
ELIMINACJE MŚ 2018. Adam Nawałka przeszedł do historii, bowiem jako pierwszy poprowadzi Polskę na dwóch wielkich turniejach z rzędu.
Jedziemy na mundial! Piłkarska reprezentacja Polski, dzięki wczorajszemu zwycięstwu w Warszawie z Czarnogórą, odniesionemu w obecności blisko 60 tys. kibiców, z 1. miejsca w grupie E awansowała do mistrzostw świata. Te w 2018 r. odbędą się u naszych wschodnich sąsiadów.
Niemal równo 24 miesiące po fecie przy dźwiękach „Bałkanicy” zespołu Piersi, gdy Polacy świętowali „przepustki” do francuskiego Euro, Stadion Narodowy znów oszalał ze szczęścia. I to znów przy dźwiękach „Bałkanicy”. Biało-czerwoni stanęli na wysokości zadania w czwartek w Erewaniu, gdzie wygrali 6-1, a formalności dopełnili u siebie wczoraj, przy wypełnionych po brzegi trybunach. Czerwcowo-lipcowy czempionat będzie drugim z rzędu wielkim piłkarskim turniejem, który nasi zawodnicy oglądną nie tylko w wygodnym fotelu z pilotem do telewizora w dłoni.
W 4 minuty z piekła do nieba
Wczorajszy mecz na PGE Narodowym, w którym do awansu na mundial biało-czerwonym wystarczał remis, zaczął się dla polskiej reprezentacji znakomicie. Najpierw trafił Krzysztof Mączyński, a później Kamil Grosicki i po 16 minutach gry prowadziliśmy już 2-0. Wówczas wydawało się, że wszystko jest pod kontrolą. Jednak biało-czerwoni nie byliby sobą, gdyby nie doprowadzili do nerwowej końcówki. W 83. minucie przy wyniku 2-2 bezpośredni awans Polski na mundial zawisł na włosku. Dania prowadziła bowiem wówczas z Rumunią 1-0 i kolejna stracona bramka przez biało-czerwonych, oznaczała konieczność gry w barażach. Jednak wówczas sprawy w swoje ręce wziął kapitan reprezentacji, Robert Lewandowski, który ponownie wyprowadził naszych na prowadzenie, a gości ostatecznie dobiło samobójcze trafienie Filipa Stojkovicia. Wówczas awans biało-czerwonych na mundial w Rosji stał się faktem! – Chcieliśmy wam serdecznie podziękować za doping podczas tych całych eliminacji. Mamy nadzieję, że podobnie będzie nas wspierać na mistrzostwach świata – mówił z wysokości murawy Robert Lewandowski, który po meczu wspólnie z kolegami paradował w koszulkach z napisem „POLSKA DAWAJ 2018”.
12 lat minęło…
Ostatni raz w mundialu zagraliśmy w 2006 r. w Niemczech, ale zespół Pawła Janasa rozczarował wówczas na całej linii – do czego ponad dekadę temu byliśmy w zasadzie… przyzwyczajeni. Niestety. Niewielu jest też polskich piłkarzy, którzy tamten czas wspominają z rozrzewnieniem. Wyjątek stanowić może tylko Bartosz Bosacki – autor dwóch trafień w spotkaniu o tzw. honor z Kostaryką. Do RPA i Brazylii nie polecieliśmy, ale dziś – w erze Adama Nawałki i Roberta Lewandowskiego – gościmy na salonach już nie w roli osoby towarzyszącej. Polacy nareszcie mają swój czas. Powodem do wstydu dla młodego pokolenia nie jest brak wiedzy o Lechu Wałęsie, a niedoinformowanie o tym, jakiej muzyki słucha Jakub Błaszczykowski lub na jaki model modnych butów skusił się ostatnio Wojciech Szczęsny.
Trener, jakiego nie było
– Jestem spokojny o wynik. Cieszymy się z gry na naszym stadionie, bo jest to nasz dom, nasza twierdza i pomaga nam tak, że spotkania rozgrywamy według własnego planu – Adam Nawałka, selekcjoner Polaków, już na przedmeczowej konferencji emanował spokojem i pewnością siebie. Zresztą wiedział, co mówi. 59-letniemu szkoleniowcowi można zarzucać operowanie utartymi frazesami w rozmowach z dziennikarzami, ale na pewno nie można mu odmówić pomysłu. Pomysłu na drużynę narodową, z której w końcu każdy kibic jest dumny. Za jego kadencji, biało-czerwoni rozegrali do wczoraj na Stadionie Narodowym już 9 spotkań o punkty, wygrywając aż 8 z nich i tylko jedno remisując. Wnioski nasuwały się same już przed decydującą batalią z Czarnogórą, a sprzyjające okoliczności – „Sokoły” przyleciały przecież do naszego kraju bez swoich największych gwiazd: Stevana Jovetića, Stefana Savića i Marko Vesovića – wręcz nakazywały optymizm. Awans naszych rodaków na mistrzostwa świata w Rosji oznacza, że Adam Nawałka stał się pierwszym w historii polskiego futbolu selekcjonerem, który wprowadził biało-czerwonych na dwa turnieje rangi mistrzowskiej z rzędu. O tym, że to nie lada sztuka, niech świadczy fakt, że nie dokonali tego nawet Kazimierz Górski i Antoni Piechniczek, pod wodzą których Polska zdobyła przecież srebrne medale mistrzostw świata.
POLSKA 4
CZARNOGÓRA 2
(2-0)
1-0 Mączyński (6.), 2-0 Grosicki (16.), 2-1 Mugosa (78.), 2-2 Tomasević (83.), 3-2 Lewandowski (85.), 4-2 Stojković (87. – samobójcza)
POLSKA: Szczęsny – Piszczek (46. Rybus), Glik, Pazdan, Bereszyński – Błaszczykowski, Krychowiak, Zieliński, Mączyński (90 Wolski), Grosicki (90. Makuszewski) – Lewandowski
CZARNOGÓRA: Petković – Stojković, Klimenta, Mijuszković, Tomaszević – Janković, Szczekić, Vukczević, Ivanić (67. Haksabanović), Jovović (78. Mugosza) – Beciraj.
Sędziował Daniele Orsato (Włochy). Żółte kartki: Vukczević, Beciraj, Ivanić. Widzów 57 538.
Tomasz Czarnota, Warszawa
Tomasz Szeliga, Warszawa



One Response to "Dzień dobry Rosjo!"