
PIŁKA NOŻNA. I LIGA. Stal Mielec ma dziś do wydania 3,5 mln zł. Ale nie tylko pieniądze powodują, że najsłynniejszy podkarpacki klub nie ma w regionie konkurencji.
– Być może nasi kibice dostaną pod choinkę dobrego piłkarza. Mocno pracujemy nad ciekawym transferem – uśmiecha się Bartłomiej Jaskot, dyrektor Stali. Wzmocnienia są niezbędne, by beniaminek uchronił się przed spadkiem. Ale nawet czarny scenariusz nie zmieni faktu, iż mielczanie zostawili daleko z tyłu pozostałe podkarpackie kluby.
Jaskot przyszedł do klubu w 2002 roku i początkowo zajmował się serwisem stalmielec.com. Dziś to nowoczesna platforma multimedialna odwiedzana każdego dnia przez 5 tysięcy osób. Rzecznik prasowy Przemysław Cynkier wpadł na pomysł, by w mediach społecznościowych transmitować na żywo konferencje prasowe. Stal produkuje też tzw. surówkę i po każdym meczu zrzuca na serwery Polsatu, który ma prawa do pokazywania I ligi. Telewizja to montuje i pokazuje spotkanie „od kuchni”, w niezwykle atrakcyjnej dla kibica formie. Współpraca z Polsatem układa się wyśmienicie również na innych polach. – Z punktu widzenia nadawcy istotne było zasilenie pierwszej ligi przez takie zespoły jak Górnik Zabrze, Stal Mielec, Podbeskidzie z pięknym stadionem, wcześniej Zagłębie Sosnowiec – przyznał kilka dni temu Marian Kmita, szef sportu w stacji należącej do Zygmunta Solorza.
Bilety nocą sprzedawane
Stal zaczęła się wyróżniać na tle innych podkarpackich klubów po otwarciu stadionu. Jaskot doskonale pamięta pierwszy mecz na nowym obiekcie – z Wigrami Suwałki w II lidze. – Sprzedawaliśmy bilety do drugiej nad ranem. Na trybunach zasiadło prawie 8 tysięcy kibiców! Drugim ważnym wydarzeniem dla losów klubu była zmiana prezydenta: miastem zaczął rządzić Daniel Kozdęba, rówieśnik i kolega młodych, pełnych zapału i energii działaczy Stali. Rozumiał, że w sport warto zainwestować. Latem 2015 roku do Mielca na kilka meczów przeprowadziła się – z uwagi na remont własnego stadionu – Termalica Bruk-Bet Nieciecza. Cała Polska przypomniała sobie wówczas o lotniczym mieście i piłkarzach Stali trzęsących niegdyś ekstraklasą. Dla działaczy to był czas wzmożonej nauki. – Jeździliśmy do Kielc podglądać, w jaki sposób organizuje się mecze na najwyższym poziomie. Zebraliśmy tak cenne doświadczenie, iż po awansie doskonale wiedzieliśmy, co mamy robić – podkreślają.
Bartłomiej Jaskot nie bawi się w dyplomatę, gdy pytamy, czy Stal już teraz uniosłaby ciężar ekstraklasy. – Trzy, cztery etaty więcej w dziale administracji i marketingu, montaż podgrzewanej płyty i jesteśmy gotowi – odpowiada. Z tym podgrzewanym boiskiem to zresztą ciekawa sprawa: przy dzisiejszej technologii można to zrobić metodą nieinwazyjną, bez zdzierania murawy. Niewykluczone, że w czerwcu, po sezonie, mielczanie się na taki krok zdecydują. Na razie ważniejsze jest „klepnięcie” w budżecie miasta środków na budowę dwóch boisk, które posłużą m.in. Akademii Stali.
Kreatywni wolontariusze
– Z perspektywy czterech lat mojego dyrektorowania, uważam, że najtrudniejsze było odbudowanie zaufania do klubu. Pokazanie, że Stal to otwarta, przyjazna społeczność – analizuje Jaskot. – Niełatwo było też sprostać wymaganiom PZPN-u, ale teraz widzimy, że regulacje są nie po to, żeby utrudnić, lecz żeby ułatwić klubom życie. Dostaliśmy do ręki narzędzia, dzięki którym możemy się ciągle rozwijać. Pieniądze to nie jest temat tabu. My od dawna jesteśmy transparentni. To wszystko pomaga. W dniu awansu do I ligi dysponowaliśmy 1,5-milionowym budżetem. Dziś mamy w kasie klubu 3,5 mln zł, nie licząc umów barterowych.
Stali mocno pomaga Tomasz Poręba. To z inicjatywy europosła PiS doszło do podpisania umowy sponsorskiej z PGE. Lada dzień mielczanie zasiądą do rozmów z kolejną dużą firmą, a m.in. dzięki wsparciu Zakładów Lotniczych zespół wyleci w lutym do Turcji na obóz.
Stal po nowe, lepsze jutro wystartowała pod hasłem: „W drodze po dawny blask”. Ambitne cele udaje się realizować, klub jest rozpoznawalny (m.in. piąta lokata jeśli idzie o liczbę publikacji w mediach, przyjazne tweety Zbigniewa Bońka), co oczywiście przekłada się na jego wartość – ekwiwalent reklamowy z tytułu zamieszczanych artykułów wynosi 5 mln zł. A przecież I liga będzie jeszcze cenniejsza. W planach jest stworzenie własnego serwisu, który połączony zostanie z niesamowicie popularnym Łączy Nas Piłka.
Wbrew pozorom, za tymi działaniami nie stoi rzesza wziętych PR-owców, lecz zakochani w klubie młodzi ludzie. – Może to zabrzmi patetycznie, ale w tym tkwi największa siła Stali. W kreatywnych sympatykach-wolontariuszach, bo na życie to oni zarabiają gdzie indziej. Stal to jest jednak takie nasze wspólne dziecko – mówi z przejęciem Bartłomiej Jaskot.
Tomasz Szeliga


