
Po zdemaskowaniu sprytnego oszusta ten pojawił się w naszej redakcji i zażądał sprostowania. Nie daliśmy się zastraszyć i dziennikarskie śledztwo ujawniło manipulacje samozwańczego prawnika.
Przemysław L., eksorganista z jednej z podrzeszowskich wsi, który podawał się w sieci za prokuratora, „rozpracowany”, twierdził, że nie został skazany za obrzydliwe anonimy na mieszkańców wioski, w której pracował. Tymczasem został skazany za znieważanie innych osób prawomocnym wyrokiem.
Przypomnijmy; Przemysław L. podawał się w mediach społecznościowych za pracownika prokuratury rejonowej. Takie miejsce pracy miał wpisane w opisie swego profilu. Niewybrednie i obraźliwie komentował różne informacje i zdjęcia, więc nic dziwnego, że nie brakowało osób niezgadzających się z nim. Każdą krytyczna uwagę „kwalifikował” jako zniesławianie lub znieważanie go i straszył sądem oraz sankcjami prawnymi swoich oponentów. W rozmowach z nimi podkreślał, że jest prokuratorem i przesyłał do części z nich treść przeprosin, jakie mieli zamieszczać na swoich profilach. W nich także padały słowa „Przepraszam pana prokuratora Przemysława L.(…)”. Wiemy o co najmniej kilku tak zastraszonych przezeń osobach, w tym o osobie nieletniej, 16-latku z Lublina, do którego szkoły L. zadzwonił z donosem, także przedstawiając się jako prokurator rzekomo znieważony w Internecie przez jej ucznia.
O całej sprawie doniósł nam nasz były kolega po fachu, który sam wdał się w polemikę z fałszywym prokuratorem i sam był straszony przezeń konsekwencjami prawnymi. On nabrać się nie dał: szybko ustalił, że to żaden prokurator.
A naprawdę pan Przemysław L. to były organista z pewnej podrzeszowskiej wsi, o którym głośno stało się kilka lat temu w związku z anonimami, które w tejże wsi się pojawiały w formie ulotek, a które szkalowały kolejnych jej mieszkańców. Ci zrazu nie mieli pojęcia kto jest ich autorem, ale jeden z nich wpadł na to, że może to być organista, mieszkaniec sąsiedniej wsi.
Trop okazał się słuszny. Sąd pierwszej instancji uznał Przemysława L. winnym i skazał go m.in. na 1,5 roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej pracy na cele społeczne.
Gdy opisaliśmy kuriozalne zachowanie Przemysława L. w postaci podawania się za prokuratora i zastraszania ludzi tym fałszywym „faktem”, ów pojawił się w naszej redakcji, żądając sprostowania informacji podanych w naszych materiałach, a także podkreślając w rozmowach z naszym dziennikarzem, że nie jest winny pisania obrzydliwych anonimów na mieszkańców wsi, gdzie pracował jako organista. Twierdził, że od wyroku pierwszej instancji się odwołał, a sąd „zmienił kwalifikację czynów i wymiar kary” – to pisemnie, natomiast ustnie w rozmowie z nami twierdził, że go uniewinniono.
Dzięki naszym Czytelnikom, na których w takich sprawach można naprawdę liczyć, udało nam się dotrzeć do sygnatur akt sprawy pana Przemysława L. – zarówno tej w pierwszej instancji, jak i w drugiej. Na nasze zapytanie tak odpowiada nam sędzia Sądu Rejonowego Alicja Kuroń: – Informuję, że wyrokiem Sądu Okręgowego w Rzeszowie z dnia 16 września 2016 roku wyrok Sądu Rejonowego w Rzeszowie z dnia 8 października 2015 roku przeciwko Przemysławowi L. został zmieniony w ten sposób, że oskarżonego uznano za winnego popełnienia czynów z art. 216 par. 1 kk w zw. z art. 91 par. 1 kk i wymierzono karę jednego roku ograniczenia wolności z obowiązkiem wykonywania nieodpłatnej, kontrolowanej pracy na cele społeczne w wymiarze 30 godzin w stosunku miesięcznym, w pozostałym zakresie wyrok utrzymano w mocy – czytamy w odpowiedzi sędzi A. Kuroń.
Nieprawdą zatem jest, jakoby Przemysław L. nie miał nic wspólnego z anonimami we wsi, gdzie kiedyś pracował jako organista. To poniekąd nie dziwi, bo z prawdą mija się ów pan w zasadzie cały czas. – Myśli, że jest sprytny i ludzie będą się go bać, bo zatruwa wszystkim życie – powiedział nam pragnący zachować anonimowość mieszkaniec wsi, gdzie L. kiedyś grał w kościele. – Nam zatruł poważnie, do dziś ciarki nas przechodzą, gdy o nim myślimy, ale że nadal tak robi, teraz w sieci dowiedzieliśmy się z waszych łamów – dodał.
Monika Kamińska



18 Responses to "Fałszywy prokurator kłamał"