Gdy zieleń zamienia się na asfalt

Strażnicy drzew czuwają. Niedawno ruszył projekt pn. „Strażnicy drzew w Rzeszowie”, który zakłada wsparcie mieszkańców miasta w ochronie drzew. Do programu może dołączyć każdy. Wystarczy zadzwonić lub napisać. Jedynym warunkiem są chęci i dobre nastawienie. W sprawie interwencji można dzwonić do strażnika drzew pod specjalny numer: 728-082-963. Fot. Archiwum

Hasło „Zielono mi” wypowiedziane w Rzeszowie brzmi jak ponury żart. Takie wnioski płyną z opublikowanego właśnie raportu o terenach zielonych w dużych miastach. Podczas gdy średnia krajowa wynosi 52 proc., w stolicy Podkarpacia zieleń stanowi tylko 46 proc. całej powierzchni. Dane GUS są jeszcze bardziej zatrważające. – Dopóki ochrona środowiska nie zacznie się opłacać, żadne działania edukacyjne nie będą miały istotnego przełożenia – przekonuje Zbigniew Mieszkowicz ze stowarzyszenia Społeczni Strażnicy Drzew. – Jeżeli jako ludzie poważnie podchodzimy do kryzysu klimatycznego, musimy coś z tym zrobić.

„Zieleń stanowi nieodłączny element krajobrazu miasta. Jeszcze kilka dekad temu główną jej funkcją było zaspokajanie potrzeb estetycznych. Dziś planiści i specjaliści zajmujący się tematyką miejską zgodnie podkreślają jej istotną rolę w kształtowaniu wysokiej jakości przestrzeni. Jest to bowiem element niezbędny do prawidłowego funkcjonowania systemów miejskich” – piszą Aleksandra Łęczek i Wojciech Łachowski z Instytutu Rozwoju Miast i Regionów w opublikowanym właśnie raporcie „Tereny zielone w dużych miastach Polski”. Przeprowadzili badania, które pozwoliły na ocenę stanu zieleni miejskiej w polskich dużych miastach (pow. 100 tys. mieszkańców) w 3 aspektach: udziału terenów zieleni w całkowitej powierzchni miasta, pofragmentowania oraz jej dostępności.
Pierwszym z obliczonych wskaźników – udział terenów zieleni (UTZ) w całkowitej powierzchni miasta – obliczono iloczynem sumy powierzchni terenów zieleni o dobrej kondycji oraz powierzchni miasta. Pod uwagę brane były wszystkie tereny biologicznie czynne (lasy, gęste zakrzewienia i bujne łąki), ale już nie pola uprawne czy obszary z odsłonięta glebą.
Średni UTZ w polskich miastach wyniósł 52 proc. Najwyższym charakteryzowały się: Koszalin (70 proc.), Zielona Góra (67,5 proc.), Kielce (66,8 proc.). Na przeciwległym biegunie znalazły się natomiast: Opole (25,2 proc.), Kalisz (28,1 proc.), Białystok (35,1 proc.), Lublin (36 proc.). Jak w tym rankingu wypada Rzeszów? Na niemal 40 miast zajął 11. miejsce, ale od końca. Zieleń zajmuje tu tylko 46 proc. powierzchni.
– Mam spore wątpliwości do metody, którą przyjęli autorzy raportu [red. do badania wykorzystano zdjęcia satelitarne]. Przyjmują też inne kryterium niż GUS, który podaje, że udział zieleni urządzonej w Rzeszowie wynosi… 13,4 proc. Te różnice dotyczą też innych miast. Rozbieżności są bardzo duże – zauważa Zbigniew Mieszkowicz ze stowarzyszenia Społeczni Strażnicy Drzew.

Gdy brakuje refleksji

Zatem nie jest dobrze. Od dawna mówi się, jak pomocne w walce z upałem, czy zanieczyszczeniem powietrza są rośliny. Tymczasem działający w Rzeszowie Społeczni Strażnicy Drzew podają, że tylko w ciągu 2 pierwszych miesięcy 2021 r. do Urzędu Miasta trafiło kilkadziesiąt wniosków o wycinkę łącznie ponad 500 drzew.
– Wiadomo, że w mieście rozwijającym się, w takim tempie jak Rzeszów, nie da się uniknąć wycinki drzew, ale chodzi o to, żeby była ona uzasadniona. Następowała wtedy, gdy inne opcje są niemożliwe – podkreśla Zbigniew Mieszkowicz i przedstawia to na przykładzie. – MPEC zamierza przeprowadzić inwestycję na terenie Nowego Miasta związaną ze zmianą wymiennika cieplnego, starej instalacji oraz położenia nowych rur ciepłowniczych. Pierwotnie, aby to zrobić, przedsiębiorstwo wnioskowało o wycinkę 29 drzew. „Zausterkowaliśmy” 2, bo wykop był za daleko, więc od razu z nich zrezygnowali. Potem z jeszcze jednego – opowiada. – Rozmawialiśmy już o 26. Zarówno prezes, jak i osoby pracujące w MPEC podeszły do tego bardzo rzeczowo. Analizowaliśmy różne warianty. Praktycznie po dwóch spotkaniach okazało się, że z wniosku zostanie wycofanych 11 drzew, a nad 3 będą się zastanawiać. Może uda się je ocalić – dodaje. W efekcie niemal połowa roślin, które miały zniknąć, uratowano. Takich przykładów jest wiele.
– Niedawno wycięto drzewa nad Wisłokiem, gdzie ma powstać parking. Pytanie, czy konieczne było pozbycie się i tych na skarpach. Zobaczymy, jak będzie przebiegał parking, ale nie zdziwiłbym się, gdyby okazało się, że więcej drzew mogło tam zostać – stwierdza społecznik. – Niepokoi mnie brak refleksji. Dziś w mentalności inwestorów wycinka jest najprostszym rozwiązaniem. Owszem, posadzą nowe, ale musi upłynąć sporo czasu, by urosły do rozmiarów swoich poprzedników.
Skąd się bierze takie nastawienie urzędników czy architektów? – W dużej mierze z niewiedzy. Nie mówimy o zagrożeniach ekologicznych. Oni zdają sobie sprawę z kryzysu klimatycznego, ale brakuje kogoś, kto powie: „Może pan to zrobić, tylko trochę inaczej? Część drzew ocaleje, a pan będzie miał swój wieżowiec” – ocenia strażnik drzew. I znowu podpiera się faktami. Niedawno mieliśmy głośny protest przeciwko wycince na ul. Dominikańskiej. Plan budowy bloku, który ma tam powstać, uwzględnia pozbycie się 42 drzew. – Jednak jeżeli popatrzeć na plany zagospodarowania tej przestrzeni, aby on powstał, wystarczy usunąć kilkanaście drzew – przekonuje Mieszkowicz. Ale architekt zaprojektował dookoła budynku miejsca parkingowe, którym trzeba zrobić miejsce. – Gdyby się zastanowił i wybrał podziemny parking, sprawa byłaby rozwiązana – stwierdza nasz rozmówca.

Ochrona środowiska musi się opłacać

Kolejny wskaźnik, którym zajęli się Aleksandra Łęczek i Wojciech Łachowski, to stopień pofragmentowania zieleni „wyrażony stosunkiem krawędzi do wnętrza płatów krajobrazu reprezentujących roślinność”. Najwyższym charakteryzowały się miasta takie jak: Kalisz (0,55), Opole (0,40), Wrocław (0,39), Lublin (0,39), Łódź (0,34) oraz Gorzów Wielkopolski (0,34). Rzeszów tym razem jest wysoko, bo na 8 miejscu (0,31), ale to raczej nie jest powód do dumy. Najbardziej spójną strukturą terenów zieleni odznaczały się: Gdynia (0,12), Kalisz (0,12), Zielona Góra (0,13), Katowice (0,15), Elbląg (0,15).
Autorzy raportu zbadali też dostęp mieszkańców do terenów zieleni. Aby go obliczyć, przygotowano model sieciowy połączeń komunikacyjnych dostępnych dla pieszych (chodników, ścieżek, schodów oraz dróg samochodowych), a także punkty reprezentujące miejsca ich przecięcia z terenami zieleni wysokiej jakości większymi niż 1 ha. Następnie wyznaczono strefy, do których możliwe było dojście ze wspomnianych punktów w czasie 5 minut lub mniejszym. Wyniki? Mimo braku dużych, zwartych kompleksów roślinności, Rzeszów może się jednak pochwalić najwyższym wskaźnikiem dostępności (77,9 proc).
– Mamy dużą fragmentaryzację, więc dotarcie jest łatwiejsze. Pytanie, do jakiego rodzaju zieleni ma dostęp mieszkaniec. Jeżeli do parku takiego, jak Ogród Solidarności, to jest to pocieszające. Mam jednak poważne wątpliwości np. co do os. Projektant – zauważa Zbigniew Mieszkowicz.
Jako mieszkańcy nie mamy więc z czego się cieszyć? – pytamy. – Ja się nie cieszę, bo żaden raport nie zmienia tego, z czym spotykam się na co dzień. Za chwilę na ul. Warszawskiej pod topór pójdzie prawie 200 drzew. Olbrzymi obszar zieleni zmieni się w asfalt i kostkę brukową – kwituje nasz rozmówca. Problem w tym, że nie ma zbyt wiele inicjatyw, które rekompensowałyby ubytki zieleni.
Przed rokiem protestowali też mieszkańcy os. Andersa. W tym przypadku przeciwko wycince związanej z rewitalizacją podwórek i przestrzeni blokowej. Dzięki uporowi ok. połowa roślin zostanie na swoim miejscu. – Gdyby inwestor lub projektant zastanowili się od razu, nie byłoby tych przepychanek. Ale nie przewidzieli, że są drzewa, że chodnik można poprowadzić gdzie indzie, zaprojektować inaczej instalację oświetleniową czy parkingi, a siłownia plenerowa nie musi być akurat tam, gdzie rośnie najwięcej drzew – ironizuje nasz rozmówca.
Aby mentalność – nie tylko w Rzeszowie, ale w ogóle w Polsce się zmieniła, potrzeba stanowczych kroków.
– Jeśli ochrona środowiska nie zacznie się opłacać, żadne działania edukacyjne nie będą miały istotnego przełożenia. Jeżeli jako ludzie poważnie podchodzimy do kryzysu klimatycznego, musimy coś z tym zrobić – apeluje Zbigniew Mieszkowicz. – Nie wierzę, że coś się zmieni, dopóki nie zadziała czynnik ekonomiczny. Tendencja do zysku będzie przeważała nad ochroną obszarów, które tak naprawdę sprawiają, że jeszcze trwamy na tej planecie.
wk

5 Responses to "Gdy zieleń zamienia się na asfalt"

Leave a Reply

Your email address will not be published.