
II LIGA. APKLAN RESOVIA – GKS KATOWICE. „Pasiaki” zakończyły jesień na pozycji wicelidera. To ogromny sukces zbudowanej za niewielkie pieniądze drużyny.
Cztery bramki, rzuty karne, słupki, poprzeczki, bramkarskie parady, kontrowersje i zwroty akcji – mecz na szczycie był najlepszą reklamą II ligi. Resoviacy nie pierwszy raz pokazali niezwykły hart ducha, odrobili straty w końcówce, a trener Szymon Grabowski zaapelował do wątpiących. – Uwierzcie w tę drużynę, uwierzcie w ten klub!
APKLAN RESOVIA 2
GKS KATOWICE 2
(0-2)
0-1 Rogalski (9.), 0-2 Dejmek (24.), 1-2 Radulj (54. – karny), 2-2 Radulj (90. – karny).
RESOVIA: Daniel – Geniec, Kubowicz (46. Domoń), Zalepa, Mikulec, Feret (86. Twardowski), Kaliniec, Płatek (77. Adamski), Dziubiński, Krykun, Świderski (46. Radulj)
GKS: Mrozek – Michalski, Jędrych, Dejmek, Rogala, Kiebzak, Gałecki, Stefanowicz (85. Habusta), Błąd (77. Urynowicz), Woźniak (53. Wroński), Rogalski (90. Grychtolik).
Sędziował: Robert Marciniak (Kraków). Żółte kartki: Kubowicz, Zalepa, Adamski – Mrozek, Michalski, Kiebzak, Rogalski. Widzów: 2784.
Zacznijmy od… końca. Właśnie tak, bo powietrze przy Wyspiańskiego gęste było od emocji jeszcze długo po ostatnim gwizdku arbitra Roberta Marciniaka. Przed dwoma miesiącami prowadził on spotkanie Apklan Resovii z Olimpią Elbląg (0-1) i gospodarze mieli do niego ogromne pretensje. W sobotę na sędziego z Krakowa złorzeczyli goście z Katowic. Nie mogli się pogodzić z decyzją o spalonym, który przed przerwą zabrał im bramkę na 3-0 oraz dwoma podyktowanymi rzutami karnymi. Obie sytuacje w „16” jednak obejrzeliśmy na wideo i zapewniamy, że arbiter się nie pomylił. – Gdy w takich okolicznościach traci się punkty, jest masa emocji, nerwów i żalu. Powinniśmy to spotkanie wygrać. To wszystko, dziękuję za uwagę – trenera „Gieksy” Rafała Góraka stać było jedynie na tak lakoniczny komentarz. Szymon Grabowski mówił dłużej, uderzając w podniosłe tony.
GKS: – To dla nas lekcja
– Zacznę apelem skierowanym do ludzi, którzy wątpią: uwierzcie w tę drużynę, uwierzcie w ten klub! Gdy wynik jest niekorzystny, nie wieszajcie na nas psów, tylko pomagajcie. Bo tylko razem możemy do czegoś dojść!
Opiekuna „pasiaków” zirytowała krytyka niektórych kibiców niezadowolonych z pierwszej połowy spotkania. – W resoviackiej szatni siedzą ludzie z charakterem. W przerwie nie było spuszczonych głów tylko chęci i determinacja, by coś zmienić. Wyszliśmy z nie lada opresji, po zmianie stron nie ustępowaliśmy najlepszej drużynie z jaką przyszło się nam mierzyć. Moim piłkarzom należą się wielkie brawa – podkreślał Szymon Grabowski.
Sztab szkoleniowy Apklan Resovii na długo przed meczem ostrzegał, że spadkowicz ze Śląska jest rywalem bardziej wymagającym od Widzewa, którego rzeszowianie pokonali na własnym boisku. Mieli rację. GKS przed przerwą zdominował gospodarzy. – Stworzyliśmy mnóstwo okazji, już wtedy powinniśmy zamknąć ten mecz – żałował Adrian Błąd, były pomocnik Zagłębia Lubin, który napędzał drużynę gości. – W drugiej połowie Resoviacy ruszyli mocno do odrabiania strat, wiedzieliśmy, że tak będzie, ale nie umieliśmy się temu przeciwstawić. Ten mecz to dla nas duża lekcja pokory – wyznał. Adrian Błąd asystował przy golu na 2-0, a w 38 minucie odpalił bombę. Piłka leciała w okienko, ale jak spod ziemi wyrósł Wojciech Daniel. To właśnie bramkarz utrzymywał przy życiu rzeszowską drużynę. Mógł się lepiej zachować przy pierwszym straconym golu, lecz później założył czerwoną pelerynę Supermana i swoimi paradami doprowadzał katowiczan do rozpaczy.
Bohater jest tylko jeden
– Mamy dylemat, kogo uczynić bohaterem meczu: pana czy Kamila Raduljego? – zaczepiliśmy bramkarza Resovii.
– Bohater to „Radi”, bez dwóch zdań! Wykorzystał dwa karne, na takim pewniaku, że głowa mała – odparł Wojciech Daniel. Bramkarz „pasiaków” zwrócił uwagę na dwie istotne rzeczy. – Silna ławka to wielki atut naszego zespołu. Przekonaliśmy się o tym w dzisiejszym spotkaniu. A ten wydarty punkt w ogólnym rozrachunku może nam wiele dać.
Trener Grabowski po I połowie nie czekał ze zmianami. Przeszedł na grę trzema obrońcami, Serhija Krykuna przesunął do ataku, w środku pomocy pojawił się reżyser Kamil Radulj. Rzeszowscy specjaliści od odwracania wyniku (do soboty – aż 10 strzelonych bramek w 10 ostatnich minutach) ruszyli więc do roboty. Teraz to „Gieksa” miała problem, od 54 minuty większy, ponieważ „pasiaki” złapały kontakt. To była niezwykle intensywna „połówka”, z poprzeczką po strzale Sebastiana Zalepy, szansach Adriana Dziubińskiego, Krykuna i Szymona Kalińca oraz kolejnych wyczynach Daniela (po rzucie wolnym Marcina Urynowicza w 89 minucie). W pamięci pozostanie jednak obraz z 94 minuty. Rzut karny dla gospodarzy, protesty katowiczan, ich prowokacje mające na celu wytrącić z równowagi strzelca. A jednak Radulj okazał się człowiekiem, któremu wycięto układ nerwowy. Nie robiąc sobie wiele z całego zamieszania, podszedł do piłki i kropnął nie do obrony. Ponad 2 tysiące kibiców znalazło się w siódmym niebie.
Apklan Resovia pozostaje niepokonana od 9 kolejek. Została wicemistrzem jesieni. Strzeliła najwięcej goli. Przed nią trzy mecze, dwa – ze Stalą Stalowa Wola i Pogonią Siedlce – na własnym boisku. Może być jeszcze piękniej, choć już teraz powiedzmy otwarcie: wynik osiągnięty na półmetku rozgrywek to sukces drużyny zbudowanej za niewielkie pieniądze.
Tomasz Szeliga


