Od kilku dni propaganda sukcesu znowu sięga zenitu. Naturalnie, ze stanowiska przewodniczącego Rady Europejskiej dla Donalda Tuska Polacy mogą i powinni się cieszyć, ale warto uświadomić sobie, że nie warto z tym wiązać żadnych większych nadziei czy oczekiwań, a to z kilku względów…
Po pierwsze, przewodniczący Rady Europejskiej to, wbrew sączącej się z telewizora propagandzie, żaden prezydent czy król Europy. Owszem, sama Rada, złożona z szefów państw członkowskich Unii, podejmuje kluczowe decyzje np. o kolejnych rozszerzeniach Unii, ale decydujące znaczenie przy ich podejmowaniu mają największe kraje: Wielka Brytania, Francja i zwłaszcza Niemcy. A samemu przewodniczącemu pozostaje jedynie ich ogłaszanie. Mamy więc stanowisko nie prezydenta, a rzecznika Europy, którego głównym zadaniem jest ładnie i wzniośle przemawiać.
Tusk zdążył już zresztą zadeklarować wierność Brukseli, a nie Polsce. „Zdaję sobie sprawę, że narodowy punkt widzenia nie będzie mnie już obowiązywał w pracy” – rzekł zupełnie tak, jakby przez ostatnie 7 lat reprezentował polski punkt widzenia (podniesienie wieku emerytalnego do 67 lat, podwyżka podatków, skok na oszczędności emerytalne w OFE, dobijanie polskich przedsiębiorców, skrajnie niekorzystny dla Polski unijny pakiet klimatyczny). Zmiana miejsca pracy nie będzie więc oznaczała dla Tuska konieczności jakiejkolwiek zmiany punktu widzenia, a jedynie punktu siedzenia.
A pamiętacie Państwo, jak 5 lat temu przewodniczącym Parlamentu Europejskiego został Jerzy Buzek? Takie było wielkie „halo”, że Polska ma mocną pozycję w Unii Europejskiej i co? Nadal polscy rolnicy otrzymują dużo niższe dopłaty od tych w zachodnich krajach i nadal to Polska płaci najwięcej za gaz w całej Unii. Ale kto by się tam przejmował takimi szczegółami… Dzisiaj ta propaganda sukcesu jest jeszcze większa, a co za tym idzie bardziej męcząca. Zamiast konkretów – gra na kompleksach i emocjach Polaków.
Warto jednak przypomnieć sobie o dwóch niezwykle ważnych kwestiach, o których w ostatnich miesiącach mówił premier Tusk, mianowicie o mocnym wsparciu Unii dla walczących z Rosjanami Ukraińców oraz o tzw. unii energetycznej, czyli wspólnych, unijnych zakupach gazu. Na razie ani z jednego, ani z drugiego nic nie wychodzi, więc skoro przewodniczący Tusk będzie od 1 grudnia taki ważny, to niech to w końcu załatwi…
Arkadiusz Rogowski



One Response to "Gdy emocje już opadną…"