
PIŁKA NOŻNA. W sobotę podkarpackie drużyny rozpoczną przygodę w Pucharze Polski. U przeciwników roi się od znanych nazwisk – na boisku i na ławce.
– Niepołomice to wyjątkowe miejsce na mapie. To coś więcej niż schludna sypialnia Krakowa. Tamtejszy klub piłkarski doskonale ilustruje, jakie warunki panują w tej zamożnej gminie – podkreślają krakowscy dziennikarze. Drugoligowa Puszcza będzie w sobotę rywalem Resovii.
Sensacyjne rozstrzygnięcia to znak rozpoznawczy Pucharu Polski, zwanego pieszczotliwie pucharem dla maluczkich. Trzydzieści lat temu do 1/16 finału wdarła się Jadowniczanka Jadowniki, w 1992 roku po trofeum sięgnęła II-ligowa Miedź Legnica, a w stanie wojennym III-ligowa Lechia Gdańsk. Późniejsze mecze biało-zielonych ze słynnym Juventusem Turyn przeszły do legendy – zakamuflowany Lech Wałęsa na trybunach, 40 tysięcy ludzi skandujących „Solidarność, solidarność!”.
Podkarpackie kluby też mają się czym poszczycić. Drugoligowa Stal Rzeszów zdobyła Puchar w 1975 roku, a 31 lat później Stal Sanok awansowała do 1/8 finału, wyrzucając za burtę mistrza kraju Legię Warszawa. Jakiś czas potem los znów zetknął oba kluby, tym razem w ćwierćfinale. Legioniści już się jednak nie potknęli.
Już nie szastają kasą
Resovia nie ma tak bogatych pucharowych tradycji jak Stale z Rzeszowa, Sanoka czy Stalowej Woli. Największy sukces osiągnęła dawno temu, w 1981 roku, docierając do półfinału. Tam uległa Pogoni Szczecin. W klubie zdają sobie jednak sprawę, że to dzięki PP można się zareklamować tak skutecznie jak uczynili to w poprzedniej edycji Błękitni Stargard Szczeciński. „Pasiaki” po 6 latach wracają do rundy wstępnej, a jeśli uporają się z Puszczą, w I rundzie zmierzą się z Borutą Zgierz, zespołem złożonym z samych wychowanków. To może nie jest autostrada do 1/16 finału, gdzie można trafić już na zespoły z ekstraklasy, ale droga szybkiego ruchu na pewno.
Pytanie, jak do pucharów podejdą w Niepołomicach, gdzie przed sezonem zatrudniono zawodników, którym piłka nie przeszkadza. Są to m.in. Michał Czarny ze Stali Stalowa Wola, Mateusz Broź z Widzewa Łódź i Damian Furczyk z Nadwiślana Góra. – Piłkarze Puszczy nie będą umierać na boisku Resovii. To nie oznacza, iż sobotnie spotkanie odpuszczą, ale nie ma co ukrywać, że najważniejsza dla nich jest liga – przekonuje Tomasz Bochenek z Dziennika Polskiego.
Niepołomice szczycą się Zamkiem Królewskim zbudowanym z rozkazu Kazimierza Wielkiego, prężnie działającą specjalną strefą ekonomiczną i wymuskanym, kameralnym stadionem. Na Podkarpaciu krążą legendy o zarobkach piłkarzy Puszczy, ale krakowski dziennikarz zapewnia, iż kominy płacowe już się nie zdarzają. – Dziś 3 tysiące zł to w Puszczy dobry pieniądz. Klub nie oferuje kokosów, lecz płaci na czas, a to jest najistotniejsze. Jedno się nie zmieniło: piłkarze pozostają oczkiem w głowie burmistrza Romana Ptaka, notabene byłego gracza Puszczy. W klubie nic się nie dzieje bez jego zgody – tłumaczy Bochenek.
Najpierw kopalnia, potem mecz
– Mecz 60-lecia – tak pojedynek z Siarką reklamują w Chełmie. Zespół Artura Bożyka już sprawił nie lada niespodziankę, pokonując w wojewódzkim finale Motor Lublin. – Gorzej, że straciliśmy kręgosłup drużyny – martwi się szkoleniowiec III-ligowca, komentując odejście Rafała Kycki (JKS Jarosław), Łukasza Młynarskiego (wyjechał za granicę), a nade wszystko Mateusza Olszaka (Wisła Puławy).
Z niżej notowanym rywalem zmierzy się również Stal Stalowa Wola. Drużyna Jaromira Wieprzęcia zamelduje się w zamieszkałej przez 30 tysięcy ludzi Halembie, dzielnicy Rudy Śląskiej. To tam siedzibę ma III-ligowy Grunwald, który trzeci raz w swojej historii wygrał Puchar Polski na Górnym Śląsku. A historię przeciwnik „Stalówki” ma bogatą – klub powstał w 1920 roku, po decyzji Polskiego Komisariatu Plebiscytowego. Nazywał się Gwiazda, ale w gomułkowskiej Polsce przemianowany został na Grunwald. Jego piłkarze pracują po 8 godzin pod ziemią w kopalni węgla kamiennego Halemba-Wirek, a dopiero potem udają się na trening.
– To trener z ogromnym doświadczeniem. Pracował w wielu klubach, bardzo często w takich, w których musiał bronić się przed spadkiem, zmagać z trudną sytuacją. Potrafi też pracować z młodymi zawodnikami. Ponadto liczymy na jego optymizm życiowy – komu taką laurkę wystawił prezes Rozwoju Zbigniew Waśkiewicz? Oczywiście Markowi Motyce, który przejął zespół Rozwoju po Marku Koniarku. Motyka prowadził m.in. Górnika Zabrze, Koronę Kielce i Polonię Warszawa. Wiele lat temu, na zapleczu ekstraklasy, podkarpackie Tłoki Gorzyce, ale i tak najbardziej znany jest z szarańczy. Kto nie wie, co to takiego, nie może się uważać za prawdziwego kibica.
Katowiczanie w sobotę przybędą do Mielca. Niewykluczone, iż ze swoim dyrektorem sportowym Kamilem Kosowskim. Były gwiazdor Wisły Kraków jest personą bardziej rozpoznawalną od większości piłkarzy.
Rozwój nie jest zamożnym klubem, co widać na przykładzie transferów. Beniaminka I ligi czeka ciężka walka o utrzymanie, więc i w tym wypadku Puchar Polski nie jest traktowany priorytetowo.
Tomasz Szeliga


