszych animowanych produkcji, w tym m.in. w 1964 r. głośny film familijny „Dziadek Mróz” w reż. Aleksandra Rou. Opowiadał on historię zakochanej pary i tajemniczego, ale dobrego czarodzieja. Kto nim był? Tego chyba nie trzeba już wyjaśniać.
Z czasem także i w dużej części bloku wschodniego, który należał do wpływu władzy sowieckiej, Dziadek Mróz zaczął się pojawiać. Stawał się wizytówką radzieckich obyczajów, które próbowano importować również do Polski.

Czym różnił się od Świętego Mikołaja?

W Polsce Dziadek Mróz pojawił się w połowie lat 50. ubiegłego wieku głównie na terenach dzisiejszego Podlasia i Lubelszczyzny. Poczciwy starzec odwiedzał najczęściej zakłady pracy, a znacznie rzadziej przedszkola. Przynosił prezenty i – co najważniejsze – słodycze! Dla małych dzieci nie było większej różnicy, kto wręcza upominki. Dla władz komunistycznych wręcz przeciwnie – Dziadek Mróz miał siać propagandę i walczyć z kościołem oraz tradycją.
Jak wyglądał nasz bohater? Nosił okulary, biały lub złoty kożuch, na który opadała niezwykle długa siwa broda. Zgodnie z tradycją, brał dzieci na kolana, wołał popularne „ho, ho, ho” i wręczał prezenty. Marginalizowany wówczas Święty Mikołaj występował najczęściej jako karykatura. Gdzie? W telewizji lub prasie, bo w zaciszu domowym cieszył się dużą popularnością.
Dla polskich komunistów Dziadek Mróz miał być wzorem. Chętnie czytał bajki, które następnie rozdawał. Wiodącą pozycją był „Lenin wśród dzieci”, powieść, w której opisano świętowanie wodza z młodymi uczniami.
Staruszek przynosił także: drewniane samochodziki, lalki, misie czy gry takie jak pchełki i bierki. Dzieci nie musiały pozostawiać listów na oknach, w końcu Dziadek Mróz sam „najlepiej” wiedział czego pragną. Czym różnił się od Świętego Mikołaja? W przeciwieństwie do niego wchodził nie przez komin, ale przez drzwi, jego sanie ciągnęły trzy konie, a nie renifery, a słowa w trakcie zakładowych uroczystości przepełnione były… pochwałami dla systemu. Może właśnie to sprawiło, że spora część społeczeństwa podchodziła do niego z rezerwą? W całym kraju to Święty Mikołaj był uznawany za „swojego”, jako ten który nie zabrania śpiewać ulubionych kolęd.

Pozostał we wspomnieniach

W 1989 r. po upadku w Polsce komuny postać Dziadka Mroza nie przetrwała. Otwarcie kraju na zachodnią popkulturę spotęgowało miłość do Świętego Mikołaja, który szybko zaczął kojarzyć się z pełnymi workami prezentów, reklamą Coca-Coli oraz czekoladowymi figurkami.
Jak więc potoczyły się dalsze losy bohatera ze Wschodu? Pozostał jedynie we wspomnieniach starszych osób oraz stał się inspiracją dla niszowej literatury i obrazu. Tomasz Pacyński, polski pisarz fantastyczny, stworzył liczne humorystyczne opowiadania z cyklu o Dziadku Mrozie, które zostały wydane w 2005 r. w zbiorze „Linia ognia”.
Dziadek Mróz wciąż świetnie odnajduje się w Rosji. W 1998 r. ówczesny mer Moskwy, Jurij Łużkow, zapewniał, że rosyjski starzec zamieszkuje malownicze tereny w mieście Wielki Ustiug w obwodzie wołogodzkim. Po tych słowach miejscowy urząd pocztowy został zasypany milionami listów z całego świata! 7 stycznia 2008 r. jego dom odwiedził sam… prezydent Władimir Putin, a świat szybko obiegły fotografie z tego pełnego serdeczności spotkania.
Pomimo różnic między symbolami, w wyobraźni dzieci zarówno Święty Mikołaj, jak Dziadek Mróz jawią się jako uśmiechnięci staruszkowie przynoszący prezenty. Należy mieć nadzieję, że oba symbole już nigdy nie zostaną uwikłane w walkę ideologiczną i na zawsze będą kojarzyć się wyłącznie z magią świąt, zielonymi choinkami i puszystym śniegiem.

Kamil Lech

Leave a Reply

Your email address will not be published.