Gdy popada, przejście jest, ale go nie ma

Radny klubu Kukiz’15, Tomasz Leszczyński, zainteresował się problemem, który dla mieszkańców osiedla jest palący od lat. Fot. Monika Kamińska

PRZEMYŚL. Radny Kukiz’15 zainteresował się przejściem podziemnym na Zasaniu. Problem jest palący od lat.

Gdy tylko nad Przemyślem przejdzie bardziej rzęsisty deszcz, przejście podziemne na zasańskim skrzyżowaniu ulic Borelowskiego i Krasińskiego staje się bezużyteczne. Powód? Zbiera się w nim głęboka woda, która uniemożliwia pokonanie go „suchą stopą”. Ten problem istnieje już od lat i dotychczas nikomu nie udało się go rozwiązać. Może się on wydawać błahy, ale to tylko pozory, bo najbliższe przejścia dla pieszych są odległe o nawet kilkaset metrów i trzeba nadłożyć sporo drogi, by przejść na drugą stronę ulicy zgodnie z przepisami.

Problem radnemu klubu Kukiz’15, Tomaszowi Leszczyńskiemu, zasygnalizowała nowo wybrana przewodnicząca osiedla „Rogozińskiego”, Edyta Łobaza, po ostatnich intensywniejszych opadach deszczu, gdy przejście podziemne znów stało się barierą nie do pokonania. Radny w swej interpelacji do prezydenta Przemyśla, Wojciecha Bakuna, prosi o kompleksowe działania, by problem nie tak się zmniejszył, czy zniknął doraźnie, a raz na zawsze. I słusznie, bo doraźne działania już podejmowane od kilku lat w tym miejscu nic nie dają. A problem, choć może wydawać się komuś błahy, tak naprawdę jest palący. A to dlatego, że mowa o przejściu „strategicznym”, na skrzyżowaniu ruchliwych ulic, a stanowiące dlań ewentualną alternatywę naziemne przejścia dla pieszych są oddalone o nawet kilkaset metrów! – Mieszkam na Bema i chciałem iść do „Biedronki” po zakupy – opowiada nam starszy mieszkaniec Przemyśla. – Wchodzę do przejścia podziemnego, a tam woda do kolan! Wróciłem się i poszedłem do przejścia dla pieszych na skrzyżowanie Borelowskiego i Rogozińskiego, żeby dostać się na drugą stronę. Zrobiłem wielkie kółko, a jak wracałem było jeszcze gorzej, bo miałem przecież zakupy, a młody już nie jestem, mam 70 lat – zaznacza przemyślanin. – Niech wreszcie coś z tym przejściem zrobią!

Do swej interpelacji załączył fotografię „zatopionego” przejścia dla pieszych.

Mieszkańcy niecierpliwie czekają na efekty interpelacji radnego Leszczyńskiego, a niektórzy jeszcze podpowiadają, by może tak „przy okazji” jakoś zadbać o to, by nie było ono systematycznie oszpecane przez piszących różne, w tym wulgarne „wyznania” na ścianach oraz zaśmiecane. – Może jakiś monitoring – marzą. Nie jest to głupi pomysł, bo poza tym, że przejście podziemne jest zaśmiecane i dewastowane, to może być w nim niebezpiecznie, zwłaszcza nocą. Kilka lat temu znaleziono tu martwego mężczyznę, więc strach użytkowników jest całkiem uzasadniony.

Może w tej kadencji, po interwencji radnego przejście czeka nowe, cywilizowane „życie” ku zadowoleniu mieszkańców osiedla?

Monika Kamińska

One Response to "Gdy popada, przejście jest, ale go nie ma"

Leave a Reply

Your email address will not be published.