
PGE STAL MIELEC – GARBARNIA KRAKÓW. Najwyższe zwycięstwo w lidze, pierwszy hat-trick i drugie trafienie 16-latka.
Zaczęło się podniośle, odśpiewaniem „Mazurka Dąbrowskiego”, a potem podopieczni Artura Skowronka urządzili sobie strzelaninę, sięgając po czwarte z rzędu zwycięstwo. Grzegorz Kuświk został pierwszym piłkarzem, który w tym sezonie Fortuna I ligi zdobył w meczu trzy bramki.
PGE STAL Mielec 6
GARBARNIA Kraków 1
(3-0)
1-0 Kuświk (30.), 2-0 Prokić (32.), 3-0 Kuświk (37.), 4-0 Kuświk (50.), 5-0 Prokić (62.), 5-1 Kalemba (80.), 6-1 Sadłocha (84.)
STAL: Kiełpin – Spychała, de Amo, Grodzicki, Getinger (70. Leandro), Wroński (75. Banaszewski), Soljić, Tomasiewicz, Nowak (78. Sadłocha), Prokić – Kuświk
GARBARNIA: Cabaj – Garzeł, Czekaj (46. Wrześniewski), Kalemba, Pietras (70. Kobusiński), Wróbel, Kostrubała (46. Lech), Masiuda, Nowak, Gawle – Ogar.
Sędziował Tomasz Wajda (Żywiec). Żółte kartki: Soljić – Masiuda. Widzów 3393.
Po wygranej 2-0 na inaugurację w Krakowie wybiliśmy wielką czcionką: „Stal wygarbowała rywalowi skórę”. Jak w takim razie skomentować sobotnie 6-1 (najwyższe jak dotąd zwycięstwo spośród wszystkich I-ligowców) i przepaść, jaka dzieliła kluby, które kiedyś sięgały po mistrzostwo Polski?
Dwa mecze, 10 goli
Miesiąc temu na Ludwinowie postanowiono zmienić trenera: Mirosława Hajdę, twórcę największych ostatnio sukcesów Garbarni, zastąpił Bogusław Pietrzak. To człowiek znany w środowisku, związany długo z Ruchem Chorzów, ale w roli szkoleniowca seniorów dawno nie widziany. Pietrzak mówił w wywiadach, że praca w Garbarni to nobilitacja, po pierwszych zajęciach tryskał optymizmem. Sęk w tym, iż utrzymanie się beniaminka będzie graniczyło z cudem. I nie chodzi bynajmniej o sobotnie lanie przy Solskiego. „Garbarze” po prostu nie pasują do I-ligowego towarzystwa. Mają za mało doświadczonych zawodników, ich mecze ogląda garstka kibiców. Choć jak zauważył Rafał Grodzicki, to goście lepiej rozpoczęli. – Krakowianie stworzyli dwie groźne sytuacje i tylko dzięki Sewerynowi Kiełpinowi na tablicy widniał wynik 0-0. Nie był to zatem spacerek, jakby sugerował wynik. Na szczęście w porę się przebudziliśmy. Serce rośnie, gdy widzę, że odzyskaliśmy skuteczność – mówił środkowy obrońca Stali. Wtórował mu Leandro. – Dwa mecze, 10 strzelonych goli. Na taki wyczyn stać wyłącznie klasowe drużyny. Zawsze powtarzam: grajmy swoją piłkę, konsekwentnie, a będzie dobrze – podkreślał Brazylijczyk, który pojawił się na boisku, gdy wynik był ustalony.
Bogusław Pietrzak gorzko żartował, że największy pozytyw z tego spotkania jest taki, iż w drugiej połowie Garbarnia osiągnęła lepszy wynik, niż w pierwszej. – Przegrywaliśmy większość pojedynków, to było decydujące. W ofensywie też nie było nas stać na zbyt wiele. Moi zawodnicy uczą się tej ligi, mam nadzieję, że z tak srogiej lekcji wyciągniemy wnioski – życzył sobie opiekun “Brązowych”, którzy wystąpili w czarnych koszulkach, narażając się na kpiny ze strony kibiców, krzyczących coś o czarnej rozpaczy…
Sen dzieciaka trwa
To już dziesiąty mecz bez porażki Stali, która ściga Raków, ŁKS i Sandecję. Rozpoczęta właśnie runda rewanżowa zapowiada się pasjonująco. Tym bardziej, że odblokowali się ci, na których w Mielcu najbardziej liczono: Grzegorz Kuświk i Andreja Prokić. Były napastnik Lechii Gdańsk był w sobotę tam, gdzie powinien. Wykorzystał najmniejsze nawet błędy bramkarza i obrony Garbarni. Dziwi jedynie, iż unika mediów. – Jeszcze za wcześnie na rozmowy – rzucił do dziennikarzy. Kuświk tłumaczy, że koncentruje się na pracy, ale kibice chętnie posłuchaliby, co ma do powiedzenia pierwszy piłkarz, który w tym sezonie ustrzelił hattricka. Z kolei bez akcji i goli Prokica nie będzie Stali walczącej o ekstraklasę. To zawodnik robiący różnicę, jego trafienie na 5-0 w okienko było tyleż fantastyczne co zaskakujące. – Sam nie wiem, jak to wpadło – wyznał z rozbrajającą szczerością skrzydłowy, który pierwszy raz jako Polak świętował odzyskanie niepodległości.
Kanonadę przy Solskiego zakończył Kacper Sadłocha, który przyjął piłkę na pierś po czym huknął pod poprzeczkę. To było kolejne wejście smoka niespełna 16-letniego napastnika. Przed tygodniem zdobył swoją pierwszą bramkę w I lidze w meczu przeciwko Stomilowi. – Wierzę, że to dopiero początek czegoś fajnego, a nie początek końca. Wielu zawodników młodo trafiało do siatki w seniorach, ale te chwile okazały się ich sufitem, z różnych względów – zwierzył się 1liga.org, oficjalnemu portalowi rozgrywek. – Nie było łatwo wejść do szatni pełnej uznanych ligowców, nie zawsze wiedziałem jak się zachować czy co powiedzieć, lecz zawsze mogłem liczyć na ich podpowiedź. Jestem za to bardzo wdzięczny, dlatego w przyszłości sam będę pomagał młodym, a kiedy trzeba, przemówię do rozsądku – żartował zawodnik, który od poniedziałku przebywa na zgrupowaniu reprezentacji Polski do lat 17. Piękny sen dzieciaka trwa.
Rozluźniony Artur Skowronek podkreślał, że jego zespół rozegrał świetny mecz, ponieważ ma w sobie ogromną pokorę oraz szacunek dla przeciwnika. – Narzuciliśmy wysokie tempo. Byliśmy agresywni w odbiorze piłki i dynamiczni w ataku. Cieszy gra, cieszy wynik, ale to już historia. Pora pomyśleć o kolejnym rywalu – spuentował.


