
PRZEMYŚL. Ludzie zabrali zwierzętom przestrzeń do życia, a że teraz ich nie ma, to zwierzęta wracają na swoje, czyli…
Na jednym z przemyskich osiedli dorodne dziki spacerowały sobie w minioną niedzielę (10 maja), jak ludzie. Maseczek nie miały, bo mieć nie musiały, za to odległość od ludzi zachowywały i wzajemnie. Miasto ma podpisaną umowę z myśliwymi na selektywny odstrzał dzików, jednak odstrzału tego nie można dokonywać w pobliżu miejsca zamieszkania ludzi.
To nie fotomontaż, ani nie żart. Zdjęcia, które publikujemy, przysłał nam Czytelnik, mieszkaniec ulicy Sikorskiego w Przemyślu. – Nie należę do jakichś strachliwych łudzi, ale jak je zobaczyłem, to przyznam, że ochota na spacer mi przeszła – przyznaje przemyślanin. – Pewna pani, która właśnie szła do kościoła, gdy zobaczyła dzika, aż zbladła i od razu zawróciła. Mężczyzna z psem wcale nie miał świadomości, że hałasy w krzakach, którymi zainteresował się jego pupil, to sprawka dzika. Dopiero, gdy ten się wyłonił, porządnie się przestraszył – relacjonuje nasz Czytelnik. – Zadzwoniłem na Straż Miejską i zawiadomiłem o tej sytuacji. Obiecali przysłać patrol, a przy okazji dowiedziałem się, że dziki w Przemyślu to spory problem, bo ostatnio pojawiają się coraz liczniej – dodaje.
Nie tylko na peryferiach
To, że pojawiające się na terenie miasta coraz śmielej dziki stanowią problem, potwierdza Agata Czereba, rzecznik prasowy prezydenta Przemyśla. – Kiedyś ten problem dotyczył głównie peryferyjnych części miasta, teraz coraz częściej sporych osiedli – przyznaje A. Czereba. – Miasto ma podpisaną z myśliwymi stosowną umowę na selektywny odstrzał dzików pojawiających się na jego terenie, ale trudno go realizować ze względu na przepis, a także zdrowy rozsadek. Odstrzału bowiem nie można prowadzić tam, gdzie są ludzie, po prostu – wyjaśnia, dodając, że: – Odstrzał selektywny jest prowadzony na bieżąco, tam gdzie to tylko możliwe.
O problemie dzików w Przemyślu pisaliśmy już wiele razy i wówczas takie autorytety, jak wieloletni myśliwy i szef Koła Łowieckiego „Sokół” Tomasz Kulesza, czy znany weterynarz Radosław Fedaczyński zgodnie mówili o tym, że ludzie sami wabią dziki w pobliże swoich domów i mieszkań. Głównie przez pozostawianie niezabezpieczonych resztek żywności, choć są i tak nierozsądne osoby, które celowo dokarmiają je w pobliżu domostw, co powoduje coraz liczniejsze „odwiedziny” dzików. Teraz dochodzi jeszcze fakt, że z racji koronawirusa ludzie mniej licznie wychodzą i nie ma naturalnego odstraszania ich obecnością dzików. – Ludzie zabrali zwierzętom przestrzeń do życia, a że teraz ich nie ma, to zwierzęta wracają na swoje – mówi nieco ironicznie pewien przemyślanin. Ironia ironią, ale fakt, że obecnie w miejscach zupełnie wcześniej nieprawdopodobnych pojawiają się dzikie zwierzęta potwierdzają zdjęcia i zapisy wideo z całego świata.
***
Gdy spotkasz dzika, nie należy usiłować go płoszyć, bo może to przynieść efekt odwrotny do oczekiwanego. Ciekawość i chęć zrobienia mu fotki z bliska, też należy pohamować. Najlepiej nie zwracać na siebie uwagi zwierzęcia i spokojnie się oddalić, a następnie zawiadomić Straż Miejską.
emka



