
Mały rynek przed barem „Czeremcha”. Ekipa rozkłada sprzęt. Wynosi rekwizyty. Operator ustawia jeszcze kamerę. Zdjęcia powinny się już zacząć. Drogą obok biegnie zdyszany mężczyzna w garniturze. Poprawia koszulę, włosy. Czyści buty. Mocno sfatygowane – kłócą się z jego wizerunkiem. Dobiega do kierownika planu. – To jest właśnie pan… w zastępstwie – przedstawia go reżyserowi Szymon. Filmowiec spogląda to na Wróbla, to na swojego kierownika planu. Obaj są zaskoczeni jego eleganckim wyglądem. – 10 minut przerwy – krzyczy! – zarządza kierownik i zaprasza mężczyznę do autobusu, w którym jest charakteryzatornia.
To już ostatnie zdjęcia w Jaśliskach. Finałem będzie film „Wróbel” – debiut fabularny aktora, oraz reżysera znanych dokumentów – Marcina Janosa Krawczyka.
– Jako dokumentalista często przekonywałem się, że ekipa filmowa ma szansę zmienić losy bohaterów – podkreśla twórca. – Mam wiele przykładów, że tak się wydarzało. To cudowne doświadczenie, że przez fach, którym się zajmuję, daję komuś nadzieję, na to, że on się może zmienić i pokazuję, że jest dla kogoś ważny. To sens robienia filmów. Teraz próbuję to przełożyć na fabułę.
Autorem scenariusza do „Wróbla” jest Jarosław Strzała. – Kiedyś spotkaliśmy się i on mi zaproponował: „Janos, widziałem twoje filmy dokumentalne. Musisz opowiedzieć tę historię” – wspomina Marcin Krawczyk. – Po przeczytaniu scenariusza Jarka uznałem, że jest idealny, by przejść z myślenia dokumentalnego na fabularne.
Od lumpa do…
„Wróbel” to opowieść o 49-letnim mężczyźnie z problemem alkoholowym. – Fabuła jest dość prosta. Do małego miasteczka przyjeżdża ekipa filmowa, żeby zrealizować swój projekt i jeden z aktorów, który przyjeżdża na plan, nie dojeżdża, więc biorą lokalnego naturszczyka, lumpa, który ma zagrać rolę… lumpa – opowiada Marcin Krawczyk. – Dla głównego bohatera staje się to szansą na zmianę swojego życia, odbudowania relacji z żoną, dzieckiem i zawalczeniem o swoją godność – kontynuuje. Czy to się uda? Zobaczymy już na ekranie.
Pierwotnie film miał nosić tytuł „Lump”, a w głównej roli reżyser widział amatora. Postawił jednak na profesjonalistę – Dariusza Toczka. – To była dobra decyzja. Darek gra jak naturszczyk, ale robi rzeczy, na które naturszczyka nie mógłbym namówić. Dzięki temu w filmie zobaczymy amplitudę emocji – zapewnia Krawczyk.
– Marcin leczy ludzi swoim kinem. Pokazał mi delirę pijaka. To jest potworne. Ja swoim poziomem zaangażowania, doświadczenia próbowałem się do tego zbliżyć – mówi aktor. – Nikt nie przygotowałby się do roli tak, że byłby na granicy życia i śmierci, pijąc, bo to po prostu nierealne. – Pijak w Warszawie jest inny niż w Jaśliskach. Tam jest anonimowy, a tu wyautowany, wytykany palcami i nie ma znikąd pomocy – zauważa. Rodzina artysty pochodzi z tych okolic. – Dziadek miał niedaleko młyn. Co roku przyjeżdżałem tu na 2 – 3 miesiące. Tu tacy ludzie i ich rodziny są bardziej napiętnowani. Zostają sami
– nie ma wątpliwości Dariusz Toczek.
Bohater, w którego się wciela, żyje w opuszczonej przyczepie kempingowej na wzgórzu. – Stamtąd patrzy na swoje ukochane miejsce, gdzie jest jego syn i żona. Jest wyzywany, wyrzucany. Pozostaje sam i tylko ta zdezelowana przyczepa, w której może się schronić, ratuje mu życie. A nagle ktoś mu macha banknotem. I nie wiemy, czy zostanie wykorzystany, żeby mógł się dogrzać dalej alkoholem czy zmieni swoje życie – opowiada.
Podkreśla, że świetnie układała się na planie współpraca z osobami, którzy nie są profesjonalistami.
– To intuicjoniści. Dużo im nie trzeba. Czasami aktor zawodowy ma problem, a intuicyjni – dzieci czy dorośli nie. Ja jako pijak – aktor nie wygram z prawdziwym pijakiem alkoholikiem. To jest nie do porównania – nie ma złudzeń Dariusz Toczek.
Reżyser przyznaje, że zależało mu, by produkcji wzięli udział miejscowi. – Syna naszego głównego bohatera – Kubę gra Piotrek Dubiel, który jest z Jaślisk. Mamy też mnóstwo statystów stąd i dajemy im szansę – zaznacza Marcin Krawczyk.
– Po raz pierwszy mieliśmy okazję zagrać wspólnie z synem. Być może Piotrek pójdzie w tym kierunku, ale dziś traktujemy to jak przygodę. Wspaniale było zobaczyć, jak wygląda praca przed kamerami – wyznaje Daniel Dubiel, tata chłopca.
No i poznali zawodowych aktorów, m.in. Bartosza Obuchowicza, tym razem w roli kierownika planu. Wyjątkowo przekonującego – To akurat wersja lajtowa – żartuje. – Przez lata napatrzyłem się na kierowników planu. Znam i tych w gorszym wydaniu, i tych w lepszym. Paleta barw do zagrania jest duża – nie ma wątpliwości.
Jego postać jest też kluczowa. – Gdy do głównego bohatera dociera, że czas zmienić życie, z pomocą, całkiem niechcący, przychodzi Szymon, który z kolei sam potrzebuje pomocy. Bo aktor, który miał grać, nie dojeżdża, a zdjęcia już są w toku – uchyla rąbka tajemnicy. – Tak dostrzegam Wróbla, który w stanie totalnego upojenia przetacza się koło barku, gdzie akurat siedzę i proponuję mu, żeby pojawił się na planie. Następnego dnia mamy zaskoczenie, gdyż Wróbel nie wygląda tak jak dzień wcześniej. Co z tym zrobimy? Zobaczycie na ekranie.
Dlaczego Jaśliska?
– Pojawiłem się tu przypadkiem i zauroczyło mnie to miejsce. – Na początku pomyślałem: „Nie. Tyle filmów tu powstało, że kolejny chyba nie ma sensu.” Wyjątkowa energia tego zakątka i ludzi, którzy tu mieszkają sprawiła, że pomimo iż kręcono już tutaj „Boże Ciało”, „Twarz” czy „Wino truskawkowe”, uparłem się, że i plan mojej produkcji musi być w Jaśliskach
– opowiada Marcin Krawczyk. Ostatecznie przekonać go miał Sebastian Szałaj – kierownik planu i prezes Stowarzyszenia „W Krainie Źródeł”.
Reżyser zaprosił do współpracy Andrzeja Wojciechowskiego, operatora, z którym realizował materiały dokumentalne. – Wybraliśmy się z Marcinem na bardzo nietypową dokumentację, bo kamperem, co dało nam dużą swobodę poruszania się i nocowania. Poczuliśmy przyrodę Jaślisk, to jak ona pracuje o świcie i o zmierzchu – wspomina z uśmiechem. – Stwierdziliśmy, że koniecznie musimy wykorzystać takie elementy w filmie, ponieważ ta przyroda opisuje stany emocjonalne naszych bohaterów w sposób bardzo intensywny – przekonuje. Wykorzystali miejsca, które są symboliczne. – Same Jaśliska mają niesamowity klimat, kolor. Jest dużo pięknej faktury, szarości, która synchronizuje się z naszym bohaterem wtopionym w w czarno-biały świat i próbuje się z niego wydobyć. To też film o bardzo mocnej przemianie i szansie, jaką dostaje bohater. Przy pomocy kadrów i koloru staramy się to opisać – wyjaśnia.
Jak mówi, film balansuje na krawędzi dokumentu i fabuły. – Jest bardzo dużo elementów dokumentalnych. Pozwalamy na wiele improwizacji aktorskiej. Staramy się dać aktorom maksymalną wolność, by kamery ich nie ograniczały, a oni mogli maksymalnie wyrazić swoją ekspresję, zapominając trochę o technice – zapewnia.
– Interesują nas miejsca, które są już prawie nieuchwytne -stwierdza Marcin Krawczyk. – Zobaczymy Jaśliska z nieco innej perspektywy. I deklaruje: – Na pewno wrócimy na premierę!
wk



One Response to "Film może odmienić życie"