Gorzki smak cukru

W pojedynku dwóch najlepszych drużyn I ligi nie było straconych piłek. Szkoda tylko, że po końcowej syrenie więcej powodów do radości mieli goście z Torunia. Fot. Marcin Jeżowski
W pojedynku dwóch najlepszych drużyn I ligi nie było straconych piłek. Szkoda tylko, że po końcowej syrenie więcej powodów do radości mieli goście z Torunia. Fot. Marcin Jeżowski

I LIGA MĘŻCZYZN. Krośnieńscy koszykarze wiceliderem na półmetku fazy zasadniczej.

To był bez wątpienia najlepszy mecz, jaki w tym sezonie obejrzeli kibice w hali przy ul. Bursaki. Nic dziwnego, bowiem naprzeciwko siebie stanęły dwie najlepsze drużyny I ligi. Do pełni szczęścia zabrakło tylko zwycięstwa gospodarzy, chociaż po pierwszej połowie wydawało się, że mają je już w kieszeni.

Krośnianie w pierwszej połowie, a zwłaszcza w inauguracyjnej kwarcie grali jak w transie. Nie do zatrzymania był przede wszystkim kapitan drużyny, Dariusz Oczkowicz, który do przerwy zapisał na swoim koncie już 18 punktów, mając 100-procentową skuteczność w rzutach za 3 punkty (4/4).

Goście nie mogli znaleźć skutecznego sposobu na szybko i skutecznie grających gospodarzy, a ci trafiali niemal z każdej pozycji. Efektem było aż 13-punktowe prowadzenie po 20 minutach, a przy odrobinie szczęścia mogło być jeszcze wyższe (w 16 min. MOSiR prowadził 36:20). Było jednak jasne, że miejscowi tak dobrze nie są w stanie zagrać całego mecz. Nikt chyba nie spodziewał się jednak tego, że po przerwie zagrają… tak źle.

– Nie wiem, co się stało. Dziś zawodnicy, którzy normalnie punktują, zagrali bardzo słabo. Jak się nie trafia do kosza, to ciężko wygrać mecz z takim zespołem, jak Toruń. Z czasem doświadczenie torunian dało znać o sobie – w tym trener Dusan Radović upatrywał przyczyn porażki, już drugiej z rzędu swojego zespołu.

Jeden Oczkowicz to za mało
W II połowie Polski Cukier pokazał, że jest klasowym zespołem. Nie załamał się niepowodzeniami z pierwszej połowy i mozolnie zaczął odrabiać straty. Pomocną dłoń wyciągnęli do rywala także gospodarze, którzy w niczym nie przypominali drużyny sprzed przerwy. Oczkowicz zatracił gdzieś swoją skuteczność, a w szeregach MOSiR-u na próżno było szukać zawodnika, który weźmie na siebie ciężar zdobywania punktów. Marcin Salamonik nie mógł odnaleźć się pod koszem rywala, a największym rozczarowaniem była postawa Grzegorza Grochowskiego i Wojciecha Pisarczyka. Ten ostatni, będący najskuteczniejszym graczem MOSiR-u w tym sezonie, swój pierwszy, a zarazem jedyny punkt w sobotnim meczu zdobył dopiero… na początku IV kwarty.

Skuteczny pościg gości
Goście dopięli swego na niespełna 5 minut przed końcem spotkania (56:56), a w 38. min po raz pierwszy wyszli na prowadzenie (61:63), którego już nie oddali. W ostatnich sekundach krośnianie zupełnie się pogubili i stracili głowę. Najpierw Oczkowicz zamiast rozgrywać dłużej akcję, w ekwilibrystyczny sposób, rzutem spod kosza próbował zdobyć punkty (spudłował), a później miejscowy musieli się już ratować rzutami rozpaczy z dystansu. Trzy takie próby (raz Salamonik i dwa razy Oczkowicz) nie znalazły jednak drogi do kosza i to goście chwilę później mogli odtańczyć na krośnieńskim parkiecie taniec radości.

– Nie zdradzę, co powiedziałem w przerwie, bo nie było to parlamentarne (śmiech). W pierwszej połowie nas nie było, wyglądało to tak, jakbyśmy przyjechali dopiero na II połowę. Przed przerwą zabrakło zbiórek z naszej strony i Krosno, jeśli już nie trafiło, to mogło ponawiać akcje. Oczekiwałem od zespołu, że na II połowę wyjdzie drużyna, którą ja znam, wyjdą mężczyźni, a nie bohaterowie opowieści wigilijnych, którzy myślami są już przy stole. Po przerwie pokazali to, czego od nic oczekiwałem – mówił po meczu szkoleniowiec PC Siden Toruń, Grzegorz Sowiński.

MOSiR Krosno      61
PC SIDEN Toruń 65
(20:10, 20:17, 13:19, 8:19)

KROSNO: Grochowski 2, Oczkowicz 24 (4×3), Malczyk 7 (1×3), Pisarczyk 1, Salamonik 8 (2×3) oraz Adamczewski 3 (1×3), Fraś 10, Bogdanowicz 2, Wyka 4, Musijowski 0

TORUŃ: Śmigielski 6, Jarecki 5, Żytko 5 (1×3), Lisewski 6, Perka 10 (2×3) oraz Wilczek 8 (1×3), Plebanek 0, Barycz 2, Bochno 23 (4×3).

Sędziowali: A. Wierzman, M. Guzik, M. Sosin. Widzów 1600.

Marcin Jeżowski

Leave a Reply

Your email address will not be published.