Furia Furmana

Marian P. nie cieszy się w swojej wsi dobrą opinią. I nic w tym dziwnego, skoro na co dzień rządzi nim alkohol, był już karany za rozboje, żona od niego odeszła, on zaś nadal baluje i nikt nie wie, skąd bierze na to pieniądze. Tym bardziej, że rozumem także nie grzeszy. Złośliwi powiadają nawet, że gdyby przyjąć tego Mariana za jednostkę inteligencji, to noga stołowa miałaby co najmniej dziesięć takich Marianów.
Któregoś dnia zorganizował on na swym podwórzu grilla, w którym wzięło udział dwóch jego kompanów o podejrzanej aparycji, czyli z gębami ponurych kryminalistów, poszukiwanych przez policję. Na ogniu przypiekano kiełbasy, a wódeczka lała się strumieniem. I choć było jej niemało, to butelki szybko zaczęły świecić dnami.
Wtedy gospodarz imprezy powiedział, że u niego może zabraknąć wszystkiego, ale nie alkoholu, który niebawem dowiezie. Problem polegał na tym, że było niedzielne popołudnie i jedyny miejscowy sklep dawno już zamknięto, zaś najbliższy znajdował się w miasteczku oddalonym o kilka kilometrów.
– Ale wcześniej na trasie jest stacja benzynowa i tam też można kupić wódeczkę – zaśmiał się Marian i zapowiedział, że zaraz po nią skoczy.
– Nie możesz przecież jechać motorem po pijaku, bo jak ty wpadniesz, to i my wpadniemy
– orzekli kamraci z nieczystymi sumieniami, sądząc, że Marian chce skorzystać ze swego starego motocykla.
– Spokojnie. Pojadę konno, to znaczy zwykłą furą, która nie jest przecież pojazdem mechanicznym – odparł Marian, mający wiedzę prawniczą nabytą w celi.
Koledzy oniemieli, on zaś zaprzągł swego zabiedzonego konia i ruszył po alkohol. Ponieważ bardzo mu się spieszyło, więc podcinał zwierzę batem i choć było ono dużo mądrzejsze od furmana, to stwarzało poważne zagrożenie. Wkrótce na policji rozdzwoniły się telefony, w których użytkownicy tej drogi informowali, że podąża nią albo pijany koń, albo zidiociały woźnica i tylko patrzeć, jak dojdzie do wypadku.
Policjanci wyruszyli zatem na spotkanie z Marianem P. i w porę go zatrzymali. Kłopot był z koniem, ale zajęli się nim sąsiedzi i pewnie będą musieli jeszcze jakiś czas opiekować się rumakiem, gdyż furmanowi grozi pudło. Kodeks karny powiada bowiem, że kto będąc w stanie nietrzeźwości prowadzi na drodze publicznej pojazd inny niż mechaniczny, może beknąć nawet na rok. Jeśli zaś sprowadza bezpośrednie niebezpieczeństwo katastrofy, a wydaje się, że Marian P. takowe sprowadzał, to może posiedzieć nawet osiem lat, zwłaszcza że przy okazji udowodniono mu kilka innych przestępstw. Zgarnięto też poszukiwanych do odsiadki współbiesiadników.
I na tym kończy się ta historia, z której nawet koń by się nie uśmiał.

JAN M.

Leave a Reply

Your email address will not be published.