Emerytury zagrożone

To, w jakim kierunku rozwinie się sytuacja w ZUS, zależy teraz od rządu PiS. Fot. Anna Moraniec

Kolejny związek zawodowy działający w ZUS wszedł z spór zbiorowy z pracodawcą, co oznacza, że zgodnie z prawem ma otwartą drogę do strajku. Pracownicy coraz głośniej grożą odejściem od biurek. Dla rządu oznacza to paraliż jednej z głównych instytucji w kraju, dla przeciętnego Kowalskiego pusty portfel, bo wstrzymana zostanie wypłata wszystkich świadczeń realizowanych przez ZUS. Ten czarny scenariusz może się spełnić, jeśli rząd nie zrealizuje postulatów związków zawodowych, a tych jest kilka. Główny to podwyżki prac i reorganizacja pracy.

Pracownicy ZUS to kolejna grupa zawodowa, która zapowiada jesienią strajki. I trudno się dziwić, słuchając przedstawicieli związków zawodowych relacjonujących to, jak wygląda praca przeciętnego pracownika ZUS. Niskie płace, niejasny system przyznawania premii, nepotyzm, brak rąk do pracy, który skutkuje przenoszeniem obowiązków na pracowników, a to z kolei łączy się z dziesiątkami dodatkowych nadgodzin, które wypracowują.
Do tego dochodzą fatalne, jak relacjonują związkowcy, warunki pracy: zbyt ciasne biura, stare i niefunkcjonalne meble oraz praca na przestarzałym i awaryjnym sprzęcie komputerowym. To wszystko powodowało w pracownikach ZUS narastającą frustrację, którą od kilku miesięcy sygnalizowali, ostrzegając przed falą protestów w całej Polsce. I teraz te ostrzeżenia wydają się coraz bardziej realne. Czarę goryczy przelały ostatnie podwyżki dla posłów. – Jeżeli posłowie i wiceministrowie mogą zarabiać 60 procent więcej, to dlaczego nie można o tyle podwyższyć wynagrodzeń pracownikom ZUS, którzy zarabiają 2500 złotych na rękę? – pyta Piotr Szumlewicz ze Związku Zawodowego Związkowa Alternatywa.

Przygotowują się do strajku ostrzegawczego

Związkowa Alternatywa na przełomie sierpnia i września weszła w spór zbiorowy z pracodawcą w ZUS. Jak mówi Super Nowościom Piotr Szumlewicz, przedmiotem sporu są trzy postulaty. Przede wszystkim to podwyżki płac o 60 procent. Dwa pozostałe dotyczą przywrócenie dodatku stażowego w wysokości jednego procenta za każdy rok pracy w ZUS oraz zakończenie systemu premiowego i powrót do systemu nagród. – Aktualnie premie przyznawane są uznaniowo, pieniądze niekoniecznie trafiają do pracowników, którzy faktycznie na nie zasłużyli. Trzeba to zmienić tak, aby system wynagradzania był uczciwy i transparentny – podkreśla Szumlewicz.
Związkowcy czekają teraz na odpowiedź od kierownictwa ZUS oraz rządu i stanowisko wobec przedstawionych przez związkowców postulatów. Jeśli ustosunkują się do nich negatywnie, ruszą przygotowania do strajku ostrzegawczego, który planowany jest na przełomie września i października. Zgodnie z przepisami, pracownicy na dwie godziny odejdą od biurek i nie będą wykonywać obowiązków, co wiąże się z wstrzymaniem wypłat wszystkich świadczeń, takich jak: renty, emerytury, czy wypłaty pieniędzy z tarcz antykryzysowych dla przedsiębiorców.

Strajk sparaliżuje działalność ZUS

Jeśli i to nie pomoże, odbędzie się referendum strajkowe, w którym pracownicy zdecydują o przystąpieniu do bezterminowego strajku powszechnego. Jeśli do niego dojdzie, zakładowi grozi paraliż. – Przedstawiliśmy swoje postulaty i czekamy na reakcję kierownictwa ZUS oraz rządu. Z naszej strony mogę zapewnić, że pracownicy są zdeterminowani. Mają już dość pracy w warunkach urągających godności, nie mówiąc już o przestrzeganiu przepisów BHP. No bo jak nazwać pracę w 35-stopniowym upale w małym pomieszczeniu bez klimatyzacji i to w kilka osób, wypracowując nieodpłatnie dodatkowe nadgodziny z powodu przeciążenia dodatkowymi obowiązkami? – pyta Szumielewicz i dodaje: – Rząd musi radykalnie zmienić podejście do pracowników sfery budżetowej, bo to, w jaki sposób traktuje ich teraz, to jest kpina.
W sporze zbiorowym od kilku tygodni jest już Związek Zawodowy Pracowników ZUS. Pierwsze rozmowy z pracodawcą już się odbyły. Priorytetowymi są żądaniami dotyczące wzrostu wynagrodzenia i zatrudnienia. Negocjacje trwają.

Rzecznik ZUS: – Wierzymy, że uda się osiągnąć porozumienie

Wojciech Dyląg, rzecznik Zakładu Ubezpieczeń Społecznych regionu podkarpackiego, w rozmowie z Super Nowościami zapewnia, że wypłata świadczeń nie jest zagrożona i pieniądze będą w terminie wpływać na konta świadczeniobiorców.
– Emerytury, renty i inne świadczenia będą wypłacane zgodnie z przyjętym harmonogramem
– podkreśla rzecznik.
W przesłanym do nas oświadczeniu zapewnia, że kierownictwo ZUS jest otwarte i prowadzi dialog z organizacjami związkowymi. – Wierzymy, że uda się osiągnąć porozumienie – komentuje rzecznik.
Wojciech Dyląg podkreśla, że zakład w ostatnich latach zrobił ogromny krok do przodu, stał się nowoczesnym urzędem i otworzył się na potrzeby klientów. – ZUS nie zapomniał przy tym o swoim podstawowym kapitale, jakim są pracownicy. Stawiając na elektronizację i automatyzację, zadbał zarówno o klientów – ułatwiając im załatwianie formalności i przyspieszając procedury, jak i o dobre warunki pracy i płacy wszystkich naszych pracowników, odciążając ich od najbardziej powtarzalnych obowiązków. Ten kierunek rozwoju jest kontynuowany i przyśpieszył w czasie pandemii – informuje rzecznik.
Dodaje, że Zakład „nieustannie podejmuje działania, żeby podnosić wynagrodzenia pracowników”. – W ciągu ostatnich czterech lat w ZUS przeprowadzono na nienotowaną wcześniej skalę podwyżki wynagrodzeń. Tylko w latach 2015 – 2020 fundusz na wynagrodzenia naszych pracowników wzrósł o prawie miliard złotych. To bezprecedensowy wzrost, dzięki któremu przeciętne wynagrodzenie całkowite w ZUS w 2020 r. było wyższe o 434 zł od przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw – podkreśla Wojciech Dyląg i dodaje, że w przyszłym roku pracownicy dostaną kolejne podwyżki – in pensje wzrosną o około sześć procent.
Przypomina też, że ZUS jest instytucją państwową i jego budżet, w tym wielkość środków na wynagrodzenia, jest ustalany przez rząd i parlament, a nie przez zarząd zakładu.

Martyna Sokołowska

10 Responses to "Emerytury zagrożone"

Leave a Reply

Your email address will not be published.