Gdzie NFZ ma wyroki sądów? Gdzieś!

Jerzy Tarkowski, prezes Centrum Ratownictwa Medycznego, ma korzystne dlań wyroki, które może - kolokwialnie mówiąc - oprawić w ramki i powiesić na ścianie. Tak to w każdym razie wygląda w naszym „państwie prawa”… Fot. Kamil Krukiewicz
Jerzy Tarkowski, prezes Centrum Ratownictwa Medycznego, ma korzystne dlań wyroki, które może – kolokwialnie mówiąc – oprawić w ramki i powiesić na ścianie. Tak to w każdym razie wygląda w naszym „państwie prawa”… Fot. Kamil Krukiewicz

Według Narodowego Funduszu Zdrowia, polskie sądy nie mają nic do powiedzenia w sprawie decyzji byłego prezesa tej instytucji.

W naszej kulturze funkcjonuje wiele maksym i porzekadeł związanych z prawem. Od starożytnego „Dura lex, sed lex”, poprzez wspominanie o tym, że przed prawem wszyscy jesteśmy równi, po słynne powiedzenie z trylogii Sylwestra Chęcińskiego „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. To ostatnie było zabawne i pokazywało, jak prości ludzie postrzegali „sprawiedliwość”. Tyle że to był tylko film o zacietrzewionych sąsiadach, którzy byli jednak dobrymi i prawymi ludźmi. Gdy owo niby tak zabawne powiedzenie przetransponuje się na obecną rzeczywistość, to można dojść do bardzo smutnego i niepokojącego wniosku: że takie podejście do sądów i sprawiedliwości w naszym kraju mają instytucje naszego państwa! Prezes jarosławskiej firmy Centrum Ratownictwa Medycznego ma prawomocny wyrok Najwyższego Sądu Administracyjnego w sprawie przetargu, który wygrał. – Mam ten wyrok od ponad pół roku i nic z tego nie wynika, bo dyrekcja Podkarpackiego Oddziału Wojewódzkiego NFZ w Rzeszowie uważa, że sąd tu nic do powiedzenia nie ma – mówi jarosławski przedsiębiorca.

Gdy Jerzy Tarkowski ma opowiadać o kontrakcie na ratownictwo medyczne w Jarosławiu i powiecie jarosławskim, robi mu się  słabo. – Jak o tym pomyślę, to wydaje mi się to wręcz nieprawdopodobne – przyznaje prezes CRM. – Ale to wszystko prawda! Tak w naszym kraju działają instytucje państwa – dodaje.

Jak działają te instytucje, mieliśmy okazję sami obserwować przy okazji osławionego przetargu na ratownictwo medyczne w Jarosławiu i powiecie jarosławskim. Zaczęło się niewinnie i całkiem zgodnie z przepisami. POW NFZ w Rzeszowie ogłosił w 2011 roku przetarg i w konkursowe szranki stanęły dwa podmioty. Jednym z nich była firma Tarkowskiego, drugim miejscowy szpital powiatowy – Centrum Opieki Medycznej. Szpital w procedurze przetargowej odpadł już na etapie wstępnym, bo gdy przyszło do sprawdzania sprzętu okazało się, że nie dysponuje wymaganym systemem porozumiewanie się obsługi karetek z dyspozytornią. Szpital wymagane zestawy radiotelefoniczne niby miał, ale ich nie miał, bo cześć sprzętu była w naprawie. I tak przetarg wygrała prywatna firma, czyli CRM.

Miłe złego początki, ciąg dalszy żałosny
Tarkowski do przetargu solidnie się przygotowywał, między innymi inwestując w nowy sprzęt. Na karetki i ich wyposażenie wziął ponad 1,5 mln złotych kredytu. – Ratownictwo medyczne to moja pasja i życie – mówi prezes CRM. – Ale tu samo zacięcie nie wystarcza, trzeba inwestować w nowoczesny sprzęt, bo chodzi przecież o ratowanie ludzkiego życia – podkreśla. „Wygrany” w przetargu kontrakt opiewał na cztery lata. Podpisano go i karetki Tarkowskiego zaczęły jeździć jako miejscowe pogotowie.

Tymczasem ratownicy ze szpitala i jego ówczesna dyrekcja „oprzytomnieli” i uznali, że nie godzi się, by prywaciarz obsługiwał pogotowie. Nawet jeśli ma lepszy sprzęt, wyszkolonych lepiej ludzi i szybsze karetki. Przetarg przetargiem, ale „sprawiedliwość” musi być po właściwej stronie. Ratownicy ze szpitala rozpoczęli protesty: blokowali jarosławskie ulice, chętnie i dużo opowiadali o głodzie, jaki czeka ich rodziny wskutek takiego, a nie innego rozstrzygnięcia przetargu, a także wmawiali niezorientowanym ludziom, że teraz pogotowie będzie prywatne, to i płatne. To jednak nie wszystko, bo przecież właśnie nadchodziły wybory i to dało się wykorzystać. Lokalni politycy skupili się na tym, co dla nich najważniejsze: na przekonaniu ludzi, by znów ich wybrali. A jak ich przekonać? Ano tak, że przecież oni za ludźmi są! Że interes wyborcy jest dla nich najważniejszy! Nieważne, ze ich partie miały w programach wspieranie rodzimej przedsiębiorczości, uczciwość i lepszą jakość opieki medycznej. Wówczas nie to się liczyło! Liczyły się głosy w urnach, a były to także głosy pracowników szpitala i ludzi ogłupionych wizją płatnego pogotowia.

Lobbing polityków przyniósł efekt w postaci jednoosobowej decyzji prezesa NFZ, który tak po prostu uchylił wynik przetargu i zarządził, by POW NFZ w Rzeszowie rozpisał nowy. No i rozpisał. W nim oczywiście wygrała już właściwa „firma” – to znaczy szpital. Tarkowskiemu wypowiedziano umowę, wybory wypadły pozytywnie, znaczy: populizm górą.

Ale prezes CRM się nie poddawał. Zbyt dużo zainwestował, by teraz „odpuścić” w obliczu tak jawnej manipulacji. No i jego pracownicy też mają rodziny, a te rodziny mają potrzeby, na przykład jedzenie. O dziwo, człowiek zatrudniony w prywatnej firmie także musi jeść, a wydawało się, że takie potrzeby dotyczą tylko ratowników ze szpitala.

Sądy nierychliwe, ale wyroki korzystne dla CRM
Jerzy Tarkowski, któremu przedstawiciele władzy ustawodawczej pokazali środkowy palec, by zdobyć potrzebne im głosy, zwrócił się do trzeciej władzy w naszym państwie – sądowniczej. Trochę to trwało, bo sądy u nas na ogół nie są rychliwe, ale dla Tarkowskiego okazały się za to sprawiedliwe. Wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie był dla niego korzystny. Sąd uznał, że prezes NFZ nie powinien uchylać wyniku pierwszego przetargu i owo uchylenie jest nieważne. NFZ się odwołał od tej decyzji sądu i znów trochę trwało, gdy przyszło do rozstrzygnięcia ostatecznego, ale NSA tę decyzję niższej instancji podtrzymał. Wyrok NSA był prawomocny z chwilą zapadnięcia i miał klauzulę natychmiastowej wykonalności. Sąd oddalił też skargi kasacyjne złożone zarówno przez NFZ, jak i COM.

Sąd sadem, ale „racja” NFZ musi być na wierzchu
Można by powiedzieć: sprawiedliwości stało się zadość. I owszem, tyle że tylko… na papierze. Bo choć wyrok NSA już dłuższy czas jest, to niczego nie zmienia. – NFZ wyrok ów ma za nic – zauważa Tarkowski. – Ot, po prostu, jakby go nie było! Chciałem iść na ugodę, napisałem pismo do POW NFZ w Rzeszowie, by przywrócono mi kontrakt i zwrócono utracone wskutek błędnej decyzji prezesa NFZ pieniądze – opowiada prezes CRM. Odpowiedź szefowej POW NFZ w Rzeszowie zdumiała Tarkowskiego. – Pani dyrektor odpisała mi, że w sumie to sąd nie powinien wypowiadać się w sprawie decyzji ówczesnego prezesa NFZ – dodaje.

Prawo wstecz nie zadziała
Zapytaliśmy POW NFZ w Rzeszowie o to dość, nie bójmy się tego powiedzieć wprost, kontrowersyjne stanowisko dyrekcji. Jest bowiem tak, że jeśli jakaś sprawa nie leży w gestii sądu, to sąd się nią nie zajmuje. Jeśli sąd się sprawą zajmuje i wydaje wyrok, to taka sprawa jak najbardziej leży w gestii sądu, a POW NFZ w Rzeszowie bynajmniej nie jest od oceniania, w jakich sprawach sądy mogą podejmować decyzje, a w jakich nie. Ciekawe jest też to, że choć 4 lata temu POW NFZ w Rzeszowie – za ministerialnymi przepisami – uznawał, że do komunikacji karetek z dyspozytornią wymagane są radiotelefony i komórki nie mogą być uznawane za  sprzęt do porozumiewania się, to już tak teraz nie uważa. Po prostu zmieniono te zapisy. Chyba tak na wszelki wypadek, żeby w razie czego można było powiedzieć, że jednak szpital w pierwszym przetargu nie powinien odpaść. Tyle że prawo, które u nas takie instytucje jak NFZ mają zwyczajnie gdzieś, nie działa wstecz. Zatem na czas przetargu obowiązywały przepisy ówczesne, a nie obecne.

Wszyscy możemy zapłacić za błąd prezesa NFZ!
Tak czy owak Tarkowski ma wyrok sądu, który może sobie oprawić w ramki i powiesić na ścianie, by móc napawać się tym, że sąd mu przyznał rację. Na razie, jak sam stwierdza, tylko tyle, bo ów wyrok dla NFZ nic nie znaczy. – Tak naprawdę teraz NFZ może robić tylko jedno: odbijać argumenty Tarkowskiego swoimi, wziętymi z sufitu – uważa osoba zorientowana w sprawie i pragnąca zachować anonimowość. – Prawda jest taka, że były prezes NFZ, który pod naciskiem polityków uchylił wynik pierwszego przetargu już prezesem nie jest, a cała reszta pracowników NFZ musi teraz jakoś wybrnąć z tej jego decyzji – uśmiecha się gorzko nasz rozmówca. – U nas urzędnik nie odpowiada za swe błędne decyzje, także gdy wiążą się one z realnymi pieniędzmi, które wcześniej czy później w ramach odszkodowania ofiara takiego urzędnika wywalczy w sądzie. Zapłacimy za to my wszyscy – wzdycha.

Pełnomocnicy Tarkowskiego w piśmie ugodowym do NFZ wspominają o kwocie blisko 2 mln 661 tys. złotych wraz z odsetkami. Jeśli NFZ nie zapłaci i nie przywróci CRM kontaktu, w sądzie być może walka będzie o kwotę wyższą. A mowa cały czas o pieniądzach podatników. – Moim zdaniem, za tym wszystkim może stać lobby zagranicznych firm zajmujących się ratownictwem – uważa nasz rozmówca obeznany w temacie.- Te firmy teraz zaczynają „szturm” na polski rynek ratownictwa medycznego i chcą wyeliminować polskie zajmujące się tą dziedziną – uważa.

Monika Kamińska

12 Responses to "Gdzie NFZ ma wyroki sądów? Gdzieś!"

Leave a Reply

Your email address will not be published.