
KRAJ. Według ekspertów, inflacja w Polsce ma być jeszcze wyższa. To efekt rosnących kosztów produkcji i wynagrodzeń.
Według prognoz, w najbliższych czterech latach średnioroczna inflacja w Polsce będzie przekraczać 3 proc. Koszyk towarów i usług, który w ubiegłym roku był wart 500 zł, za pięć lat będzie kosztować już 600 zł – o sprawie pisze „Dziennik Gazeta Prawna”. Przewiduje, że mogą pojawić się żądania waloryzacji świadczenia 500 plus.
„W najbliższych czterech latach średnioroczna inflacja w Polsce będzie przekraczać 3 proc. – wynika z najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Dopiero w 2024 r. inflacja spadnie poniżej tego poziomu i wyniesie 2,8 proc. Z miesiąca na miesiąc nie oznacza to dotkliwych podwyżek cen. W sumie jednak będzie skutkowało wzrostem ich poziomu – w porównaniu z 2018 r. – o jedną piątą” – czytamy w „Gazecie Prawnej”. Mówiąc obrazowo – koszyk towarów i usług, który w ub. r. był wart 500 zł, za pięć lat będzie kosztować już 600 zł.
– Problem z przewidywaniami stopy inflacji jest taki, że od wielu lat nikomu nie udaje się trafnie tego oszacować. To pokazuje, że to jest jakaś próba, a życie napisze własny scenariusz – mówi Artur Chmaj, ekonomista z WSIiZ w Rzeszowie. – Chciałbym uspokoić, bo myślę że my demonizujemy problem inflacji. Być może dlatego, że większość społeczeństwa pamięta jeszcze początek lat 90., wzrost cen, spadek wartości portfela, itd.. W stabilnych gospodarkach, do której Polskę należy zaliczyć, inflacja jest mniejszym problemem deflacja, oznaczająca stagnację – przekonuje. Jak twierdzi, obecnie nie grozi nam galopujący wzrost cen na rynku, bo jest on za bardzo uporządkowany, konkurencyjny.
– Impulsy inflacyjne wynikają z procesów strukturalnych w całej gospodarce, np. jeżeli mamy problem wzrostu cen nośników energii, to napędza wzrost cen produktów i usług. Czynnikiem inflacjotwóczym w ostatnich latach w Polsce są koszty pracy – wynagrodzenia. Wyższe koszty, które ponoszą producenci czy sprzedający skłania ich do windowania cen – tłumaczy. – Proszę jednak zwrócić uwagę, że te procesy są stabilne. To nie dzieje się z miesiąca na miesiąc i nie w dziesiątkach procentów. To pewien naturalny proces w gospodarce, który ma też swoje dobre strony, dlatego, że pobudza koniunkturę. Wyższe ceny oznaczają bowiem większą aktywność w niektórych branżach – twierdzi ekonomista.
Pytanie, jak się do tego mają nasze płace? – To jest kłopot, dlatego, że jeśli mówimy o kwotach nominalnych, sztywnych w dłuższym okresie, inflacja zawsze je zżera, ich realna wartość maleje – nie ma złudzeń Artur Chmaj. Wzrost płac powinien skompensować inflację. Inaczej jest w przypadku świadczeń takich, jak 500 plus, które nie są w żaden sposób powiązane ze wzrostem cen. Dlatego według niektórych ekspertów należałoby pomyśleć o waloryzacji. – 500 plus nie jest dziś tym samym, kiedy było wprowadzane, bo rzeczy, które kupujemy, zdrożały. Jego wartość nabywcza słabnie i to pewien obiektywny proces. Czy waloryzować? To już pytanie do polityków – uśmiecha się nasz rozmówca.
wk



31 Responses to "Ekonomiści prognozują wzrost cen o jedną piątą"