
PODKARPACIE. Dzieci z twojej rodziny przebywają na Wyspach Brytyjskich? Zainteresuj się ich losem, bo być może potrzebują pomocy.
Według szacunków polskiej ambasady w Londynie, w Wielkiej Brytanii może przebywać nawet 100 tysięcy dzieci. Każdego roku opiekę nad ponad setką z nich przejmuje państwo i oddaje je do brytyjskich rodzin zastępczych. Zdarza się, że członkowie rodzin tzw. fosterowych dzieci, którzy pozostali w Polsce nawet nie wiedzą o sytuacji, w jakiej się one znalazły.
W grudniu ubiegłego roku powstała w Anglii założona przez dwie Polki organizacja pozarządowa NAS, czyli Centrum Polskiego Dziecka w UK.
– Głównym powodem założenia naszej organizacji był brak pomocy w tzw. sprawach polskich, dotyczących zarówno języka, kultury, jak i obyczajów dla rodziców fosterowych, czyli Brytyjczyków, którzy stworzyli rodziny zastępcze dla polskich dzieci – wyjaśnia Monika Newton, jedna z założycielek NAS. – Rodzice zastępczy skarżyli się, że było im bardzo trudno komunikować się z polskim dzieckiem, które przyjęli pod swój dach. Służby socjalne nie dysponują bowiem żadnymi informacjami na temat, gdzie rodzice fosterowi mogą kupić coś polskiego, jakie polskie potrawy dziecko je, gdzie są polskie szkoły, gdzie kupić polską książkę do czytania na dobranoc. Bardzo szybko zdałyśmy sobie sprawę, że nikt się tymi dziećmi nie zajmuje, nikt nie interesuje. Z czasem dzieci te zupełnie przestają mówić po polsku i zacierają się ich korzenie.
Wyjechali za pracą, a popadli w patologię
Dlaczego polskie dzieci odbierane są polskim rodzicom? Są to takie same powody, dla których w Polsce ograniczane są prawa rodziców.
– Każdego roku państwo przejmuje opiekę nad ponad setką polskich dzieci. Główne powody to: przemoc w rodzinie, alkoholizm, narkomania rodziców oraz brak warunków mieszkaniowych. W Anglii bowiem rodzice muszą zapewnić dziecku powyżej 3. roku życia własny pokój. Jeśli mają więcej dzieci, muszą wynająć większy dom, a to wiąże się z kosztami.
– Większość spośród tych dzieci trafia do brytyjskich domów zastępczych, bo polskich nie ma prawie wcale, niewiele dzieci wraca do rodziny w kraju. Polskie dzieci, szczególnie te najmłodsze, często nie mówią jeszcze po angielsku ani nie znają brytyjskich zwyczajów. Umieszczenie ich w obcojęzycznej rodzinie potęguje traumatyczne przeżycia związane z rozstaniem z rodzicami – wyjaśnia inna wolontariuszka, która zaangażowała się w akcję, a pochodzi z Tarnobrzega. NAS obejmuje opieką małoletnich. Załatwiamy m.in. psychologa, logopedę, nauczyciela, który pomaga w komunikowaniu się z mówiącymi po polsku dziećmi.
Jeśli nie wiesz, co dzieje się z dzieckiem
– Chcemy zainteresować losem polskich dzieci także ich rodziny w Polsce. Może jakaś babcia, ciocia chciałaby odnaleźć dziecko, z którym wyjechali młodzi rodzice. My możemy im pomóc. Dysponujemy prawnikami i psychologami, w tym Anglikami, którzy pomagają poruszać się w tutejszym systemie administracyjnym. Mamy nadzieję, że uda nam się wkrótce także otworzyć infolinię dla dzieci i aby jej numer był kojarzony z pogotowiem dla dzieci – dodaje tarnobrzeżanka.
Wolontariusze NAS asystują także policji w przypadku, kiedy polskie dziecko zostało zatrzymane i potrzeba, by był z nim „responsible grown-up”. Zdarza się zatem, że pomoc skierowana jest do rodziców, którym odebrano dziecko, a którzy potrzebują pomocy i kontaktu z nim, jako że częstokroć kontakt ten jest utrudniony. – Chcielibyśmy, aby w przyszłości kontaktowały się z nami same dzieci, byśmy mogli nie tylko działać reakcyjnie, ale też prewencyjnie. Często dzieci się boją, wstydzą albo nie wiedzą, że trzeba powiedzieć, gdy dzieje się krzywda. Do tej pory w UK w ogóle nie było takiej możliwości – stwierdza Monika Newton.
Małgorzata Rokoszewska


