Geniusz Eugeniusza

Mówi się, że kierowca cieszy się ze swego auta dwa razy: pierwszy, gdy go kupuje i drugi, gdy go sprzedaje. W tej sytuacji Eugeniusz Z. stanowi wyjątek, bo nie cieszył się, gdy kupił samochód, a ponieważ nigdy nie udało mu się go sprzedać, więc nie mógł się też cieszyć z tego drugiego powodu. Za pojazd, który nabył okazyjnie, zapłacił ok. 20 tysięcy złotych. Była to jednak wyjątkowo kiepska okazja, gdyż tuż po zakupie wyszło na jaw, że auto ma szereg defektów, w
tym pękniętą głowicę. Pechowy nabywca zaczął więc intensywnie myśleć, co zrobić z tym nieudanym zakupem. Najpierw usiłował sprzedać ten samochód, tuszując jego wady, ale zamiar się nie powiódł, gdyż potencjalni nabywcy byli bardziej ostrożni i dokładnie przeglądali oferowany egzemplarz.

Wtedy Eugeniusz przypomniał sobie o swym starym kumplu Krzysztofie S., który był mechanikiem samochodowym i miał warsztat w pobliskiej miejscowości. Pojechał do niego, opowiedział o swym pechu, kolega przeglądnął auto i stwierdził, że nadaje się tylko na złom, ewentualnie na części, bo nie wszystkie są zepsute.

„I to jest myśl” – pomyślał Eugeniusz i zapytał, ile mógłby odzyskać, gdyby samochód rozebrać, a części sprzedać. Kiedy usłyszał, że będą to raczej marne pieniądze, obudził się w nim geniusz, jak na Eugeniusza przystało i wymyślił oszukańczy plan, w który wplątał też kolegę mechanika.

– Ubezpieczę auto, po czym zgłoszę jego kradzież, a ty będziesz świadkiem. Powiesz, że akurat byłyś u mnie na kolacji, gdy ktoś buchnął mi to cacko sprzed domu – poinstruował kumpla Eugeniusz. – Oczywiście wcześniej dyskretnie odwieziemy samochód do twego warsztatu, tam go rozmontujesz na drobne kawałki, by prawie ślad po nim zaginął, ja zaś zgłoszę kradzież  memu ubezpieczycielowi i naciągnę go na odszkodowanie.

Ponoć początkowo Krzysztof S. nie chciał dać się w to wkręcić, ale ponieważ kolega obiecał mu niezłą dolę, więc w końcu wyraził zgodę i kolesie zadziałali  zgodnie z genialnym planem Eugeniusza. Kiedy już wydawało się, że wszystko poszło im jak z płatka, nagle policjanci zaczęli coś węszyć, jakby wyczuli, że sprawa jest śmierdząca.

Ponownie wezwali zatem obu mężczyzn i im dłużej ich przes3uchiwali, tym ci coraz bardziej
plątali się w zeznaniach, aż wreszcie Krzysztof pękł i wszystko wyśpiewał.

Każdemu sprawcy, który znalazłby się w podobnej sytuacji, łeb by pękał ze strachu przed karą. I teraz, z tego samego powodu, im też pewnie pękają głowice.

JAN M.

Leave a Reply

Your email address will not be published.