
RZESZÓW. Jedno ambulatorium urazowego dla dorosłych to za mało. W razie wypadku rodzice nie wiedzą, gdzie szukać pomocy dla dziecka.
Dlaczego moje 6-letnie dziecko musiało czekać ponad 6 godzin w Rzeszowie na zdiagnozowanie urazu kręgosłupa szyjnego? Dlaczego lekarz od razu, o godzinie 21 nie dał mu zlecenia na zdjęcie rtg kręgosłupa szyjnego i po 30 minutach dziecko byłoby zdiagnozowane, tylko odesłał go na pogotowie po wymagany papierek – skierowanie do szpitala przy ul. Lwowskiej? Czy odsyłanie od Annasza do Kajfasza to zła wola lekarza, czy zarządzenie dyrekcji? – pyta na naszym forum Czytelnik Super Nowości.
Forumowicz: W środę, 18 września koło godziny 20 wieczorem zgłaszamy się na Izbę Przyjęć do Szpitala Miejskiego, bo mieszkamy na ul. Rycerskiej z urazem szyi 6-letniego chłopca, Tu dowiadujemy się że nie przyjmują dzieci tylko dorosłe osoby i że musimy się udać do Szpitala na ul. Lwowskiej.
Koło godziny 21 jesteśmy na izbie przyjęć tego szpitala, gdzie mający dyżur chirurg mówi, że kręgosłup nie jest złamany, więc powinniśmy jechać z dzieckiem na Pogotowie Ratunkowe na ul. Poniatowskiego, gdzie dziecko zaopatrzą: dadzą mu kołnierz, zrobią zdjęcie itp. Potulnie jedziemy na pogotowie, tam pełno młodych ludzi z urazami, czekamy w kolejce, około 22 wpycham się do lekarza, bo dziecko nie może wysiedzieć, jest śpiące i boli je szyja. Chirurg, który przyjmuje, nie jest specjalistą od kręgosłupa dziecięcego, zaopatruje nas w kołnierz, sprawdza reakcje dziecka i wykonuje zdjęcie, ale… daje nam skierowanie do szpitala na Lwowską. Zaopatrzeni w płytkę ze zdjęciem jedziemy ponownie z zasypiającym 6-latkiem do Izby Przyjęć dla dzieci przy Szpitalu przy Lwowskiej. Jest około godziny 23. Od pielęgniarek, zdziwionych, że to znowu my, dowiadujemy się, że lekarz właśnie operuje i my musimy czekać. Przed nami jest jedno dziecko ze złamaniem. Też czeka… Czekamy do godziny pierwszej w nocy, dziecko śpi, trzymam je na kolanach kilka godzin na krześle w korytarzu pięknie wymalowanej, przyjaznej dzieciom Izby Przyjęć. Lekarz, który wreszcie przychodzi, karze powtórzyć zdjęcie rentgenowskie kręgów szyjnych dziecka. Zostajemy wreszcie zdiagnozowani o 2.15 w nocy!!!
Dlaczego lekarz odesłał dziecko ze szpitala na pogotowie – pytamy dyrektora szpitala
– Robimy wszystko, by dziecko, które do nas przyjedzie, nawet gdy nie jest w stanie zagrożenia życia, zostało przyjęte. Nie ma jednak czegoś takiego jak ambulatorium urazowe dla dzieci. NFZ nie płaci za tego typu świadczenie. Na nasz oddział ratunkowy przekierowywane są dzieci niemal z całego regionu, nie możemy przyjąć wszystkich. Nie ma takiej fizycznej możliwości, choć pracujemy nad tym, żeby zwiększyć obsadę dyżurową, niektóre dni udało nam się już dodatkowo obsadzić – mówi Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie.
Anna Moraniec



11 Responses to "Dziecko z urazem szyi pół nocy wozili od szpitala do szpitala"