Dzisiaj może zabraknąć respiratorów na Podkarpaciu

Rząd od samego początku pandemii kłamie w sprawie respiratorów. Fot. Wit Hadło

Lekarze alarmują – u coraz większej liczby pacjentów dochodzi do nieodwracalnych zmian w płucach z powodu koronawirusa, bo zbyt późno zgłosili się do lekarza.

Walka z koronawirusem nie jest prosta. Codziennie bijemy kolejne rekordy odnośnie liczby zachorowań i zgonów spowodowanych zakażeniem wirusem Sars-cov-2. 

Umierają już nie tylko starsze osoby z tzw. chorobami współistniejącymi, ale też ludzie w sile wieku, którzy wcześniej nie skarżyli się na dolegliwości i choroby. Wielu z tych śmierci udałoby się zapobiec, gdyby pacjenci w odpowiedniej chwili otrzymywali fachową opiekę.

Problemem, jak się okazuje, jest już nie tylko brak miejsc w szpitalach, sprzętu czy personelu medycznego, ale i sami pacjenci, którzy trafiają do szpitali, kiedy jest już zbyt późno na skuteczną pomoc. Większość z nich próbuje do ostatniej chwili leczyć się w domu na własną rękę, po karetkę dzwonią kiedy jest już bardzo źle.

A lekarze podkreślają, że to błąd, który może kosztować nas zdrowie, bo jak tłumaczą, koronawirus prowadzi do ciężkich i nieodwracalnych zmian w płucach, dlatego wcześnie wykryte zakażenie i fachowa pomoc medyczna dają choremu większe szanse na uniknięcie powikłań

Te objawy powinny cię zaniepokoić

Objawy, które powinny nas skłonić do szukania pomocy w szpitalu to między innymi wysoka gorączka, która nie spada, mimo podania leków, uporczywy ostry suchy kaszel, kłujący ból w klatce piersiowej i nasilająca się duszność. Lekarze apelują, aby nie bagatelizować tych objawów i natychmiast kiedy wystąpią wezwać karetkę. W szpitalu u takiego pacjenta stosuje się m.in. tlenoterapię, która pozwala zahamować procesy zapalne. W ciężkich przypadkach pacjenta podłącza się pod respirator. Jak podkreśliła na antenie TVN24 profesor Katarzyna Życińska z Kliniki Chorób Wewnętrznych i Reumatologii Szpitala MSWiA w Warszawie, czas, w jakim chory na koronawirusa trafi do szpitala, odgrywa w leczeniu kluczową rolę i może decydować o życiu i śmierci pacjenta. 

Prawie wszystkie respiratory zajęte

Jak informuje Michał Mielniczuk, na Podkarpaciu mamy 98 łóżek respiratorowych. W poniedziałek zajętych było 88 urządzeń. Liczba chorych rośnie lawinowo, także tych, którzy wymagają specjalistycznej opieki i leczenia respiratorem. Jak zapewnia Michał Mielniczuk, rzecznik wojewody podkarpackiej, ich liczba w miarę potrzeby będzie sukcesywnie zwiększana. – Wojewoda jest w stałym kontakcie z dyrektorami szpitali i jeśli zajdzie taka konieczność, dodatkowe respiratory będą uruchamiane – powiedział rzecznik wojewody. Zapewnił też, że póki co respiratorów nie brakuje.

Brakuje za to fachowców do ich obsługi – anestezjologów i pielęgniarek anestezjologicznych. Wojewoda podkarpacka skierowała apel do izb lekarskich i pielęgniarskich o zgłaszanie chęci do pracy z podkarpackich szpitalach. Na takie wsparcie czeka m. in. szpital w Sanoku.

Martyna Sokołowska

2 Responses to "Dzisiaj może zabraknąć respiratorów na Podkarpaciu"

Leave a Reply

Your email address will not be published.