Gospodarze mistrzostw nie polubili siatkówki

SIATKÓWKA. MISTRZOSTWA EUROPY. Powierzenie organizacji kontynentalnego czempionatu krajom nie mających siatkarskich tradycji, było błędem.

Zakończone w niedzielę w Wiedniu mistrzostwa Europy, pierwsza faza rozgrywana była również w Czechach, przejdą do historii ze względu na niesamowitą postawę reprezentacji Serbii, nowy system rozgrywek i… brak zainteresowania ze strony miejscowych kibiców.

– Podejrzewam, że nawet gdybyśmy zdobyli złoty medal to i tak  za wiele w naszym kraju by się nie zmieniło – mówił czeski przyjmujący Jiri Popelka i dodaje. – Hokeja w Czechach nic nie przebije, a przecież jest jeszcze piłka nożna, koszykówka czy piłka ręczna. Mieliśmy swoją szansę zaistnienia w tym turnieju i walki o medale, ale jej nie wykorzystaliśmy. Do dziś zachodzimy w głowę jak można było przegrać baraż o ćwierćfinał z Polską (Czechy prowadziły w III partii 20:14, przy remisie 1-1 w setach – przyp. red.). U naszych południowych sąsiadów warunki oglądania meczów siatkarskich było komfortowe, choć spotkania rozgrywane były w halach, które na co dzień służą hokeistom. Niska temperatura dawała się odczuć jedynie zawodnikom oraz siedzącym w niższych rzędach fanom. Zresztą nikt na warunki nie miał prawa narzekać, a kibice bawili się bardzo dobrze. O wszelkie pozasportowe atrakcje zadbali organizatorzy. Oczywiście nie brakowało na hali piwa. – Kibice siatkarscy zdecydowanie się różnią od fanów hokeja. Ci drudzy lubią nasz złocisty trunek i bywają mecze, że musimy w trybie natychmiastowym dowozić nowe beczki do hali. Podczas tych trzech dni sprzedaliśmy piwa (w przeliczeniu na złotówki jedno kosztowało około 6 zł) tyle co na jednym atrakcyjnym meczu Extraligi hokeja – mówi jeden z pracowników O2 Areny (na tym obiekcie regularnie mecze rozgrywa Slavia, a na meczach derbowych z Spartą często jest ponad 15 tys. widzów ). Siatkówka takich tłumów do hali nie przyciągnęła, ale regularnie na meczach bywało po 4-6 tys widzów. Zresztą czeskie gazety też niewiele poświęcały miejsca ME. W 18 stronicowym dzienniku Sport (odpowiednik polskiego Przeglądu Sportowego) 80 procent zajmował hokej i piłka nożna, a zmagania siatkarzy opisywane były na jeden stronie.

Polacy ratowali frekwencje
Najwięcej polskich fanów zawitało do Pragi gdzie w I fazie turnieju biało-czerwoni rozgrywali mecze w O2 Arenie. Obiekt, który powstał w 2004 roku może pomieścić 17 tysięcy widzów, zapełniał się w połowie z czego 90 procent stanowili kibice z Polski. W Karlowych Warach mecze rozgrywane były już w środku tygodnia i fanów w biało-czerwonych szalikach było już bardzo mało (około 80). W KV Arenie na największe wsparcie mogli liczyć… Rosjanie, którzy regularnie odwiedzają kurort w Karlowych Warach. Miejscowe niewielkie lotnisko najwięcej lotów obsługuje właśnie z Moskwy i Sankt Petersburga, a w dzielnicy uzdrowiskowej jest mnóstwo ekskluzywnych hoteli (w Grand Hotelu kręcono kiedyś jedna z części przygód Bonda), sklepów czy restauracji gdzie urzędowym językiem oprócz czeskiego jest właśnie rosyjski. Mecze reprezentacji Czech w I fazie ME w KV Arenie (pojemności 7 tys) oglądało średnio po 5 tys. widzów i wydawało się, że pojedynek z Polską o być albo nie być w turnieju zgromadzi komplet publiczności. – Nie wiem czym to jest spowodowane, że hala nie wypełniła się po brzegi – mówił były zawodnik ZAKS-y i PGE Skry, Jakub Novotny, który podczas ME występował w roli eksperta w czeskiej TV. – W tym regionie nie ma wielkie tradycji siatkówki, wiem dobrze bo pochodzę w pobliskiego Skolova. Tutaj zawsze liczył się tylko hokej, zresztą jak w całym naszym kraju. Po mistrzowskim tytule miejscowego zespołu HC Energie postanowiono wybudować nowy obiekt, który powstał w niespełna dwa lata. Jest to mocno zastanawiające, że na tak arcyważny mecz naszej reprezentacji przyszło nieco ponad 4 tys widzów – mówi Novotny.

Serbowie mieli wsparcie
Frekwencja z czeskich hal i tak w porównaniu z liczbą kibiców z obiektów w Innsbrucku i Wiedniu w I fazie była bardzo dobrym wynikiem. W Austrii największym zainteresowaniem o dziwo cieszyły się mecze miejscowej reprezentacji, który z wszystkich zespołów w ME była najniżej notowana w rankingu. Sporo kibiców oglądało mecze z udziałem Serbii. – Liczyliśmy  na duże wsparcie naszych kibiców, choćby z tego powodu, że w Wiedniu mieszka najwięcej naszych rodaków, którzy wyemigrowali z kraju po rozpadzie Jugosławii. W bezpośredniej walce o medale czuliśmy się jak w domu – mówi trener Serbii, Igor Kolaković. Mimo drogich biletów (najtańszy 33 euro) w Wiedniu biało-czerwonych wspierało około 4 tys polskich kibiców.

Teraz zagrają u nas
Za dwa lata ME organizować będzie Polska i Dania (awans mają już zapewniony Polska i Dania oraz Serbia, Włochy, Rosja, Słowacja i Bułgaria). W Gdańsku oraz Gdynii odbywać się będą spotkania fazy play-off aż do półfinałów. Pod uwagę brany jest jeszcze Szczecin, jeśli powstanie tam odpowiednia hala, która ma być zbudowana w ciągu 30 miesięcy. Natomiast w Kopenhadze odbywać się będzie już walka o medale. System rozgrywek będzie taki sam jak na tegorocznych ME. Utworzone zostaną cztery grupy posiadające po cztery zespoły każdy. Zwycięska drużyna z każdej grupy bezpośrednio awansuje do ćwierćfinałów. Natomiast drużyny zajmujące drugie oraz trzecie miejsce walczyć będą w barażach o awans do ćwierćfinałów. Rywalizacja systemem pucharowym zacznie się, gdy zostanie osiem drużyn. – Ten system wywołał teraz nieco kontrowersji i najprawdopodobniej o parach ćwierćfinałowych zadecyduje losowanie, żeby uniknąć kombinacji z wybieraniem sobie teoretycznie łatwiejsze drogi i rywali – mówi prezes PZPS, Mirosław Przedpełski, który w Wiedniu podczas obrad Europejskiej Konfederacji Siatkówki (CEV) wybrany został jednym z ośmiu wiceprezesów.

Rafał Myśliwiec

2 Responses to "Gospodarze mistrzostw nie polubili siatkówki"

Leave a Reply

Your email address will not be published.