
Pięciu mieszkańców podrzeszowskiej wsi zostało oskarżonych o pedofilię. Sąsiedzi nie wierzą w ich winę…
14-letnia dziś dziewczynka, jak twierdzi prokuratura, przez kilka ostatnich lat miała być zmuszana przez pięciu mężczyzn z przyrodnim bratem na czele do obcowania płciowego i innych czynności seksualnych. W Malawie, w której miał rozgrywać się dramat dziecka, zawrzało. Najbliżsi sąsiedzi oskarżonych nie wierzą, że m.in. szanowany właściciel lokalnego sklepu czy starszy poczciwy pan, który czasem bawił ich dzieci, mogli dopuścić się takich potwornych czynów. Tymczasem ujawnienie tej sprawy obnażyło szokujące decyzje i brak reakcji organów, które sprawowały pieczę nad rodziną dziewczynki. – To dziecko powinno zostać im odebrane już kilkanaście lat temu – mówi ich sąsiad. – A tak tylko cierpiało przy nich…
W ubiegłym tygodniu na stronie Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie pojawił się następujący komunikat: „Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie skierowała do Sądu Rejonowego w Rzeszowie akt oskarżenia przeciwko Mariuszowi N., Grzegorzowi D., Franciszkowi D., Andrzejowi M. i Franciszkowi K., którym zarzucono, iż na przestrzeni kilku lat, wspólnie i w porozumieniu dopuszczali się obcowania płciowego, a także innych czynności seksualnych z małoletnią poniżej lat 15. Oskarżeni będący w wieku od 40 do 66 lat są mieszkańcami jednej z podrzeszowskich miejscowości”. – Jeden z oskarżonych jest przyrodnim bratem dziewczynki, a sprawa wyszła na jaw przy okazji innego śledztwa, które dotyczyło znęcania się w jej rodzinie. Wówczas pojawiły się przypuszczenia, że mogło dochodzić do pewnych czynności wobec tego dziecka – ujawnił prok. Artur Grabowski, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, którego zapytaliśmy o szczegóły tej wstrząsającej sprawy. Prokuratura nie jest w stanie precyzyjnie określić czasu, kiedy miało dochodzić do zarzucanych oskarżonym czynów. – Dziewczynka określa to jako kilka lat. Mogą to być 3 – 4 lata – dodał. Więcej informacji z uwagi na wiek pokrzywdzonej i charakter czynów, o które oskarżono mężczyzn prokurator nie chciał już zdradzić. Z komunikatu wiemy, że: „Wymienieni nie przyznali się do zarzucanego czynu. Wobec trzech sprawców stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. Za popełnione przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajowości, podejrzanym grozi kara pozbawienia wolności od 2 lat do 12”.
Bratem przyrodnim dziecka jest najmłodszy z oskarżonych – 40-letni Mariusz N. On, pokrzywdzona dziewczynka, ich matka, nad którą mężczyzna miał się znęcać, biologiczny ojciec 14-latki i brat matki dziewczynki mieszkali pod jednym dachem w Malawie.
„Jakie pedofile?!”
Gdy tę wstrząsającą sprawę opisaliśmy na łamach Super Nowości, z naszą redakcją skontaktował się zbulwersowany mieszkaniec wsi. – To nie jest tak, jak jest opisywane – przekonywał – Porozmawiamy, to poznacie drugą stronę.
Pojechaliśmy na spotkanie. Pod wskazanym adresem, w murowanym domu w centrum Malawy czekało już na nas kilkanaście osób. – Na zebraniu znajdują się najbliżsi sąsiedzi osób, które zostały oskarżone o pedofilię. Jesteśmy zbulwersowani tym, co zrobiła prokuratura z naszymi sąsiadami – zaczął pan Daniel, który mieszka w Malawie od 10 lat. – Widzi pani? To jeden z… pedofilów – kontynuował, pokazując na telefonie komórkowym zdjęcie starszego mężczyzny. – To 66-letni pan Franciszek D., mieszka w 100-letnim drewnianym domu, na klepisku, poczciwy stary kawaler, dorabia grabiąc ludziom liście, kosząc trawę. Przychodzi do nas i pilnuje mi 10-letniej córki. Nigdy nic złego nie zrobił, złego słowa nikt na niego tu nie powie.
– Pan Franek opiekował się nami, jak byłyśmy małe, moje dzieci tam chodzą do niego i nagle słyszę, że pedofil! To się w głowie nie mieści! – wtrąca się rozemocjonowana pani Ewa. – A mnie trójkę dzieci bawił, za ręce prowadził – dodaje pani Bronisława. – To mój najbliższy sąsiad, głowę bym dała uciąć, że nawet palcem ich nie ruszył!
Albo Grzesiek… – rzuca jedna z sąsiadek. – Taki porządny człowiek. Ze 30 lat sklep u nas prowadzi, w centrum Malawy. Ma żonę, dwójkę dzieci, jaki z niego pedofil?! Sklep o 5 rano otwiera, o 22 zamyka. Non stop ludzie w sklepie się przewijają. Gdzie miałby to dziecko krzywdzić, kiedy… A ponoć właśnie też w sklepie miało do tych rzeczy dochodzić.
Na spotkaniu obecna jest 21-letnia Monika, córka mężczyzny, który jako jeden z dwójki oskarżonych nie przebywa obecnie w areszcie tymczasowym. Pokrzywdzona 14-latka spośród piątki oskarżonych nie wskazała na okazaniu tylko jego. – Tata jest na wolności tylko dlatego, że miał adwokata i mógł się bronić. Ta dziewczynka na okazaniu nie wskazała taty, tylko się rozpłakała, bo nie znała żadnego z panów – mówi 21-latka. – Mój tata jest niewinny. Tą dziewczynkę to widział tylko wtedy jak ją matka czy ten brat do szkoły odprowadzali na przystanek i tyle.
– Ja ponad 10 lat pracuje u Grześka, nigdy nie było takiej sytuacji – odzywa się pracownica Grzegorza D. Jakby się coś takiego działo w sklepie, przecież byśmy wiedzieli, to mała społeczność.
A pozostali oskarżeni? – dopytujemy. – Andrzej M. to kawaler, mieszka ze schorowaną matką, nikomu nie zawadzał, czasem zdarzało się, że stał pod sklepem z piwkiem – przekrzykują się nasi rozmówcy. A drugi pan Franciszek? – Franek K. ma trzech synów, bardziej z widzenia się go zna, bo dalej mieszka. Tu do sklepu raczej nie chodził, bo do innego ma bliżej. Ale też gdzie z niego jaki pedofil…
– Jeżeli chodzi o informacje, które płyną w mediach często używane jest sformułowanie „współżycie”, „stosunek płciowy”, natomiast prokuratura nie poinformowała, że została sporządzona opinia ginekologa, który stwierdził, że dziewczynka jest cnotliwa, że nie została przerwana błona dziewicza – włącza się do rozmowy aplikant Magdalena Wiśniewska, która przyjechała na spotkanie z upoważnienia mec. Aleksandra Bentkowskiego, głównego obrońcy Grzegorza D.
– Zamknęły niewinnych ludzi!– krzyknął ktoś w pokoju.
– Co powiecie państwo o Mariuszu N., przyrodnim bracie tej dziewczynki? – dopytujemy. – Jesteście tak samo pewni, że niewinny? Zapada konsternacja. – Tego to nie wiemy czy na pewno – przyznaje ktoś z przybyłych.
„A powiedzcie państwo, ci panowie kolegowali się z Mariuszem N., pili wspólnie piwo pod sklepem?” – aplikant Wiśniewska kieruje pytanie do zebranych w pokoju. – A skądże. Grzesiek? To inna liga – stają w jego obronie sąsiedzi. Pozostali też nie. Mariusz był raczej tak sam sobie.
Pytamy o bliskich dziewczynki. – To jest rodzina patologiczna, matka jest chora, niespełna rozumu – mówią zebrani. – Mariusz był opiekunem prawnym tej dziewczynki. – Kiedy? – dopytujemy – i jak odebrali matce prawa. – Tam nie było spokoju, po 3 – 4 razy dziennie policja przyjeżdżała na interwencje. Szyby leciały, przekleństwa, wyzwiska Awanturował się Mariusz. – opowiada wskazana przez zebranych pani Małgorzata, która jak mówią mieszka najbliżej domu 14-latki. – Sama miałam taką sytuację z matką tej dziewczynki. Spotkałam ją i widzę, że ma złamany palec. Pytam: co się stało? A ona: A syn ciebie bije? – A dlaczego miałby mnie bić – odparłam zdumiona. – A popatrz, mój mi złamał palec. Z rozmowy z mieszkańcami wyłania się obraz dziewczynki. – Wycofana, nigdzie nie chodziła, tyle co matka czy ten brat ją do szkoły odprowadzali, a tak to w ogóle jej nie było widać. Dzieci się bawiły, a ona nie miała koleżanek, nie odzywała się – opowiadają.
– Chodziła do szkoły do Malawy – mówi jedna z kobiet. – Poszłam kiedyś do szkoły do syna na przedstawienie. To dziecko cały czas siedziało na krzesełku, patrzyło w jeden punkt, nie jak inne dzieci. Takie zamknięte w sobie. Od dwóch lat już jej nie ma w Malawie, jest pod opieką matki zastępczej. To od niej to wszystko się zaczęło, bo ta dziewczynka miała jej naopowiadać.
Podczas spotkania mieszkańcy Malawy wspomnieli też o tajemniczym liście, w którym znajdować miał się opis potwornych rzeczy, których miała doznać dziewczynka i wskazywać sprawców. – Przyjechała policja sprawdzić autorkę tego listu i okazało się że… kobieta od 2 miesięcy nie żyła – mówili zebrani.
Nikt z nich nie widział go jednak na oczy, a o tym, co miało się w nim znajdować słyszeli tylko z opowieści.
Powinni byli już dawno ją stamtąd zabrać
Następnego dnia wracamy do Malawy. Chcemy porozmawiać z matką i ojcem 14-latki. Czy nie zauważyli niczego niepokojącego w zachowaniu córki? To jedno z wielu pytań które chcemy im zadać. Niestety, dom zamknięty na cztery spusty. Pukamy, dzwonimy, nikt nie otwiera. – Zna pan tą rodzinę? – pytamy napotkanego przy drodze starszego mężczyznę. Okazuje się, że to sąsiad mieszkający po drugiej stronie ulicy. – To co tu się działo, to ciężko opisać. – przyznaje pan Augustyn. – Tylko awantury, k***, ch***, w domu smród, brud i ubóstwo, a ta dziewczynka cierpiała przy nich, biedne to dziecko było. A fajna taka, tylko bardzo zamknięta w sobie. No, ale też jaka miała być przy tych ludziach. Pięknie malowała i rysowała, tylko cicha i wycofana. Powinni byli ją odebrać już dawno temu, jak miała 3-4 lata. Zawalił GOPS. Przyjeżdżały tu od nich panie w mini i szpileczkach. Wpadły, wypadły, wsiadały do auta i tyle. Aż w końcu przyjechała taka starsza pani z chyba pomocy społecznej z Rzeszowa i się tą sprawą zajęła. Dziewczynka trafiła do matki zastępczej. Pamiętam, jak kiedyś przyjechali i się pytają tej małej „czy chcesz do mamy?” A ona tylko się rozpłakała i uciekła do samochodu. Teraz ponoć to warunki ma tam wspaniałe…
– Ludzie mówią, że Mariusz N. zanim dziewczynka stąd wyjechała, był wcześniej jej opiekunem prawnym – Tak i wszyscy pytamy „dlaczego?” – komentuje pan Augustyn. Nie mam o nim dobrego zdania, nie pracował. Ale faktycznie opiekował się tym dzieckiem, odprowadzał do szkoły. – A myśli pan, że mógł ją skrzywdzić? – Trudno powiedzieć, co tam pod dachem się działo, trudno w to wszystko uwierzyć. – A pozostali mężczyźni, którzy są oskarżeni? – Grześka bym nawet nie podejrzewał, na pewno nie. Nikogo zresztą bym nie chciał obciążać, bo za rękę nie złapałem no i trudno w to uwierzyć – dodaje ostrożnie nasz rozmówca – Za wyjątkiem Grześka podchodzili pod ten sklep. Piwko, piwko, wódka i do Franka, bo policja pod sklepem, a tam w zaciszu siedzieli. – Z Mariuszem? – pytamy. – Tak, ten Mariusz też, jak mu się cos udało sprzedać i jak miał pieniądze to szedł z nimi pić.
List od… zmarłej
Tego dnia spotkaliśmy się też z synem rzekomej autorki tajemniczego listu, o którym wspominali nam uczestnicy spotkania. – Przyjechała do mnie policja i zapytali się gdzie mama – opowiada pan Jacek. – To im odpowiedziałem, że na cmentarzu, bo nie żyje. Spytali kiedy zmarła i byli zdziwieni, jak im powiedziałem że w lipcu tego roku. Okazało się, że list podpisany rzekomo przez moją mamę został wysłany do ministerstwa sprawiedliwości 18 września, a mama zmarła… 29 lipca.
– Widział pan ten list? Co w nim było? – dopytujemy. – Widziałem i czytałem – potwierdza. – Był napisany odręcznie, czarnym długopisem. Napisane w nim było, że nikt z sądu nie interesuje się tą sprawą. Że Mariusz N. chodzi z małoletnią pod sklep i on i jego kompani spod sklepu ją wykorzystują, że chodzi o gwałty analne i oralne. W liście z imienia i nazwiska był wymieniony tylko Mariusz. Wskazane też było, że w domu ją wykorzystywał. To nie było pismo mojej mamy. Zresztą moja mama ciężko chorowała na nowotwór, była ponad miesiąc w szpitalu. Miała swoje problemy, nie interesowała się tym tematem. Byłem z tym u pani prokurator, bo to fałszerstwo, pani prokurator powiedziała, że nie widzi żadnego przestępstwa – kończy pan Jacek.
Zaangażowani w obronę czwórki oskarżonych mężczyzn (z wyjątkiem Mariusza N.) mieszkańcy Malawy również postanowili wysłać list do ministerstwa sprawiedliwości. „Zwracamy się z prośbą o objęcie nadzorem tego postępowania i zainteresowanie się tą sprawą (…) W ocenie mieszkańców ww. osoby zostały niesłusznie oskarżone i powiązane tą sprawą” – czytamy w liście, pod którym podpisało się ok 200 osób.
Trudno uwierzyć
Jako, że nad rodziną K. według relacji mieszkańców Malawy, miała sprawować pieczę opieka społeczna, skontaktowaliśmy się z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Krasnem z pytaniem, czy nie zauważyli niczego niepokojącego. – Ja nie mogę udzielać żadnych informacji ponieważ jest ochrona danych osobowych i obowiązuje mnie tajemnica służbowa – mówi Wioletta Leszczyńska, kierownik GOPS.
Skontaktowaliśmy się też z sołtysem Malawy. – To jest wprost nie do uwierzenia. Nie wierzymy w to, że coś takiego się w ogóle stało – komentuje Stanisław Wąs. – To nie do pomyślenia, ale skoro nawet prokuratorzy tak mówią… no ale mnie i mojej całej rodzinie trudno jest uwierzyć, że to mogło mieć miejsce. Zresztą nie wierzę, że niektórzy z tych panów co są posądzeni byliby do czegoś takiego zdolni – dodaje.
We czwartek na skrzynkę odbiorczą naszej redakcji wpłynęło oświadczenie od mec. Aleksandra Bentkowskiego, obrońcy Grzegorza D. „Uprzejmie zwracam się z prośbą o powstrzymanie się przed jednoznacznymi określeniami “współżycie”, “obcowanie płciowe” itd., ponieważ biegły ginekolog bezsprzecznie wykluczył odbycie stosunku płciowego z pokrzywdzoną, jak również opinia biegłego sądu nie potwierdziła dokonania innych czynności seksualnych względem niej” – czytamy w oświadczeniu. – „Jednocześnie nakreślam, że postępowanie przygotowawcze wykazało, że Grzegorza D. nie łączyły żadne relacje z pozostałymi oskarżonymi i obecnie obrona zbiera dowody na brak związku tego oskarżonego ze sprawą”.
Co na to wszystko prokuratura? – Sprawa jest obecnie już na etapie sądowym. Informacji dalszych nie będziemy udzielać. Sprawa zapewne będzie się toczyła z wyłączeniem jawności dlatego te informacje, które zostały podane oficjalnie to jest wszystko, co możemy powiedzieć. Sprawę wyjaśni sąd i to sąd wyda wyrok – mówi prok. Artur Grabowski.
O komentarz poprosiliśmy Marzenę Trąd, lekarza psychiatrę i seksuologa z Rzeszowa. – Dlaczego sprawy dotyczące wykorzystywania seksualnego dzieci zazwyczaj dopiero po latach trafiają do prokuratur? – Ofiara, kiedy jest dzieckiem milczy i czasami dopiero w życiu dorosłym, bądź jeżeli otrzymuje wsparcie i oparcie z zewnątrz – poczucie bezpieczeństwa w kimś spoza rodziny, ma odwagę o tym mówić – mówi nasz ekspert.
– Jakie dziecko najczęściej pada ofiarą tego typu przestępstw? – Na ofiarę wybierane jest zawsze najsłabsze ogniwo. Dziecko najbardziej podatne na zastraszanie, na sugestywność, takie, które nie ma wsparcia u rodziców, nie zaprotestuje, nie poskarży się. Dziecko, które daje gwarancję bezkarności…
Katarzyna Szczyrek



12 Responses to "Gehenna dziewczynki z Malawy"