Emocje się skończyły. Mistrzem będzie Motor (ZDJĘCIA)

Stalowcy nie wygrali z Motorem od blisko 5 lat. Zaklinali więc rzeczywistość, m.in. przebierając się w starej szatni. Złego trendu jednak nie odwrócili. Fot. Wit Hadło
Stalowcy nie wygrali z Motorem od blisko 5 lat. Zaklinali więc rzeczywistość, m.in. przebierając się w starej szatni. Złego trendu jednak nie odwrócili. Fot. Wit Hadło

STAL RZESZÓW – MOTOR LUBLIN. Po zejściu z boiska Arkadiusza Barana nie miał kto kierować obroną gospodarzy. Lider szybko to wykorzystał.

Stal długo prowadziła z Motorem, ale na końcu cieszyli się goście. Lublinianie mają już 9 punktów przewagi nad konkurencją i tylko kataklizm mógłby odebrać im tytuł.

– Emocje związane z walką o pierwsze miejsce chyba się skończyły – Marcin Wołowiec, trener gospodarzy, nie mydlił oczu. Opiekun Motoru Tomasz Złomańczuk był bardziej powściągliwy, ale postawmy sprawę jasno: jeśli lublinianie nie wygrają tej ligi, zostaną największymi ciamajdami pod słońcem. Wprawdzie zostało 11 kolejek, lecz 9 punktów to ogromna zaliczka. Jeśli ktoś ma wątpliwości, zachęcamy, by spojrzał w terminarz. Przekona się wtedy, że lublinianie nie mają z kim przegrać, zwłaszcza na swoim stadionie. – Wygranie ligi to żaden sukces. To zaledwie jeden krok do upragnionego celu. Drugim będzie zwycięstwo w barażach (prawdopodobnie z Olimpią Elbląg – red.). Dlatego nie wolno się nam dekoncentrować – ostrzegał trener Złomańczuk.

Obrońca na lekach
Szlagier rundy spełnił oczekiwania. – Spotkały się dwa godne siebie zespoły. Widowisko było przednie. Martwi mnie jedynie, że po zejściu Arka Barana posypała się nasza gra w defensywie – tłumaczył wyraźnie przybity Marcin Wołowiec. – Czy musiałem ściągnąć Arka? Cóż, przez całą zimę sumiennie się przygotowywał, ale czwarty mecz z rzędu gra na lekach przeciwbólowych. Nie ma szans, żeby wytrzymał na boisku 90 minut. A niestety, nie ma dla niego zmiennika.

Gdy najbardziej doświadczony piłkarz Stali opuszczał murawę, biało-niebiescy prowadzili 1-0 (gol Piotra Prędoty po kapitalnej centrze Łukasza Szczoczarza). 180 sekund później Motor wyrównał, a po kolejnych czterech minutach dołożył drugą bramkę. Peter Suswam pozwolił dośrodkować Kamilowi Stachyrze, a źle ustawiony Michał Szymański Marcinowi Michocie na uderzenie głową. Chwilę później zdobywca gola na 1-1 Filip Drozd trafił piłką w słupek.

Spudłował z 2 metrów
Motor zwyciężył zasłużenie. Był mocniejszy fizycznie, szybszy, częściej podawał po ziemi i zagrażał Dawidowi Kaszubie. Kulturą gry przewyższał gospodarzy. Przed przerwą Stal miała sporo szczęścia. Po świetnej akcji Tomasza Tymosiaka uratował ją słupek. Z kolei w 18 minucie pudło dnia zaliczył Aleksander Komor. Stoper gości nie trafił z 2 metrów do pustej bramki!

– Stal przejęła kontrolę nad meczem na krótko, po zdobyciu gola. Grała jednak długimi piłkami, ale taka taktyka to loteria. Uda się albo i nie – dzielił się wrażeniami Filip Drozd. Napastnik Motoru zanotował prawdziwe wejście smoka. – Obrońcy Stali pomogli mi, to fakt. Wybijali piłkę w taki sposób, że ta znów do mnie trafiła. Dwóch z nich zmyliłem, uderzyłem i wpadło. Cieszę się, iż dałem impuls do ataków. To prawda, że w Lublinie jest ogromna presja na awans. Jednak dajemy sobie z nią radę. O pieniądze nie musimy się martwić. A jak tracimy siły i nadzieję, z pomocą przychodzą fantastyczni kibice. Ich doping dodaje nam skrzydeł – podkreślał. W sobotę Motor rzeczywiście zyskał potężne wsparcie. Do Rzeszowa przybyło 400 fanów lidera.

STAL Rzeszów 1
MOTOR Lublin 2
(0-0)
1-0 Prędota (50.), 1-1 Drozd (75.), 1-2 Michota (79.)
STAL
: Kaszuba – Szymański, Baran (72. Wandzik), Drelich, Maślany, Szczoczarz (81. Zieliński), Lisańczuk (54. Suswam), Kanach, Szeliga, Brocki – Prędota.
MOTOR: Socha – Prusinowski (62. Falisiewicz), Komor, Gieraga, Dykij, Stachyra, Tymosiak, Król, Piekarski (67. Bednara), Michota – Piątek (67. Drozd).
Sędziował: Arkadiusz Łaszkiewicz (Zamość). Żółte kartki: Baran, Suswam, Brocki, Szymański. Widzów: 1200.

Tomasz Szeliga

[print_gllr id=178895]

Leave a Reply

Your email address will not be published.