
BIESZCZADY. Wracający z akcji na Połoninie Wetlińskiej ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR na pokonanie 14-kilometrowego odcinka z Przełęczy Wyżnej do Ustrzyk Górnych potrzebowali aż godziny. Wszystko przez zaparkowane wzdłuż drogi samochody, które blokowały przejazd.
W ostatni weekend Bieszczady przeżyły prawdziwe turystyczne oblężenie. Tysiące turystów skorzystały z pięknej słonecznej pogody i wybrało południe polski na odpoczynek. I nie ma się co dziwić, bo Bieszczady jesienią są wyjątkowo piękne.
Spora liczba turystów przełożyła się na liczbę akcji Bieszczadzkiej Grupy GOPR, która w miniony weekend interweniowała w górach 10 razy. – W większości przypadków były to urazy kończyn dolnych – zwichnięcia, skręcenia, złamania. Dwukrotnie braliśmy też w poszukiwaniach turystów, którzy zabłądzili na szlakach – relacjonuje Paweł Szopa, ratownik Bieszczadzkiej Grupy GOPR. W jednym przypadku potrzebna była pomoc śmigłowca Lotniczego Pogotowia Ratunkowego. Mężczyzna, który wyszedł na grzyby, źle się poczuł, a że znajdował się w trudno dostępnym terenie, trzeba go było ewakuować do szpitala.
14 km w godzinę
Tym razem jednak to nie interwencje sprawiły GOPR-owcom najwięcej problemów, a przemieszczanie się, a dokładnie samochody zaparkowane wzdłuż jezdni, utrudniające, bądź całkowicie uniemożliwiające przejazd. W niedzielę po akcji na Połoninie Wetlińskiej ratownicy potrzebowali aż godziny, aby pokonać 14-kilometrowy odcinek dzielący Przełęcz Wyżną i Ustrzyki Górne.
– Wszystko przez nieudolnych kierowców, parkujących swoje samochody w miejscach utrudniających ruch na drodze – skomentowali sytuację ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR na swoim profilu na Facebook’u.
– Ludzie, do kogo będziecie mieć pretensje, kiedy wyjedziemy do zgłoszenia walcząc z czasem, gdy każda minuta będzie na wagę złota, nie pomogą syreny i niebieskie światła i przyjedziemy za późno?! Prosimy Was o odrobinę rozsądku i wyobraźni – zaapelowali ratownicy Bieszczadzkiej Grupy GOPR i apelują o rozwagę.
Cenne minuty
Tym razem akcja ratownicza zakończyła się szczęśliwie. Turyście, który wezwał GOPR-owców na pomoc odnowiła się kontuzja nogi, jego stan nie był groźny dla zdrowia i życia. – Strach pomyśleć, jak by się skończyło, gdyby ta osoba wymagała natychmiastowej i fachowej pomocy lekarzy. Są przypadki, kiedy liczy się każda minuta, musimy mieć możliwość szybkiego dojazdu na miejsce zdarzenia i przetransportowania poszkodowanego do szpitala. Takie zachowanie kierowców, którzy blokują przejazd, jest skrajnie nieodpowiedzialne i może skończyć się tragedią – zwraca uwagę Paweł Szopa.
Ratownicy apelują do kierowców, aby tak parkowali swoje samochody, aby nie blokować drogi lub w miarę możliwości wybierać inne, mniej uczęszczane destynacje. – Turyści wychodzą z założenia, że skoro przyjechali w Bieszczady i za cel obrali sobie Połoninę Wetlińską lub Tarnicę, to za wszelką cenę muszą tam wejść, a to nie powinno tak wyglądać. Przyjeżdżam, widzę, że nie ma gdzie postawić samochodu, więc jadę w inne miejsce, a nie siłę parkuję samochód na każdym możliwym skrawku pobocza, czy drogi. Takie beztroskie zachowanie kierowców przeraża i może mieć tragiczne konsekwencje. Ktoś, kto idzie w góry nie idzie tam na pięć minut, tylko na parę godzin. Przez ten czas blokuje drogę. W skrajnym przypadku osoby, która potrzebuje natychmiastowej pomocy nie mielibyśmy możliwości dojechania z poszkodowanym do szpitala. Apelujemy zatem do kierowców o więcej wyobraźni i odpowiedzialne zachowanie – kończy Paweł Szopa.
Aktualnie warunki turystyczne w Bieszczadach są bardzo dobre, jest ciepło, sucho, widoczność jest bardzo dobra.
Martyna Sokołowska



One Response to "GOPR-owcy w akcji, droga zablokowana. „To się może skończyć tragedią”"