
RZESZÓW. Inwestor budowy drogi przez ogródki twierdzi, że ich właściciele mieli wystarczająco dużo czasu, żeby odejść.
W środę w zlikwidowanym już Rodzinnym Ogrodzie Działkowym Energetyk 1 przy ul. Lwowskiej postawiono znak zakazu wjazdu na działki. Miejskie Przedsiębiorstwo Dróg i Mostów przejęło już ten teren pod budowę drogi. Działkowcy są w trudnej sytuacji, bo nie wszystko zdążyli wywieźć z ogródków, a kierownik odpowiedzialny za inwestycję mówi wprost: – Właściciele działek mieli termin opuszczenia ogrodu do końca września. Teraz jest już za późno – stwierdził Mieczysław Kulpa z MPDiM.
Działkowcy są w rozpaczy. – Miasto nie chce nam wypłacić odszkodowań za utracone ogródki – mówi Elżbieta Krzanicka, która swój ogród przy ul. Lwowskiej użytkuje od 44 lat. – Mieszkam w bloku. Gdzie ja mam z altanki przewieźć lodówkę, kanapę i meble? W piwnicy się nie zmieszczą. Władz miasta nic nie obchodzi los działkowców. Skoro Urząd Miasta nie chce nam wypłacić rekompensaty, to postanowiliśmy pozwać władze miasta do sądu.
Część z 58 działkowców już opuściła swoje ogródki. Reszta pozostała i jeszcze we wtorek wywoziła sprzęt z ogródków i altanek.
– Jestem odpowiedzialny za plac budowy – poinformował Mieczysław Kulpa, kierownik budowy drogi przy ul. Lwowskiej z Miejskiego Przedsiębiorstwa Dróg i Mostów. – Nie mogę pozwolić, żeby tam wjeżdżali działkowcy. Dlatego umieściliśmy znak zakazu ruchu. Właściciele ogródków mieli czas na rozbiórkę altanek do końca września.
Jak nas poinformował Piotr Magdoń, dyrektor Miejskiego Zarządu Dróg, droga do nowego targowiska przez ogródki działkowe będzie przedłużeniem alei Rejtana. Będzie miała około 2 km długości. W sumie wraz z mostem na rzece Młynówce koszt tej inwestycji wyniesie 11,2 mln zł. Działkowcy oczekują rekompensat za utracone ogródki i nasadzenia w wysokości od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych.
Dyrekcja Bura Gospodarki Mieniem Miasta Rzeszowa zaproponowała działkowcom zastępcze tereny, które można byłoby przeznaczyć na ogródki. Ale nie nadają się na ten cel. – Pokazano nam tereny nieuzbrojone, bez prądu i wody – mówi Elżbieta Krzanicka. – Teraz działki to jedna wielka ruina, bo musimy rozbierać altanki.
Działkowcom puszczają nerwy, bo trudno im przyjąć do wiadomości, że muszą opuścić swoje ogródki. We wtorek, gdy jeszcze nie było w ogrodzie znaku zakazującego wjazdu, weszliśmy do brązowej altanki. Starszy mężczyzna pracował przy jej rozbiórce. W ręce trzymał młotek. Zapytaliśmy go o termin opuszczenia ogródka. – Lepiej niech pan wyjdzie, żeby się panu krzywda nie stała – powiedział zdenerwowany mężczyzna. Szybko wyszliśmy z altanki. Rozumiemy jednak tego mężczyznę, bo został postawiony w trudnej sytuacji bez wyjścia. Musi bardzo szybko wywieźć sprzęt i rozebrać altankę.
Mariusz Andres



8 Responses to "Działkowcy mają zakaz wjazdu do ogródków"