Ekstremalna majówka z łańcuckim maratonem.

Fot. Materiały prasowe

KOLARSTWO. Przenikliwy wiatr, deszcz, mgła, temperatura spadając do 5 stopni i wymagająca trasa – tak wyglądała tegoroczna kolarska majówka w Łańcucie, gdzie już po raz 8. odbył się Łańcucki Maraton MTB.

Organizatorzy przygotowali dwa dystanse: mini o długości 29 km i przewyższeniu 300 m oraz maxi, gdzie kolejarze ścigali się na dystansie 56 km i przewyższeniu 1158 m. – Kolarzy nie przerażał dystans ani przewyższenia. Jedynym problemem była aura. Nikt nie mógł przewidzieć, co za chwilę może być: ulewa czy deszcz i śnieg. Temperatura z minuty na minutę spadała. Z 9 stopni nagle zrobiło się 5. Uczucie zimna potęgował zimny i porywisty wiatr – relacjonowali warunki, w jakich przyszło ścigać się kolarzom organizatorzy maratonu. W pewnym momencie sytuacja zrobiła się naprawdę nieciekawa i zastanawiano się nawet nad odwołaniem wyścigu. – Informacje z trasy dochodziły ciągle niepokojące, ponieważ zaczęła pojawiać się mgła, która swoją poświatą przykryła Wzniesienia Magdalenkę i Patrię. Mieliśmy coraz więcej obaw, czy startować czy też przerwać maraton. Po konsultacjach z zawodnikami podjęliśmy decyzję, że startujemy, ponieważ dla kolarzy nigdy nie ma złej pogody – przekonywali organizatorzy, którzy mając na względzie bezpieczeństwo, postanowili rozdzielić start maxi i mini. Pierwsi grupa zawodników (około 70) ruszyła do rywalizacji na dystansie maxi. 10 minut później wystartował natomiast 160-osobowy peleton. Kolarze najpierw honorowo przejechali ulicami Łańcuta na start ostry a następnie ruszyli przez Błonia Kraczkowskie, Zimną Górę, Magdalenkę, Cierpisz Górny, Albigową do Handzlówki, gdzie pokonali Szpetny. Później kierowali się na Patrię w Husowie, a następnie w kierunku Markowej, by później przez farmę wiatrową dotrzeć do Kosiny, Głuchowa, Soniny i ponownie do Łańcuta, gdzie była usytuowana meta.

Na dystansie maxi od samego startu nie mieli sobie równych Sławomir Dziwisz, Mateusz Rajch i Michał Matłosz. Ton rywalizacji na dystansie mini nadawała z kolei grupka na czele m.in. z Hubertem Dudzikiem, Łukaszem Turkiem i , Kamilem Cyganem. Dzielnie walczyły także panie, a wśród nich triumfatorki kobiecych zmagań: Janina Nawój i Dominika Żurek. – Pomimo tak ekstremalnych warunków, szczęście sprzyjało kolarzom. Nikt nie potrzebował medyków, a jedynie była potrzebna pomoc mechaników. Na metą dotarli prawie wszyscy kolarze o własnych siłach – relacjonują członkowie Łańcuckiego Towarzystwa Cyklistów, organizatora VIII Łańcuckiego Maratonu MTB, który był pierwszą odsłoną cyklu Podkarpackich Maratonów Rowerowych SZPRYCHA, których dalsza część odbędzie się jeszcze w tym roku. Najlepsi zawodnicy kolarskiej majówki zostali nagrodzeni dyplomami, statuetkami oraz nagrodami rzeczowymi ufundowanymi przez burmistrza Łańcuta Rafała Kumka, starostę łańcuckiego Adama Krzysztonia, wójtów gminy Markowa Mirosława Maca i gminy Łańcut Jakuba Czarnoty oraz komendanta powiatowego PSP w Łańcucie bryg. Bogusława Golenia.

WYNIKI

Maxi mężczyzn: 1. Sławomir Dziwisz, 2. Mateusz Rajch, 3. Michał Matłosz.

Maxi kobiet: 1. Janina Nawój, 2. Monika Maryś, 3. Krystyna Miłek.

Mini mężczyzn: 1. Hubert Dudzik, 2. Łukasz Turek, 3. Kamil Cygan.

Mini kobiet: 1. Dominika Żurek, 2. Katarzyna Łuszcz, 3. Alicja Nerc.

Straż: 1. Kamil Cygan, 2. Andrzej Dziura, 3. Tomasz Szczepański.

mj

Leave a Reply

Your email address will not be published.