Dzieci jadły z psami, były bite i molestowane?

Dom, w którym mieszkało dziesięcioro rodzeństwa jest w koszmarnym stanie. Według relacji krewnej, dzieci wychowywały się z psem. Fot. Paweł Dubiel

IZDEBKI POW. BRZOZOWSKI. Zaginięcie i odnalezienie 12-letniego Daniela z Izdebek pozwoliło ujawnić koszmar, który od lat miał miejsce w jego rodzinnym domu.

Sprawa szczęśliwego odnalezienia 12-letniego Daniela z Izdebek, którą żyła cała Polska, przybrała nieoczekiwany obrót. Na jaw wyszły przerażające fakty. Ojciec dzieci, 37-letni Krzysztof S., podejrzany o wykorzystanie seksualnie dziecka trafił do aresztu tymczasowego. Dziennikarze ujawnili też, że dzieci żyły w potwornych warunkach. Według relacji jednej z sąsiadek „wychował” je pies. Gdy dostał jedzenie, maluchy jadły z jego miski. Niektóre z nich w ogóle nie mówią, tylko szczekają, warczą. – Nie da się opisać słowami, co tam się działo. To było piekło – mówi krewna rodziny.

Reporter „Uwagi” dotarł do okolicznych mieszkańców i krewnej 12-latka, który był poszukiwany.- Daniel dawniej też znikał. Zresztą nie tylko on, jego rodzeństwo też. Jedna z jego sióstr była znaleziona rok temu kilka kilometrów stąd. Te dzieci nigdy słowa na ojca nie powiedziały. One się go bały – relacjonuje w materiale „Uwagi” sąsiadka. Była matką chrzestną jednej z dziewczynek. – W domu było dużo krzyku. Dzieci nieraz płakały. Często mówiły, że ojciec pije albo śpi. Wielokrotnie pytałam mojej chrześnicy, czy w domu wszystko w porządku. Nie chciała nic mówić –  opowiada krewna. – Nie da się opisać słowami, co tam się działo. To było piekło. W tym domu jest dziesięcioro dzieci. Było też kilka poronień, co najmniej trzy. Przed ślubem były kolejne trzy, ale wywołane bez wiedzy lekarzy. My, jako rodzina gubiliśmy się, kiedy ona jest w ciąży, a kiedy nie. Były plotki, że pod płotem zakopali te dzieci z poronienia. To wszystko działo się za zamkniętymi drzwiami. Dla nich nie były ważne dzieci, ale pieniądze – przyznaje kobieta.

Niektóre z dzieci w ogóle nie mówią, tylko szczekają, warczą”
Zaginiony Daniel jest najstarszy z dziesięciorga rodzeństwa. Jego najmłodsza siostra ma 20 miesięcy. Mieszkańcy Izdebek twierdzą, że wszystkie dzieci były bardzo zaniedbane. Nikt nigdy nie pracował w tej rodzinie. Matka dziesięciorga dzieci ma 43 lata. Jest upośledzona w stopniu lekkim. Jej mąż jest sześć lat młodszy.  Miał żartować, że nie musi pracować, bo „ma fabrykę w spodniach.” Utrzymywali się z pieniędzy z pomocy społecznej, z narodzin kolejnego dziecka, z renty. Łącznie dostawali kilka tysięcy złotych miesięcznie. Większość pieniędzy przeznaczali jednak na alkohol i papierosy. – To były ich priorytety. Jak zostały jakieś grosze, to z litości wydawali coś na dzieci – przyznaje rozmówczyni „Uwagi”.

Rodzice wraz z dziesięciorgiem dzieci mieszkali w zaniedbanym domu położonym na skraju wsi. Panował w nim brud, na ścianach była pleśń. Według relacji krewnej, dzieci spały na łóżkach z ubraniami, okruchami, a nawet ziemią. – Zdarzyło się, że jedno z spało w wymiocinach, bo zwymiotowało w wózku i nikt go nie przebrał – opowiada.

Skala koszmaru, w jakim żyły dzieci jest przerażająca. – Te dzieci wychował pies. Jak pies dostał jedzenie, to dzieci szły i jadły z jego miski. Niektóre z nich w ogóle nie mówią, tylko szczekają, warczą – wyznaje krewna. – One nie wiedziały, że wafelek, który dostały trzeba odpakować, tylko jadły z papierkiem, żeby nikt im nie zabrał – dodaje.

Jak mogło dojść do sytuacji, gdy dzieci są traktowane jak zwierzęta? W materiale telewizyjnym kilka osób zapewnia, że informowało gminę o tym, że ojciec pije, a  dzieci są bite i zaniedbane. Czy nikt nie reagował? Postanowiliśmy to sprawdzić. – Rodzina była znana ośrodkowi od kilku lat. Był podejmowany szereg działań zgodnie z obowiązującymi ustawami. Rodzina była objęta przez kuratora, asystenta rodziny – oświadcza Anna Jarema, kierownik Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Nozdrzcu. Nie chce nam udzielić więcej informacji. –  Szczegółowe informacje na temat rodziny nie będą podawane do wiadomości w związku z ochroną danych osobowych – ucina kierownik GOPS.

Zarzut molestowania dla ojca
Ojciec chłopca, 37-letni Krzysztof S., najbliższe 3 miesiące spędzi w areszcie tymczasowym. Mężczyzna jest podejrzany o to, że wykorzystał seksualnie dziecko. Postawiono mu dwa zarzuty: narażenia syna na niebezpieczeństwo utraty zdrowia i życia  i dotyczący przestępstwa na tle seksualnym. – Mężczyzna usłyszał też zarzut z art. 200 par 1 kk. dotyczący doprowadzenia osoby małoletniej poniżej lat 15 do innej czynności seksualnej – informowała prok. Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie. – Prokurator wystąpił z wnioskiem o tymczasowe aresztowanie podejrzanego. Sąd przystał na areszt. 37-latek został przesłuchany, nie przyznał się do zarzucanego mu czynu i złożył wyjaśnienia. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, będzie mu groziło 12 lat pozbawienia wolności. Dzieci trafiły do placówki opiekuńczej.

Prokuratura na razie nie chce zdradzać więcej szczegółów. – Poza tymi informacjami, których udzielaliśmy do tej pory, nie podajemy żadnych szczegółów na temat tego śledztwa. Trwają czynności dowodowe. Najpierw trzeba ustalić fakty, żeby można było więcej powiedzieć. Musimy zrobić to w sposób procesowy, dlatego to potrwa – zaznacza prok. Beata Piotrowicz, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krośnie. Jedno co mogę powiedzieć, to to, że podejrzany składał zażalenie na zastosowanie tymczasowego aresztowania, a sąd okręgowy utrzymał środek zapobiegawczy w mocy i jest dalej stosowany – zaznacza.

Wioletta Kruk

7 Responses to "Dzieci jadły z psami, były bite i molestowane?"

Leave a Reply

Your email address will not be published.