
PIŁKA NOŻNA. II LIGA. Rozmowa z pomocnikiem Stali Mielec Kamilem Raduljem.
W weekend piłkarze II ligi po raz ostatni w tym roku wybiegną na boiska. Stal Mielec czeka wyprawa na drugi koniec Polski – do Kołobrzegu.
– Cieszy się pan, że to koniec grania w tym roku?
– Na pewno się z tego powodu nie smucę. Nasza kadra nie jest za szeroka, rundę „obskoczyliśmy” praktycznie jedną i to samą „11”. Ale też nie ma co narzekać. Spójrzmy na prawdziwych zawodników, ile meczów rozgrywa się w lepszym piłkarskim świecie.
– Jednak pan może się czuć zmęczony. Wrócił pan na boisko po kontuzji, w każdym meczu walczył z dwoma, trzema rywalami, którzy uprzykrzali życie.
– Nie ma nic za darmo. W każdym meczu dawałem z siebie 100 procent. Raz wychodziło lepiej, raz gorzej, ale wiadomo, że bez walki w II lidze niczego nie osiągniesz.
– Lepiej raz przegrać 0-4 niż cztery razy 0-1 – podkreślał trener Janusz Białek po ostatnim spotkaniu z Zagłębiem Sosnowiec, ale podejrzewam, że niełatwo zapomnieć o takim laniu?
– Tym bardziej, że stało się to na naszym stadionie. W pierwszej rundzie w Sosnowcu też przegrywaliśmy po połowie 0-4. Coś niesamowitego.
– Dobrze byłoby się podnieść i mocnym akcentem zakończyć rok. Jednak w Kołobrzegu lekko nie będzie. Kotwica nie przegrała od czterech kolejek.
– Rywale wydostali się ze strefy spadkowej i zrobią wszystko, by podtrzymać dobrą passę. Ale jedziemy nad Bałtyk po 3 punkty. Stać nas na zwycięstwo. Gramy po południu, może i będzie zimno, lecz lepsze to, niż mecz o godzinie 12. Światła, zadbana płyta boiska, szybsza piłka – odpowiada mi to.
– Wynik meczu w Kołobrzegu będzie miał znaczenie przy ocenie pierwszej części sezonu? Bo chyba możecie być zadowoleni, seria 10 meczów bez porażki nie zdarza się często.
– Ocena będzie raczej pozytywna. Pamiętajmy, jak było na początku. Po przyjściu trenera Janusza Białka wszystko się zmieniło. Moja postawa? Zawsze może być lepiej, ale cieszę się z tego, co jest. Najważniejsze, że nic mi nie dolega.
– Ponoć nie zamierzał pan umierać za poprzedniego trenera Rafała Wójcika, z którym nie znalazł pan wspólnego języka?
– Ja wiem…Ciężko mi się wypowiadać na ten temat. Początek był obiecujący, ale potem faktycznie coś zaczęło zgrzytać.
– Zostanie pan w Stali? Ruch Chorzów jeździ za panem od miesiąca.
– Po ostatnim meczu pewnie zrezygnowali (śmiech). Nie znam odpowiedzi na to pytanie. Wiadomo, każdy chce grać jak najwyżej, realizować swoje marzenia. Nie zawsze jest to jednak takie proste.
– Współpraca z Waldemarem Fornalikiem to kusząca propozycja.
– Na pewno. Ale powtarzam: jeszcze nie podjąłem decyzji co do swojej przyszłości. Jestem kowalem własnego losu, menedżerom już dawno podziękowałem.
– To może Korona Kielce? Tam już pan był, zna pan klub.
– Jeśli pojawi się konkretna propozycja, rozważę ją.
– Ma pan 26 lat, nie ma na co czekać. A może boi się pan kolejnego rozczarowania?
– Lata lecą, to prawda. Jednak rywalizacji się nie obawiam. Jestem gotów iść powalczyć o skład. Najwyżej nie wyjdzie i wypożyczą mnie do innego klubu. Zawsze są jakieś opcje, choć teraz koncentruję się wyłącznie na sobotnim meczu z Kotwicą.
Rozmawiał Tomasz Szeliga


