Fiesta madridista, czyli falstart po rzeszowsku (ZDJĘCIA)

Fot. Paweł Bialic
Fot. Paweł Bialic

II LIGA. – Takiej postawy nie da się usprawiedliwić! – grzmiał po koszmarnym występie trener gospodarzy Krzysztof Łętocha. I zapowiedział męskie rozmowy w szatni.

Hiszpańskie „Ole!” niosło się w sobotę po Hetmańskiej. – Jestem niezwykle szczęśliwy. To moja pierwsza, ale – mam nadzieję – nie ostatnia wygrana – promieniał Jesus Vicente Gimenez zwany „Tatą”, trener z Madrytu, który ze swoją Concordią utarł nosa mierzącej wysoko Stali Rzeszów.

Tradycyjnie niewygodny dla biało-niebieskich zespół z Elbląga zimą został totalnie przebudowany. Działacze nawiązali współpracę z grupą menedżerską sprowadzającą piłkarzy z Hiszpanii, Japonii i krajów afrykańskich. To był ich plan na uniknięcie spadku. Pół ligi się z tego śmiało, do czasu aż piłkarze nie wrócili na boiska, bo w dwóch wiosennych meczach Concordia zdobyła 4 punkty.

Nie wiadomo, czy eksperyment się powiedzie. Pewne jest jednak, iż międzynarodowemu towarzystwu z Elbląga piłka nie przeszkadza. – Cieszą się grą, są ruchliwi i nieźle zorganizowani. Niejednej drużynie napsują krwi – nie miał wątpliwości po tym, co zobaczył Krzysztof Łętocha, opiekun Stali. W składzie Concordii znalazło się pięciu Polaków, trzech Hiszpanów, dwóch Japończyków i Kameruńczyk. Polacy są w tym zespole odpowiedzialni za defensywę, zagraniczni przybysze za kreowanie akcji w ataku.

Szybko się okazało, że koszulka z numerem 10 powędrowała do odpowiedniej osoby. Juan Manuel Gonzalez Perez, grający kiedyś w hiszpańskiej II lidze, nie tylko niemiłosiernie „kręcił” obrońcami Stali, ale też świetnie podawał i bił rzuty wolne. Pierwszą próbkę umiejętności dał w 42. minucie, gdy przymierzył z daleka, a piłka po rękach Miłosza Lewandowskiego wylądowała na poprzeczce. Dobijał Tomoki Fujikawa, który z 5 metrów nie trafił w bramkę. W II połowie Perez nękał Lewandowskiego już regularnie. Po jego świetnej akcji i strzale Shotokary Okady stalowców uratował słupek, jednak w 87. minucie nie było zmiłuj. Perez z wolnego wypalił w słupek, do piłki doszedł rezerwowy Alfredo Zapata i goście oszaleli z radości. Co najistotniejsze – ten gol należał im się jak psu buda.

O ile bowiem przed przerwą Stal zagrażała od czasu do czasu bramkarzowi Concordii (zmarnowane „setki” Piotra Prędoty i Szymona Kaźmierowskiego), to w II połowie była bezradna. Kieszonkowi zawodnicy gości rozgrywali piłkę od nogi do nogi, po ziemi, rzeszowianie ładowali górą, byle do przodu. Wyglądało to rozpaczliwie. Również zmiennicy Concordii nakryli czapką rzeszowian wchodzących z ławki.

– Zmiany niczego nie wniosły – przyznawał Łętocha. Trener Stali był wściekły i zapowiedział konsekwencje. – Czekają nas męskie rozmowy w szatni. Wiosną każdy punkt jest na wagę złota. Zespół musi to zrozumieć, inaczej będzie źle! – pieklił się – Nie ma usprawiedliwienia dla takiego występu. To się nie może powtórzyć. Po remisie w Siedlcach byliśmy chwaleni, ale teraz spadł na nas zimny kubeł wody – podsumował.

A w szatni Concordii o historycznym zwycięstwie śpiewano w przeróżnych językach. – Obowiązuje angielski, ale Hiszpanie znają już kilka „piłkarskich” zwrotów po polsku, a my umiemy coś powiedzieć po hiszpańsku i japońsku – wyjaśniał stoper elblążan Bartosz Broniarek. – Atmosfera jest kapitalna. Dużo uśmiechu, luzu, wiadomo – inna mentalność. Trener nie krzyczy, lecz motywuje. Podkreśla, żebyśmy nie myśleli o miejscu w tabeli, tylko cieszyli się grą.

– Krok po kroku musimy iść naprzód. Spokojnie, ale konsekwentnie – przedstawił swoją filozofię były szkoleniowiec III-ligowego CD Madridejos. A na pożegnanie ładnie się ukłonił i powiedział: do wydzenia!

STAL Rzeszów 0
CONCORDIA Elbląg 1
(0-0)
0-1 Zapata (87.)

STAL: Lewandowski – Konrad Hus, Baran, Bednarczyk, Maślany (59. Lisańczuk) – Lisiecki (74. Więcek), Jędryas, Drelich, Jakubowski (46. Brocki) – Prędota – Kaźmierowski (70. Maca).
CONCORDIA: Hrynowiecki – Kiyoshi, Broniarek, Garcia Hunoz, Bogdanowicz – Fujikawa (69. Ibanez), Burzyński, Haro Gonzalez (46. Okada), Tomczuk (74. Galeniewski) – Perez – Ondoua (46. Zapata).

Sędziował Robert Podlecki (Lublin). Żółte kartki: Brocki – Hrynowiecki. Widzów 600.

[print_gllr id=110100]

Leave a Reply

Your email address will not be published.