Fundatorzy emocji z Wyspiańskiego

Szymon Grabowski może być zadowolony z pierwszej części sezonu w wykonaniu swoich podopiecznych. Na urlop się jednak nie wybiera, bowiem od niedzieli przebywa on na stażu trenerskim na Cyprze. Fot. Wit Hadło (2)

APKLAN RESOVIA. – Trybuny ożyły, losami klubu zainteresowały się ogólnopolskie media. To największy sukces w mojej 2,5-letniej pracy – przyznaje trener Szymon Grabowski.

Wielu spośród 22 zawodników grających tej jesieni u trenera Szymona Grabowskiego trafiało do jedenastki kolejki. Nic dziwnego, skoro Apklan Resovia wyrosła na poważnego kandydata do awansu.

Poprzedni sezon „pasiaki” ukończyły na 10 miejscu. Jak na beniaminka, w dodatku nie najbogatszego, całkiem niezłym, oddającym możliwości drużyny. Latem pozyskano jednak kilku ciekawych piłkarzy, z Danielem Świderskim (Widzew Łódź) i Kamilem Raduljim (Siarka Tarnobrzeg) na czele. Do Rzeszowa wrócił ponadto środkowy obrońca Sebastian Zalepa, od którego Grabowski rozpoczynał ustalanie składu i z klubu zaczęły docierać sygnały o apetycie na coś więcej. Do nowej kampanii przystępowano w bojowych nastrojach również dzięki skutecznej akcji sympatyków, którzy za uzbierane 200 tysięcy zł z okładem, wyremontowali stadion przy ul. Wyspiańskiego. Resoviacy opuścili obiekt kojarzony ze Stalą, wrócili do domu i w pierwszym meczu przed własną publicznością rozbili 3-0 Znicz Pruszków. Bramki strzelali ci, którzy dołączyli do zespołu przed sezonem czyli Dawid Kubowicz, Serhij Krykun i Grzegorz Płatek.

Gole po przerwie

Resoviacy od początku znajdowali się w czołówce, byli nawet liderem tabeli. Pierwszej porażki doznali dopiero w 7. kolejce, gdy punkty z Rzeszowa wywiozła Olimpia Elbląg. Jeszcze więcej pokory rzeszowian nauczyło kolejne spotkanie w Łęcznej. Biało-czerwoni przegrali, choć prowadzili do 85 minuty. Od tamtej pory jednak drużyna Grabowskiego pozostawała niepokonana przez następnych dziesięć kolejek! Jako pierwsza (i jedyna) pokonała Widzew w Łodzi, jej znakiem firmowym stała się pogoń za rywalem. Z Lechem II Poznań i GKS Katowice resoviacy przegrywali 0-2 do przerwy, ale zamiast złości były owacje od zachwyconych kibiców. W pojedynku ze Stalą Stalowa Wola należało odrobić zaledwie jedną bramkę. Dla specjalistów z Wyspiańskiego bułka z masłem. 26 z 35 goli Resovia strzeliła po zmianie stron – drugiej takiej drużyny nie ma.

– Nieustępliwość, skuteczność w końcówkach – to budowało zespół, napędzało go – przyznaje Szymon Grabowski – I co ważne: fundowaliśmy emocje, kibice wiedzieli, że gdy Resovia wychodzi na boisko, to nie ma letniej gry – dodaje z uśmiechem.

Już nie tylko siatkarze

Nie wszystko było idealne. – Cieniem na naszym wizerunku kładą się dwa ostatnie przegrane mecze z Pogonią Siedlce i Zniczem. Już remisy byłyby przyjęte jak porażki, tymczasem zostaliśmy bez choćby punktu. Oby ich nie zabrakło w końcowym rozrachunku – martwi się szkoleniowiec „pasiaków”, które po nieudanym finiszu spadły na 4. miejsce. Wyprzedzają je: GKS Katowice (o 2 punkty), Górnik (4) i Widzew (5). Ekipy z Łęcznej i Łodzi wiosną przybywają do stolicy Podkarpacia i to mogą być kluczowe starcia w kontekście walki o I ligę. – To by oznaczało, iż dobrze wykonaliśmy swoją robotę – uśmiecha się Szymon Grabowski, który podkreśla, że choć nadzieje zostały rozbudzone, to on nie chciałby podchodzić do sprawy w stylu: awans albo śmierć. – Zdajemy sobie sprawę, w jakim miejscu jesteśmy i z jak wymagającymi przeciwnikami się bijemy. Brak awansu byłby zapewne rozczarowujący, lecz nie powinniśmy zapominać o satysfakcji. Obraliśmy właściwą drogę, rozwijamy się i przed nami – jestem o tym przekonany – jeszcze wiele fantastycznych chwil – tłumaczy trener.

Pytany o największe pozytywy pierwszej części sezonu, Grabowski bez wahania odpowiada: szum, jaki zapanował wokół drużyny. – Coraz więcej osób interesuje się losami Resovii. Trybuny ożyły, o klubie informują już nie tylko lokalne, ale i ogólnopolskie media. Do niedawna Resovia kojarzyła się wyłącznie z sukcesami siatkarzy, teraz to się powoli zmienia. To największy sukces w mojej 2,5-letniej pracy przy Wyspiańskiego – podkreśla szkoleniowiec.

Serhij Krykun, skrzydłowy Apklan Resovii, który dał się poznać jako piekielnie szybki zawodnik, będzie łakomym kąskiem w zimowym oknie transferowym. Niewykluczone jednak, że zostanie on przy Wyspiańskiego.

Ukrainiec szybszy od wiatru

Jeśli mowa o taktyce, to najlepiej wyglądała organizacja gry w defensywie. Sporo bramek resoviacy tracili jednak po indywidualnych pomyłkach. Raczej żaden z rzeszowian nie wystartuje do wyścigu po koronę króla strzelców – Świderski zdobył 7 goli, Radulj – 6. Najgłośniej było natomiast o skrzydłowym Serhiju Krykunie, który różnicę zrobił zwłaszcza w derbach ze Stalą. Strzelił wtedy bramkę i ukazał światu swój największy atut czyli piekielną szybkość. Już po rundzie rozgorzała dyskusja, czy pozyskany z Garbarni Kraków Ukrainiec nie trafi do lepszego klubu. – Nie kontroluję menadżerów, ale rozmawiałem z zawodnikami i od wszystkich usłyszałem, że chcą zostać – uspokaja Szymon Grabowski. – Gdy ktoś spyta mnie o Serhija, odpowiem zgodnie z prawdą, że na ekstraklasę nie jest gotowy. Musi poprawić przyjęcie, dośrodkowanie i wykończenie akcji. Resovia zawdzięcza mu tyle samo, ile on zawdzięcza Resovii. U nas gra więcej, niż w Garbarni, może się rozwijać.

Szymon Feret – to ten zawodnik, zdaniem Grabowskiego, poczynił największy postęp. – Do wszystkiego doszedł ciężką pracą i cierpliwością. Wcześniej grał niewiele, dziś jest podstawowym graczem i nie spoglądamy na niego przez pryzmat wieku młodzieżowca. Formę trzyma też biegający po tej samej stronie, tyle, że w obronie, Mateusz Geniec. Nie wszystkim chłopakom mogę dać tyle minut, ile bym chciał. Gra idzie o dużą stawkę, a młodzież w składzie to zawsze ryzyko – tłumaczy Szymon Grabowski.

Wolą mniej zarobić

Letnie transfery wypaliły, bo były przemyślane. Niektórych piłkarzy resoviacki sztab obserwował od miesięcy. Analizował pod kątem czysto sportowym i charakteru. – Nowi ludzie musieli pasować do układanki. Wejść z marszu do szatni, a nie aklimatyzować się w niej tygodniami – przedstawia sprawę Grabowski. Czy zimą, w okresie bez mała bardziej wymagającym jeśli chodzi o pozyskiwanie wartościowych graczy, uda się powtórzyć ten manewr? Nie wiadomo, ale pasiaki” zarzuciły sieci na bramkarza, środkowego pomocnika i napastnika. – Nie płacimy tak dobrze jak konkurencja, lecz jesteśmy pozytywnie odbierani. Piłkarze wolą mniej zarobić, ale grać w drużynie, która rokuje i budzi zainteresowanie. W drugiej części sezonu powinniśmy być mocniejsi – uśmiecha się szkoleniowiec, przekonując, że poziom ligi systematycznie rośnie. – Podobało mi się, jak Widzew poradził sobie z presją. Górnicy z Łęcznej i Polkowic, Bytovia i Stal Rzeszów bardzo dobrze grali w piłkę. Z kolei Błękitni Stargard każdemu przeciwnikowi psuli krew – wylicza Grabowski. – Chętnych do zjedzenia tortu z napisem „Pierwsza liga” nie brakuje i fajnie, że w zacnym gronie tak dobrze się odnajdujemy. Nie jesteśmy doczepieni tylko stanowimy ekipę, z którą wszyscy muszą się liczyć.

***
Polubić Sanok
– Mam nadzieję, że dożyję czasów, gdy będziemy sobie wybierać miejsce na zagraniczne zgrupowanie – żartował na antenie Radia Centrum szkoleniowiec Apklan Resovii. Na razie „pasiaki” muszą się zadowolić zimniejszym Sanokiem, bo właśnie w tym mieście ładować będą akumulatory przed rewanżami.

Staż na Wyspie Afrodyty
Od niedzieli Szymon Grabowski znajduje się na stażu w AEK Larnaka, czołowym klubie ekstraklasy cypryjskiej. – Obejrzę cały mikrocykl zespołu, w którym roi się od Hiszpanów. Sztab szkoleniowy także pochodzi z tego kraju. Na samej obserwacji zajęć się nie skończy, gdyż będę także na meczu Ligi  Europy: APOEL Nikozja – Sevilla – wyjawia plany na najbliższy tydzień opiekun Resovii.

Tomasz Szeliga

4 Responses to "Fundatorzy emocji z Wyspiańskiego"

Leave a Reply

Your email address will not be published.