Gdy nie było porodówek

Jeszcze na początku XX wieku porody
odbywały się w domach w warunkach dalekich od komfortowych, a czasem nawet urągających podstawowym zasadom higieny. Fot. Archiwum

Kim była akuszerka, a kim wiejska baba? Po co przelewano nad nowo narodzonym dzieckiem jajko? Dlaczego chłopców zawijano w spódnice? Z jakiego powodu ciężarna nie mogła patrzeć na brzydkich i pożary, a zaglądając do wózka, spluwało się trzy razy i mówiło „na psa urok”?

Etnolog, antropolog kultury, Kinga Kędziora-Palińska w ciągu kilku miesięcy dotarła do ponad 40 osób z regionu Sandomierszczyzny, które mają wspomnienia dotyczące ciąż, porodów i połogów sprzed 1950 r. Zamknięty na 50 stronach projekt badawczy to prawdziwa podróż w czasie, w trakcie której można poznać nie tylko zanikłe już obrzędy, zwyczaje i zabiegi magiczne, ale i uświadomić sobie, jak wiele zmieniło się w życiu kobiet w ciągu ostatnich siedmiu dekad.
– Macierzyństwo, które zapisało się w narracjach moich rozmówców, pokazuje inny obraz matki niż dziś, zupełnie obcą współcześnie opiekę nad kobietą rodzącą, a także opiekę względem niemowlęcia – przyznaje Kinga Kędziora Palińska, autorka projektu badawczego „Akuszerka, połóg, kumy – macierzyństwo w kontekście badań etnograficznych”.
Etnolog od 1 lipca do 31 grudnia 2020 r. przepytała w sumie 43 osoby głównie z rejonu Sandomierszczyzny pod kątem dawnych narodzin dziecka, akuszerek, bab wiejskich, przesądów, medycyny ludowej. Podpytywała także o chrzciny, dokumentowała przesądy i zwyczaje dotyczące okresu ciąży, połogu i samej położnicy oraz wczesnego dzieciństwa na wsi i w małych miasteczkach do 1950 r.

Temat tabu

– Na początku należy zaznaczyć, że cielesność kobiet, ich fizjologia, organy rozrodcze, seksualność, czy menstruacja były tematami, o których się nie rozmawiało – zauważa Kinga Kędziora-Palińska. – Miesiączkujące dziewczęta często nie wiedziały, co się dzieje z ich organizmem. W przeszłości wierzono, że miesiączkująca kobieta jest „nieczysta”, że może wywierać zły i destrukcyjny wpływ na ludzi, zwierzęta, ziemię i jej płody, na produkty żywnościowe, na zwykłe gospodarskie czynności i przedmioty, z którymi się zetknie. Tak jak miesiączkującą, tak i ciężarną traktowano w wyjątkowy sposób. Temu stanowi towarzyszyły obrzędy wyłączenia: odosobnienie, zakazy dotyczące aktywności seksualnej, higieny, tabu żywieniowe, a także rytuały ochronne.

Długa lista zakazów

Lista zakazów obowiązujących ciężarne, które Kinga Kędziora-Palińska zebrała w swoim materiale liczy aż… 20 pozycji. – Obowiązywał zakaz przechodzenia ciężarnej przez dyszel przy wozie, zakaz przechodzenia, ruszania, dotykania sznurkami, robienia na drutach, zakładania korali, owijania się szalikami, zakaz przechodzenia pod sznurami na bieliznę, przechodzenia nad i pod łańcuchami, przechodzenia przez pędy ogórków – wszystko groziło owinięciem się dziecka pępowiną. Ciężarną obowiązywał także zakaz szycia, zszywania „na sobie”, bo mogło to skutkować ciężkim porodem. Kobiety wspominały także zakaz przechodzenia przez powróz i siadania okrakiem na progu – również z powodu obawy ciężkiego porodu. Kolejna z niedozwolonych czynności dotyczyła gwałtownego dotknięcia ciała na skutek strachu przed ogniem lub zwierzęciem. Dziecko miało z tego powodu posiadać później na skórze „myszkę”, znamię, bliznę w tym miejscu ciała, za które złapała się ciężarna matka. Był także zakaz zaglądania do studni, w szpary lub przez dziurkę od klucza po to, by dziecko nie było zezowate. Zakaz patrzenia na deszcz, bo dziecko będzie płaczliwe – wymienia Kinga Kędziora-Palińska.
Jakby tych ciążowych obostrzeń było mało, to był jeszcze zakaz patrzenia na osoby upośledzone i kalekie, tak aby dziecko nie urodziło się chore. Zakaz patrzenia na zmarłych, aby dziecko nie miało sinej cery. Zakaz przechodzenia przez rowy, bo dziecko urodzi się zbyt wcześnie i zakaz bycia kumą, czyli chrzestną, bo groziło to śmiercią ochrzczonego dziecka lub płodu.

Ciężarnej nie wolno odmówić

Mimo ogromu przesądów, których musiała przestrzegać ciężarna, niemal wszystkie rozmówczyni przyznawały, że całą ciążę pracowały, były aktywne, bardzo rzadko były w czasie ciąży badane, a najdawniejsze porody odbywały się oczywiście w domach.
– W większości kobiety, z którymi rozmawiałam pracowały w ciąży aż do momentu rozwiązania – pisze Kinga Kędziora-Palińska. – Pracowały również ich matki i babki. Jeszcze na początku XX w. porody odbywały się w domach, nierzadko podczas pracy w polu, były porody „w burakach”, czy stajni. Wiele kobiet przyznawało, że jak złapały ich bóle, schodziły z pola, „obmyły się” i wzywano akuszerkę lub babkę do porodu, w wyjątkowych sytuacjach wieziono je wozem zaprzęgniętym w konie do lekarza. Akuszerki odbierały porody w domach jeszcze do końca lat 50. ub. wieku. Nie było mowy o częstych wizytach lekarskich.
– Babcię (babkę wiejską) to już wzywały tak w ósmym miesiącu, żeby obejrzała, czy wszystko dobrze jest. Tak do kontroli. Tak miesiąc wcześniej. Ja to raz byłam tylko u lekarza w ciąży – przyznała pani urodzona w 1940 r.
Ciążę uważano za dar Boży, błogosławieństwo. Kobiecie ciężarnej nie odmawiało się niczego, zwłaszcza pożyczenia czegoś, bo mogło to sprowadzić nieszczęście na osobę, która jej odmówiła. Gdy ciężarne były „żółte i brzydkie” wróżono, że urodzą dziewczynkę, bo ta miała im odbierać urodę, gdy wyglądały ładnie i dobrze, miały urodzić chłopca.

W domu, w polu lub w stajni

– Do takich porodów potrzebne były ciepła woda, miski i białe płachty. Z samym porodem, jak z ciążą, związanych było wiele praktyk magiczno-obrzędowych oraz wierzeń, które mieszały się z czynnościami racjonalnymi – podsumowuje etnolog. – Można było ułatwić rodzącej poród przez rozwiązanie wszelkich supełków w domu, otwieranie zamków, kufrów, drzwi, a nawet rozpuszczenie rodzącej włosów. Jedna z moich rozmówczyń wspomina, że teściowa rozsypywała groch na podłogę i kazała zbierać klęcząc na kolanach, co miało przyspieszyć i zarazem ułatwić poród. Moje rozmówczynie wspominały, że akuszerki babki często smarowały brzuch rodzącej tłuszczem zwierzęcym i masowały go, podobnie jak krocze, co miało uelastycznić skórę, nawilżyć i ułatwić „wyjście” dziecka z łona matki. Rodzącym podawano także ziołowe napary rozkurczające. Po szczęśliwym odebraniu porodu, należało odciąć, a następnie związać pępowinę. Po odebraniu dziecka oraz łożyska, osoba odbierająca poród zakopywała łożysko lub przekazywała je w prześcieradle do zakopania ojcu dziecka. Łożysko zakopywano zazwyczaj na terenie gospodarstwa w miejscu na uboczu. Ważne było, aby wszelkie nieczystości po porodzie, zwłaszcza zakrwawione płótna, prześcieradła i odzież matki, jak najszybciej spalić, co miało oczyścić domową przestrzeń. Po odebraniu dziecka, akuszerka bądź babka, obmywała dziecko, dawała je do ucałowania ojcu, a następnie rodzeństwu, co było symbolicznym gestem akceptacji, przyjęcia do rodziny i „uznania za swoje”.

Metalowe przedmioty i woda święcona

Wszystko, co działo się z dzieckiem w pierwszych chwilach jego życia miało znaczenie. Miało je wprowadzić w przestrzeń domostwa. Dlatego kładziono je przy piecu, na stole, ławie, w świętym kącie, a także dotykano nim progu. Dziewczynkę zawijano w coś męskiego, żeby miała powodzenie, a chłopca spódnicę, fartuch lub damską koszulę, by miał powodzenie u kobiet. Przy łóżku matki i noworodka kładziono metalowe przedmioty, wodę święconą, czerwone przedmioty. Miały chronić przed urokami i złem. Matki i noworodka nie odwiedzano przed chrzcinami i w okresie połogu.
Materiał zgromadzony przez Kingę Kędziorę-Palińską jest fascynujący i zawiera jeszcze więcej niezwykłych informacji dotyczących dawnych zwyczajów związanych z porodami, połogiem, chrzcinami i medycyną ludową. Całość pracy można znaleźć w Internecie na stronie www.etnologiawterenie.wixsite.com.

Małgorzata Rokoszewska

Leave a Reply

Your email address will not be published.