Ekstraliga w Rzeszowie wcale nie taka pewna

Najpoważniejszym kandydatem do wzmocnienia PGE Marmy Rzeszów jest obecnie Grigorij Laguta. Warunkiem jest oczywiście jazda rzeszowskiej drużyny w Enea Ektralidze, która na tę chwilę nie jest pewna. Fot. Wit Hadło
Najpoważniejszym kandydatem do wzmocnienia PGE Marmy Rzeszów jest obecnie Grigorij Laguta. Warunkiem jest oczywiście jazda rzeszowskiej drużyny w Enea Ektralidze, która na tę chwilę nie jest pewna. Fot. Wit Hadło

ŻUŻEL. ENEA EKSTRALIGA. Rzeszowski klub rozmawia z zawodnika i przystępuje do procesu licencyjnego.

W stolicy Podkarpacia już dawno minęła euforia związana z wywalczeniem przez PGE Marmę awansu do Enea Ekstraligi. Kibice coraz częściej zadają sobie pytanie: Co dalej z rzeszowskim speedwayem? – Proszę pamiętać o tym, że nie wywalczyliśmy awansu do Enea Ekstraligi, tylko prawo jazdy w niej. Czy skorzystamy z tej możliwości? Czas pokaże – mówi Andrzej Łabudzki, prezes Speedway Stali Rzeszów.

Szefowie i sponsorzy rzeszowskiego klubu nie ukrywali radości ze zwycięstwa PGE Marmy Rzeszów w Nice PLŻ. Takiego entuzjazmu na próżno jednak szukać w kwestii przyszłorocznych występów rzeszowskiej drużyny wśród najlepszych zespołów w Polsce.

– Jeśli nie dostanę jasnego przekazu, że spółka Ekstraliga Żużlowa uporządkuje pewne sprawy, to z całym szacunkiem, ale moja firma i ja nie chcemy w czymś takim uczestniczyć – mówiła nie tak dawno w rozmowie z „Przeglądem Sportowym” Marta Półtorak, której firma jest jednym z głównych dobroczyńców speedwaya nad Wisłokiem. – Jesteśmy zniesmaczeni tym, jak zakończyła się sprawa Rafała Okoniewskiego (PZMot. przyznał rację zawodnikowi w sporze z rzeszowskim klubem) – dodaje z kolei prezes Speedway Stali Rzeszów, Andrzej Łabudzki.

Miesiąc niepewności
Co musiałoby się stać, aby PGE Marma Rzeszów wystartowała w Enea Ekstralidze? – To nie jest tak, że nie chcemy tam jeździć. Nie jesteśmy jednak studnią bez dna. Mamy dwóch głównych sponsorów, ale na Ekstraligę potrzeba więcej środków. Czekamy na ruch ze strony miasta, bowiem liczmy także na jego zdecydowanie większe wsparcie – dodaje Łabudzki, którego zdaniem przesunięcie okresu transferowego na 19 grudnia (pierwotnie miał się rozpocząć 2 listopada) jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Kluby bowiem najpierw będą musiały przejść okres licencyjny, a dopiero po nim, jeśli oczywiście dostaną licencję, mogą kontraktować nowych zawodników.

– Dla nas to bardzo dobra informacja. Mamy czas na spokojne zamknięcie i rozliczenie minionego sezonu oraz przygotowanie się do kolejnego. Czy w Ekstralidze? Na tę chwilę nie wiem. Na pewno szkoda byłoby zaprzepaścić dorobek tego sezonu i zwycięstwo w Nice PLŻ. Dlatego też przygotowujemy się do występów w Enea Ekstralidze. Na pewno nie zaniechamy wszelkich procedur i przystąpimy do procesu licencyjnego. Z licencją nie powinno być żadnego problemu, bowiem nasz klub od lat słynie ze stabilności i płynności finansowej. Rozmawiamy też oczywiście z zawodnikami. Na wszystko potrzeba jednak czasu. Myślę, że w ciągu najbliższego miesiąca wyjaśni się wiele i pod koniec listopada będziemy wiedzieli, na czym stoimy – kończy Łabudzki.

W jakim składzie?
Mówienie o tym, w jakim zestawieniu wystąpi w przyszłym sezonie PGE Marma Rzeszów przypomina na razie wróżenie z fusów. Wszystko wskazuje na to, że niezależnie od tego, w której lidze ostatecznie pojadą rzeszowianie, na stanowisku trenerskim pozostanie Janusz Ślączka. Co do wzmocnień rzeszowskiej drużyny, to w tej chwili na liście transferowej przewija się co najmniej kilka nazwisk. Najbliższej stolicy Podkarpacia jest ponoć Grigorij Laguta, ale do 19 grudnia jeszcze wiele może się zmienić…

Marcin Jeżowski

7 Responses to "Ekstraliga w Rzeszowie wcale nie taka pewna"