Podkarpacki NFZ sprawdza, na jaką kwotę naciągnęła go lekarka stomatologii, która pobierała z Funduszu pieniądze za niewykonane zabiegi, co wyszło na jaw dzięki Zintegrowanemu Informatorowi Pacjenta. Sprawie przygląda się też prokuratura.
To nie jedyna sprawa dotycząca wyłudzeń pieniędzy z NFZ. Kilka lat temu głośno było o spółce lekarzy i farmaceutów wyłudzającej kasę za drogie leki refundowane wypisywane na fikcyjnych pacjentów, którzy często nie mogli z nich korzystać, bo od dawna nie żyli. Trudno jednak dziwić się, że branża medyczna „na dole” próbuje dorobić coś na boku, skoro na samej górze aż wrze od mało czytelnych zabiegów, żeby nie powiedzieć, korupcji w najczystszej postaci. By zawrzeć z NFZ intratny kontrakt na świadczenia finansowane z publicznych pieniędzy, trzeba mieć dobrą ofertę, wymaganych specjalistów i dobrej klasy sprzęt. Bez tego szkoda myśleć o umowie. Chyba że… zna się kogo trzeba, a im wyżej stoi, tym więcej może. Jeżeli jeszcze wchodzą w to duże pieniądze, to hulaj dusza, piekła nie ma.
Ostatnio głośno zrobiło się o obecnie pełniącym obowiązki prezesa NFZ Marcinie Pakulskim i o wiceministrze zdrowia, Sławomirze Neumannie. Ten pierwszy zabiegał o usunięcie swojego nazwiska z protokołów kontrolnych CBA, dotyczących kontraktów zawieranych przez śląski NFZ, któremu kiedyś szefował. A chodzi o kontrakt wart 40 milionów zł prywatnej spółki, która podpisała go ze śląskim NFZ (według ustaleń CBA, wbrew wszelkim regułom, bo nie sprawdzono nawet, jak nowy podmiot jest przygotowany do przyjmowania pacjentów). Liczba nieprawidłowości, jakie CBA, a potem kontrolerzy ze śląskiego NFZ wykryli, wskazuje m.in. na to, że szpital nie miał nawet sprzętu, którego posiadanie deklarował w konkursie. To zaś, według CBA, wskazuje na „skrajną patologię w wydawaniu publicznych pieniędzy”.
Marcin Pakulski, kierujący dziś Centralą NFZ, a wtedy wiceszef śląskiego NFZ, podpisał jedno z wystąpień pokontrolnych, w którym mowa była o tym, że w placówce wszystko działa prawidłowo. Gdy sprawa wypłynęła, miał naciskać na podwładnych, by usunęli jego nazwisko z protokołów, co wkrótce zrobiono „gumkując je” i w takiej wersji przesłano do centrali NFZ. I tak szefowa NFZ Agnieszka Pachciarz zapoznała się z dokumentem, w którym nazwisko Pakulskiego już nie istniało. A w grudniu minister zdrowia Bartosz Arłukowicz, usuwając ją ze stanowiska, na jej następcę wyznaczył „czystego jak łza” Pakulskiego. Wiceminister Neumann miał natomiast interweniować w sprawie prywatnej klinki prowadzącej zabiegi okulistyczne (w trybie nadzoru ministerialnego), która wbrew prawu miała pobierać dodatkowe opłaty za leczenie refundowane przez NFZ. Za te praktyki NFZ już we wrześniu 2013 wymówił jej kontrakt.
Jak mówił George Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, są „równi i równiejsi”.
Anna Moraniec


