
II LIGA. STAL MIELEC – ZNICZ PRUSZKÓW. Obrońcy gospodarzy znów rozdawali prezenty rywalom. Ostatni raz w 90 minucie.
Mielczanie powinni zacząć rundę wiosenną od kompletu punktów – byliby dziś na czwartym miejscu w tabeli. Przez dekoncentrację i koszmarne błędy w obronie tak się jednak nie stało.
Takiego otwarcia biało-niebiescy jeszcze nie notowali. 3-3 z Puszczą w Niepołomicach i 3-3 ze Zniczem na własnym boisku. Jeden i drugi mecz kończyli w dziesiątkę, z powodu czerwonych kartek pokazanych bramkarzowi Tomaszowi Liberze i pomocnikowi Adrianowi Ślęzakowi. Towarzyszyły temu wściekłość i rozczarowanie, bo rywale wyrównywali w ostatnich minutach. Sporo było też pretensji do sędziów. W Niepołomicach uzasadnionych, w sobotę w Mielcu – raczej nie.
Kto kogo pilnuje?
Gospodarze powinni złożyć samokrytykę. Ich przeciwnicy potwierdzili przynależność do czołówki, ale bez wyraźnej pomocy Stali nie zdobyliby trzech bramek. Nie jednej, a wszystkich trzech. I na tym właśnie polega mielecki dramat. Zaczęło się od dośrodkowania z rogu i braku komunikacji przy pilnowaniu Artura Januszewskiego, który głową skierował piłkę do siatki. A przecież nie od dziś wiadomo, że Znicz to przede wszystkim stałe fragmenty. To był pierwszy i ostatni groźny strzał gości w pierwszej połowie. Krótko po rozpoczęciu drugiej Mateusz Załucki postanowił się zabawić we własnym polu karnym z Danielem Nawrockim. Klasycy o takich zagraniach mówią krótko: boiskowy kryminał. Pomocnik Znicza, rzecz jasna, z prezentu skorzystał i miejscowi znów musieli myśleć o odrabianiu strat. Okazali się szalenie konkretni i gdy wydawało się, że kontrolują spotkanie, drugą żółtą kartkę otrzymał Adrian Ślęzak. Debiutujący przed mielecką publicznością pomocnik spędził na boisku całe 20 minut. Pruszkowianie poczuli krew, postawili wszystko na jedną kartę i dopięli swego. Maciej Górski owszem, przymierzył efektownie, ale pytanie brzmi: kto pozwolił na to, by najgroźniejszy piłkarz Znicza miał w polu karnym Stali aż tyle swobody?
Perełki na otarcie łez
Gospodarze dołożyli do swojego dorobku zaledwie punkt. Niedosyt tym większy, że to oni stworzyli więcej okazji, a bramki jakie zdobywali, zdarzają się na polskich boiskach od wielkiego święta. Jakub Żubrowski kropnął pod poprzeczkę, Bartosz Nowak zdjął pajęczynę z „okienka”. Obaj uderzali nienagannie technicznie, z ponad 20 metrów. Dla jednego i drugiego były to premierowe trafienia w tym sezonie. Przy perełkach rodem z Ligi Mistrzów bramka na 3-2 Mateusza Cholewiaka była nieprzyzwoicie pospolita, ale mało brakło, żeby i skrzydłowy Stali powalczył o nagrodę dla najładniejszego gola rundy. Jeszcze przed przerwą dwukrotnie „odpalił” petardę, lecz futbolówka mijała cel o kilkadziesiąt centymetrów. O pechu może mówić natomiast harujący za trzech Sebastian Łętocha, który obił poprzeczkę.
STAL Mielec 3
ZNICZ Pruszków 3
(1-1)
0-1 Januszewski (7.), 1-1 Żubrowski (11.), 1-2 Nawrocki (52.), 2-2 Nowak (56.), 3-2 Cholewiak (66.), 3-3 Górski (90.)
STAL: Daniel – Sulewski, Załucki, Duda, Getinger, Domański (77. Prejs), Głaz, Żubrowski (64. Ślęzak), Nowak (86. Nikanowycz), Cholewiak – Łętocha.
ZNICZ: Bigajski – Kucharski (73. Rackiewicz), Jędrych, Niewulis, Pielak, Żurek, Tomczyk (79. Barzyc), Januszewski (62. Dobosz), Nawrocki (65. Kraska), Banaszewski – Górski.
Sędziował: Konrad Kiełczewski (Białystok). Żółte kartki: Żubrowski, Ślęzak, Łętocha – Niewulis, Pielak. Czerwona kartka: Ślęzak (86., druga żółta). Widzów: 3000.
Tomasz Szeliga
[print_gllr id=143822]


