Gdzie rzeszowskie władze mają obywatela

O tym, że Rzeszów, dumnie zwany przez prezydenta Ferenca “Miastem Innowacji”, jest de facto “Miastem Imitacji lub Ignorancji”, przekonaliśmy się już niejednokrotnie. Najświeższym przykładem na to są bilety MPK, które stały się nagle towarem “luksusowym” i praktycznie niedostępnym.

W okresie kiedy z ratusza raz po raz dobiega do nas propaganda, żeby jeździć komunikacją miejską zamiast  prywatnymi samochodami, brak dostępności biletów na autobus brzmi co najmniej szyderczo. No bo jak to jest – z jednej strony forsuje się chory pomysł bus- czy raczej buc-pasów, mami się nas wizjami niczym z powieści Lema, jakie to po Rzeszowie będą jeździły nowoczesne autobusy, jak fantastycznie będzie funkcjonowała informacja i organizacja ruchu, a z drugiej zwykła, planowana podwyżka cen biletów sprawia, że handel nimi został sparaliżowany i najłatwiej kupić je teraz u kierowcy. To zresztą też przykład rozdwojenia jaźni miejskich urzędników, którzy jeszcze kilka dni temu trąbili wszem i wobec, że trzeba podnieść cenę biletów u kierowcy, żeby pasażerowie kupowali je gdzie indziej, bo kierowca jest od jeżdżenia, a nie od handlu.

Nawiasem mówiąc ten argument także świadczy o tym, że myślenie w ratuszu jest raczej z epoki PRL-u, a nie wolnego rynku. W cywilizowanym kraju robi się bowiem wszystko dla wygody obywatela, a nie po to żeby mu utrudnić życie. Pomysły wprowadzenia buc-pasów i podniesienie cen za bilety u kierowcy świadczą dobitnie o tym gdzie rzeszowskie władze mają obywatela.

Krzysztof Pipała

PRZECZYTAJ: „Paranoja w MPK. Bilety na autobus towarem deficytowym”

2 Responses to "Gdzie rzeszowskie władze mają obywatela"

Leave a Reply

Your email address will not be published.