
RFN 1974. Piłkarze Stali Mielec mieli duży udział w zdobyciu przez Polskę srebrnego medalu, największy Grzegorz Lato, który został królem strzelców mistrzostw świata sprzed 44 lat.
Nigdy wcześniej i nigdy później reprezentacja Polski nie była tak blisko występu w finale piłkarskich mistrzostw świata. O tym, że biało-czerwoni ostatecznie nie zagrali o złoty medal mundialu w 1974 r., przesądził słynny „Mecz na wodzie” we Frankfurcie, w którym drużyna Kazimierza Górskiego przegrała z gospodarzami turnieju 0-1. Po inauguracyjnym występie na mistrzostwach świata w 1938 r., Polska na kolejny mundial musiała czekać bardzo długo, bo aż 36 lat. Biało-czerwoni nie jechali jednak za naszą zachodnią granicę, jako anonimowa drużyna. W kadrze Kazimierza Górskiego było bowiem aż 9 zawodników, którzy 2 lata wcześniej zdobyli złoty medal igrzysk olimpijskich w Monachium. Skrzydeł naszej kadrze dodał również zwycięski remis na Wembley, dzięki któremu Polska wywalczyła przepustki na mundial w RFN. Oprócz strzelca bramki w meczu z Anglią, Jana Domarskiego, w drużynie znalazło się jeszcze dwóch zawodników Stali Mielec: Henryk Kasperczyk i Grzegorz Lato. Za swoją bazę „Orły Górskiego” wybrały hotel Sonne Post, czyli Słoneczna Poczta w miejscowości Murrhardt, niedaleko Stuttgartu. W tym samy ośrodku 20 lat wcześniej przygotowywali się Niemcy, którzy w 1954 r. wywalczyli mistrzowski tytuł. Jeszcze przed pierwszym meczem biało-czerwonych, nie obyło się bez organizacyjnej wpadki. Okazało się, że nasz bramkarz Jan Tomaszewski, będzie grał z numerem… 2, a „mózg” drużyny, Kazimierz Deyna zamiast z „10” na plecach, wystąpi z „12”. To efekt niedopatrzenia ze strony PZPN, który do FIFA wysłał listę z zawodnikami uporządkowanymi wg pozycji, podczas gdy należało ich uporządkować wg numerów.
Uwaga na Polskę
Do mundialu ‘74 przystąpiło 16 z 96 drużyn, które zgłosiły się do eliminacji. W I fazie turnieju finałowego, zostały one podzielone na 4 grupy. Awans z każdej wywalczały dwie najlepsze ekipy. W II rundzie 8 reprezentacji zostało rozdzielonych pomiędzy dwie grupy, których zwycięzcy awansowali do finału, natomiast drużyny z 2. miejsc, zmierzyły się w meczu o 3. miejsce. Biało-czerwonych los przydzielił na wstępie do grupy D, gdzie za rywali mieli Argentynę, Włochy i Haiti. – Pamiętam, jak przed pierwszym meczem staliśmy w tunelu, przerażeni, skupieni… Argentyńczycy na luzie, ze śpiewem na ustach, walą w blachę tunelu. A my się kurczymy… – wspomina Lesław Ćmikiewicz, który to spotkanie rozpoczął na ławce rezerwowych. Polacy po dwóch bramkach Laty i jednym golu Andrzeja Szarmach, pokonali Argentynę 3-2, czym dali jasny sygnał całemu światu, że mogą być czarnym koniem turnieju. Później przyszedł okazały triumf nad Haiti 7-0, a na zakończenie I fazy zwycięstwo nad wicemistrzami świata, Włochami 2-1. Polska, która jako jedyna wygrała wszystkie 3 mecze, z 1. miejsca w grupie awansowała do kolejnej fazy turnieju. W niej biało-czerwonym przyszło się zmierzyć z Jugosławią, Szwecją i RFN. W dwóch pierwszych spotkaniach, Polacy kontynuowali serię zwycięstw, pokonując kolejno Szwecję 1-0 i Jugosławię 2-1. O awansie do wielkiego finału, miał zadecydować mecz z gospodarzami turnieju, który 3 lipca odbył się na Waldstadionie we Frankfurcie nad Menem. Przed pierwszym gwizdkiem, w lepszej sytuacji byli Niemcy, którym już remis dawał prawo gry o złoty medal. I właśnie dlatego robili oni wszystko, aby mimo potężnej ulewy, jaka przeszła nad Frankfurtem, spotkanie odbyło się zgodnie z planem. Na nic zdały się protesty Polaków i późniejszy obroniony – już drugi podczas tego mundialu – rzut karny przez Jana Tomaszewskiego. Ostatecznie ze zwycięstwa i awansu do finału cieszyli się Niemcy (w nim pokonali 2-1 Holandię – przyp. red.), którzy po golu Gerda Müllera wygrali 1-0. – Teraz możemy sobie tylko pogdybać. Nie wiem, czy byśmy wygrali na suchym boisku, ale mielibyśmy większe szanse. Byliśmy stroną atakującą. Im wystarczał remis, bo mieli lepszy stosunek bramek. Nam woda przeszkadzała, zatrzymywała akcje – wspominał po latach tamto spotkanie Kazimierz Górski.
Srebro dzięki francy
W meczu pocieszenia, jakim był pojedynek o srebrny medal, biało-czerwoni pokazali klasę i mimo „kaca” po porażce z RFN, pokonali w nim obrońców mistrzowskiego tytułu, Brazylię. Gola wagę zwycięstwa zdobył Grzegorz Lato. – Doskonale pamiętam ten rajd zakończony moim 7. trafieniem na mistrzostwach. Było potwornie gorąco. Tak bardzo, że język przywierał mi do podniebienia i co chwila musiałem go palcami odklejać. Dostałem od Zygmunta Maszczyka piłkę na kontrę, taką w moim stylu, ale liniowy pokazał pozycję spaloną Zdzisława Kapki. Na szczęście główny puścił akcję, bo Zdzichu nie brał udziału w grze. W myślach błagałem go, żeby niczego nie dotykał, bo sędzia gwizdnie. Bieg strasznie mnie zmęczył, resztkami sił uderzyłem piłkę na bramkę. Wzrokiem naciągałem ten rozpaczliwy strzał i zastanawiałem się, czy ta franca się wtoczy. Wszystkie moje modlitwy zostały wysłuchane opisywał zwycięską bramkę napastnik reprezentacji Polski i Stali Mielec. – To było wydarzenie bez precedensu. Zajęliśmy 3. miejsce, Lato został królem strzelców, Szarmach wicekrólem. A do tego zdobyliśmy Puchar Fair Play! – mówił Andrzej Strejlau, II trener reprezentacji z 1974 r. Oprócz tych trofeów, biało-czerwoni zostali również docenieni przez ekspertów, którzy aż 4 naszych piłkarzy nominowali do jedenastki mundialu. W tym ekskluzywnym gronie znalazł się Jan Tomaszewski, Kazimierz Deyna, Grzegorz Lato i Robert Gadocha. To tylko jeszcze bardziej utwierdza w przekonaniu, jak mocną mieliśmy wówczas drużynę. Kibice z kolei do dziś zadają sobie pytanie, jakim wynikiem skończyłby się mecz we Frankfurcie, gdyby był rozgrywany w normalnych warunkach…
KADRA POLSKI
Bramkarze: Andrzej Fischer, Jan Tomaszewski, Zygmunt Kalinowski.
Obrońcy: Antoni Szymanowski, Zbigniew Gut, Jerzy Gorgoń, Henryk Wieczorek, Mirosław Bulzacki, Władysław Żmuda, Adam Musiał.
Pomocnicy: Lesław Ćmikiewicz, Kazimierz Deyna, Henryk Kasperczak, Zygmunt Maszczyk.
Napastnicy: Roman Jakóbczak, Grzegorz Lato, Andrzej Szarmach, Robert Gadocha, Jan Domarski, Zdzisław Kapka, Kazimierz Kmiecik, Marek Kusto.
Trener Kazimierz Górski. Asystenci: Andrzej Strejlau, Jacek Gmoch.
CZY WIESZ, ŻE…
– Rywalizacja w turnieju po raz pierwszy toczyła się o Puchar Świata, gdyż Puchar Limeta otrzymała na stałe Brazylia, za trzykrotne wygranie mistrzostw świata.
– Były to pierwsze mistrzostwa świata, na których rozdano 4 komplety medali: złote, srebrne pozłacane, srebrne i brązowe. Polacy wrócili więc z mundialu ze srebrnymi medalami, pomimo zajęcia 3. miejsca.
– Piosenka Maryli Rodowicz pt. „Futbol” została wybrana piosenką mundialu ‘74, a sama artystka zaśpiewała ją na ceremonii otwarcia turnieju.
– Każdy z reprezentantów Polski, za zdobycie 3. miejsca dostał 190 tys. zł (przeciętna pensja wynosiła wówczas ok. 3 tys. zł).
– Szkocja jako pierwsza w historii nie przegrała na mundialu i nie zdobyła mistrzostwa. Zwycięstwo i dwa remisy nie pozwoliły jej nawet wyjść z grupy.
– Ernst Jean-Joseph był pierwszym piłkarzem, którego wykluczono z mistrzostw za stosowanie dopingu.
– Więcej bramek, niż Grzegorz Lato na mundialu’74, zdobył dopiero 28 lat później Ronaldo, który na MŚ w Japonii i Korei Płd., strzelił 8 goli.
mj


