
Gimnazjaliści biją, dręczą i wykorzystują swoich kolegów i koleżanki. Czy ktoś jest w stanie zapanować nad falą przemocy, przetaczającej się przez szkoły.
– Moja córka ma nerwicę lękową – opowiada Dorota (36 l.) z Podkarpacia. – 14-letnia dziewczyna moczy się w nocy! Jest pod opieką psychologa, ale ten nie ukrywa, że terapia jeszcze potrwa, a skutki tego co przeszła Dominika nie są łatwo usuwalne – wzdycha matka. – Co się stało? Nic! Po prostu moja córka poszła do gimnazjum – wyjaśnia.
Twórcy reformy szkolnictwa, wskutek której powstały gimnazja, podkreślali, że taki model szkoły “przedśredniej” będzie lepszy niż 8-letnia podstawówka. – Młodzież ma inne zainteresowania i mentalność niż dzieci – tłumaczyli. – Inaczej się ją uczy i wychowuje, więc lepiej będzie oddzielić ją od dzieci i pracować z nią osobno – dodawali. Po latach doświadczenia z gimnazjami okazuje się jednak, że taka teoria była błędna. Tak wynika w każdym razie z uczniowskich doświadczeń i … policyjnych statystyk.
Baliśmy się starszych
– Podstawówkę wspominam dobrze, ale gimnazjum to był koszmar – opowiada Bartek (21 l.), dziś student jednej z rzeszowskich uczelni. – Miałem 13lat, byłem wystraszony i czułem się obco w nowej klasie, wśród ludzi, z których znałem tylko jedną koleżankę z podstawówki – opowiada chłopak. – Koledzy ze starszych klas? Baliśmy się ich – wyznaje. – Dobrze było jeśli nas ignorowali, a nie “tępili” – wyjaśnia Bartek. – 13-latek to dla 16-latka taki kolega, jak dla mnie przedszkolak – dodaje student.
Szok “na dzień dobry”
Dominika (14 l.) o swoich “doświadczeniach” z gimnazjum opowiada z trudem. Teraz uczy się już w innym, ale nadal nie umie zapomnieć o tym, co działo się w jej poprzedniej szkole. – Nikogo tam nie znałam – opowiada dziewczyna. – W wakacje przeprowadziliśmy się z rodzicami i bratem na inne osiedle – wspomina. – Poszłam do tutejszego gimnazjum, bo blisko miałam i poziom był w porządku, tak wynikało z rankingu szkół – wyjaśnia Dominika. 13-letnia wówczas dziewczynka przeżyła szok na “dzień dobry”. – U mnie w podstawówce było trochę “ananasów” , ale tam to było coś niesamowitego – opowiada gimnazjalistka. – Dziewczyny w pełnym makijażu, wulgarne i agresywne, a chłopcy szkoda gadać – dodaje. – Papierosy na przerwie, a nawet alkohol to była norma – wspomina Dominika. – Nauczyciele? Albo byli ślepi, albo udawali takich – wnioskuje 14-latka.
Wymuszanie, bicie i obmacywanie
Spokojna dziewczyna od razu podpadła gimnazjalnym “wodzom” płci obojga. – Musiałam im dawać pieniądze, bo inaczej dokuczali mi, albo i uderzyli – nakreśla koszmar dziewczyna. – Jeden z chłopców mówił na mnie “moja d..a” i regularnie obmacywał – Dominika odwraca wzrok. – Nie chcę już o tym opowiadać – mówi wreszcie.
Matka Dominiki początkowo uważała, że córka zwyczajnie trudno aklimatyzuje się w nowym środowisku. Poważnie zaniepokoiła się, gdy córka z wzorowej w podstawówce uczennicy stała się bardzo słabą, wkrótce też zaczęła wagarować. – Myślałam, że wpadła w złe towarzystwo – wyznaje Grażyna. Gdyby nie dziewczyna syna, 36-latka nigdy pewnie nie wpadłaby na to, że córka jest w szkole zwyczajnie dręczona. – Dopiero sympatia syna, maturzystka wówczas uświadomiła mi, co się dzieje w gimnazjach – przyznaje Grażyna.
Z zazdrości, za miejsce zamieszkania, za “twarz”
A dzieje się źle, czasami nawet bardzo źle. Ostatnio przemyska policja zatrzymała dwie 14-latki, uczennice jednego z miejskich gimnazjów. Dziewczyny od stycznia tego roku dręczyły swe koleżanki grożąc im pobiciem, a nawet śmiercią! Za co? Niby za znajomość z kimś nielubianym, albo za rozmowę z chłopakiem agresorki. – Aktów przemocy w gimnazjach dopuszczają się zarówno chłopcy, jak i dziewczęta – mówi mł. asp. Bogusława Sebastianka, rzeczniczka prasowa przemyskiej KMP. – Dziewczęta zastraszają, dręczą i grożą z zazdrości o chłopaka, albo urodę, podają też wyimaginowane powody swego zachowania typu znajomość ofiary z kimś nielubianym – wyjaśnia B. Sebastianka. – Gruntem dla aktów dziewczęcej agresji bywa też “patriotyzm lokalny” – dodaje policjantka. – Dziewczyny dokuczają koleżankom z wiosek, a także innych osiedli – tłumaczy. Z chłopcami bywa nieco inaczej. – Albo usiłują siłą zdobyć dominujące miejsce w grupie i zaimponować innym, albo chcą zdominować resztę – mówi rzeczniczka KMP. – Widać u nich także silny wpływ środowisk pseudokibiców i wzorowanie się na nich na zasadzie: nie jesteś z nami, jesteś przeciw nam. Dotyczy to zarówno kibicowania danej drużynie piłkarskiej, jak i miejsca zamieszkania – precyzuje dodając, że wymuszeń od innych pieniędzy dopuszczają się gimnazjaliści obu płci.
Nauczyciele: – Robimy co się da
Dyrektorzy gimnazjów i nauczyciele robią co mogą, by do takich sytuacji w szkołach nie dochodziło, ale przyznają, że praca z gimnazjalistami jest niełatwa. – Nasza szkołą nie jest duża, więc mamy kontrolę nad uczniami – mówi Bogusława Fijałkowska, dyrektorka Gimnazjum nr 2 w Przemyślu. – Na każdej przerwie na korytarzach dyżurują nauczyciele, mamy też monitoring – tłumaczy. Mimo to wszystkich negatywnych zjawisk nie da się wyeliminować. – Kilkunastu uczniów pali papierosy. Robi to poza terenem szkoły, ale w jej pobliżu – wyjaśnia dyrektorka. – Nasza szkoła jest w centrum miasta i ludzie to widzą, a potem źle kojarzą nasze gimnazjum – stwierdza smutno. – Tymczasem problem dotyczy większości, jeśli nie wszystkich szkół tego szczebla edukacji – dodaje.
Mogą tylko rozmawiać z uczniem, albo jego rodzicami
Co można zrobić? W zasadzie – nic! Dyrektor, czy nauczyciele nie mają prawa zatrzymać ucznia w budynku szkoły, jeśli chce na przerwie wyjść. Gdy wyjdzie poza szkolny teren teoretycznie reagować powinna straż miejska, ale zwykle przymyka oczy na grupki nastolatków palących papierosy i rzucających do siebie mięsem. Pozostaje rozmowa nauczyciela, psychologa, czy pedagoga szkolnego z rodzicami gimnazjalisty. Rzadko jednak coś daje. – Gimnazjalista to najtrudniejszy wiek – uważa dyrektor Fijałkowska, która uczy od ponad 30 lat. – W dodatku pojawia się teraz coraz częściej problem tzw. “eurosieroctwa” . Rodzice wyjeżdżają do pracy za granicą i zastawiają dzieci pod opieką dziadków, albo innych krewnych, starszego rodzeństwa – wylicza. Bywa też tak, że sami rodzice nie radzą sobie z dzieckiem i przyznają się do tego. – Są takie sytuacje, że rodzic mówi, iż nie ma już wpływu na dziecko, że to ono dyktuje mu warunki, ustala zasady – przyznaje B. Fijałkowska. Obserwować, nie bagatelizować i nie bać się reagować
Ucznia do 18 roku życia nie można wyrzucić ze szkoły. Ma prawo się uczyć, nawet jeśli ta “nauka” ogranicza się do rozrabiania w szkole i wagarowania. Wydaje się więc, że sytuacja jest patowa. Ale niekoniecznie. Najważniejsze jest, by reagować na wszelkie akty przemocy. Gimnazjaliści, nie bójcie się powiedzieć o tym, że wasi szkolni koledzy dręczą was, albo wymuszają pieniądze. Nauczyciele, bacznie obserwujcie swoich uczniów i ich relacje z rówieśnikami. Rodzice, nie bagatelizujcie sygnałów waszych dzieci.
Monika Kamińska



9 Responses to "Gimnazjalna dżungla"