
FORTUNA I LIGA. 7-milionowy budżet, otrzaskani w bojach piłkarze, stadion wypełniony kibicami – PGE Stal Mielec chce wreszcie wyważyć drzwi z napisem: ekstraklasa.
– Nie chcę stawiać sprawy na ostrzu noża. Nie rozmawiajmy w kategoriach: awans albo śmierć. Posiadamy kilka wariantów na wypadek niepowodzenia, klub na pewno sobie poradzi, lecz nie oszukujmy się: wszystkie działania podporządkowane są walce o ekstraklasę – mówi przed startem nowego sezonu Jacek Orłowski, prezes PGE Stali.
Sternik mieleckiego klubu nie może odżałować straconej szansy w poprzednim sezonie. Biało-niebiescy uzbierali więcej punktów niż Miedź Legnica, która rok wcześniej dostała się do ekstraklasy z 1. miejsca. W ostatnich piętnastu latach 64 punkty pozwoliły 12 razy awansować do elity, ale stalowcy mieli pecha. Trafili na kapitalnie usposobionych rywali, więc ostatecznie korki od szampanów wystrzeliły w Częstochowie i Łodzi. – Szkoda, że tak to się potoczyło. Z drugiej strony, tamten sezon wiele nas nauczył. Żartujemy, iż co rok jesteśmy mądrzejsi o rok – uśmiecha się Jacek Orłowski. I zapewnia, że popełnianych błędów jest coraz mniej, a przy Solskiego wszyscy ciągną wózek w jedną stronę.
Poprzedni sezon pozostawił niedosyt, lecz najważniejsze, iż sponsorzy dostrzegli w drużynie potencjał, nie zniechęcili się i raz jeszcze postanowili zaufać Orłowskiemu i jego ludziom. Budżet PGE Stali sukcesywnie rośnie. W poprzednim sezonie kształtował się na poziomie 5,5 mln zł, teraz wynosi trochę więcej, niż 7 mln zł. Całkiem sporo jak na 60-tysięczne miasto w nie najbogatszym regionie. Szef Stali co chwilę słyszy jednak pytanie: czy brak awansu w sezonie 2019/2020 nie będzie jednoznaczne z zakręceniem kurka przez energetycznego giganta tudzież inne spółki Skarbu Państwa? – Stal przetrwa, ale zapewne będziemy zmuszeni do renegocjowania kontraktów, w większym stopniu postawimy na własną młodzież. Słowem: nastąpi cięcie kosztów. To jednak wariant pesymistyczny, wierzymy, że do niego nie dojdzie – uspokaja Orłowski – Presja oczywiście jest, ale w profesjonalnym sporcie to chleb powszedni. Zmontowaliśmy mocną ekipę, powinno być dobrze. Choć moim zdaniem o sukcesie w tak wyrównanej lidze zadecydują detale. Wynik to wypadkowa często prozaicznych rzeczy. Byle sprzeczka przy wyjściu z autokaru potrafi zniszczyć atmosferę i rzutować na postawę w meczu – przekonuje szef Stali.
Dość gadania, pora na czyny
Gdy spogląda się na skład PGE Stali, aż chce się krzyknąć: ależ paka! Seweryn Kiełpin w bramce, Krystian Getinger i Lukas Bielak w obronie, Bartosz Nowak, Josip Soljić i Grzegorz Tomasiewicz w pomocy, Adrian Paluchowski i Josip Barisić w ataku. Wszyscy otrzaskani w bojach, a jednocześnie głodni sukcesu. Z piłkarzy, którzy odeszli, żal jedynie stopera Jonathana de Amo Pereza (wybrał Termalicę Nieciecza) i Mateusza Spychały (Korona Kielce). – Niech to się wreszcie zacznie, ileż można trenować?! – wita nas radośnie Artur Skowronek, szkoleniowiec biało-niebieskich, który – jak wielu pracowników Stali – przybywa do klubu o 8 rano, a wychodzi o 21. – Po to się pracuje, by dotykać presji. Kibice na nas liczą, my też jesteśmy ambitnymi ludźmi. Przez pięć miesięcy harowaliśmy, wylewaliśmy siódme poty. Nadeszła pora, żeby zapowiedzi przerodzić w czyny.
Kibicu, bądź cierpliwy
Stal sięgnęła po 9 nowych zawodników, ale trener Skowronek nie mówi o rewolucji, tylko ewolucji. Ma rację. Właśnie kończy się budowa jego autorskiej drużyny. W drugim roku pracy przy Solskiego szkoleniowiec ze Śląska ma wprowadzić Stal na salony. – Nie obawiam się. Wprost przeciwnie, czuję podekscytowanie i dumę, że mogę pracować w klubie z wielkimi tradycjami. Apeluję jednak do kibiców o cierpliwość. Rywale grając z nami będą się okopywać na własnej połowie. Będą straty piłki, błędy, lecz w tych trudnych momentach dopingujmy naszych chłopaków – prosi.
Atak pozycyjny, bolączka polskich zespołów, akurat w Stali ma szansę funkcjonować całkiem nieźle. Skowronek posiada wykonawców do takiej gry. – Rzecz polega na tym, żebyśmy byli elastyczni, a nie schematyczni. Ci, którzy śledzą losy Stali zauważyli, iż gramy inaczej, niż w ubiegłym sezonie. Wszystko sprowadza się do tego, żeby organizacja gry była na wysokim poziomie, bo tylko dzięki temu można kontrolować mecz i zdominować przeciwnika – tłumaczy opiekun dwukrotnych mistrzów Polski.
KADRA
Bramkarze:
Seweryn Kiełpin (32 lata), Damian Primel (27), Mateusz Dudek (17).
Obrońcy:
Lukas Bielak (33), Mateusz Bodzioch (29), Martin Dobrotka (34, Słowacja), Krystian Getinger (31), Jan Kozłowski (17), Wojciech Lisowski (27), Paweł Olszewski (20), Łukasz Seweryn (17), Mateusz Żyro (21).
Pomocnicy:
Łukasz Janoszka (32), Bartosz Nowak (26), Andreja Prokić (30, Serbia/Polska), Bartosz Sobczyk (20), Kristijan Soljić (19, Chorwacja), Josip Soljic (32, Chorwacja), Szymon Stasik (20), Grzegorz Tomasiewicz (23), Maciej Urbańczyk (24).
Napastnicy:
Bartosz Bajorek (15), Josip Barisić (33, Chorwacja), Adrian Paluchowski (32).
Przybyli: Bielak (Łódzki KS), Olszewski (Wigry Suwałki), Barisić (HNK Cibalia), Lisowski (GKS Katowice), Bodzioch (Warta Poznań), Żyro (Legia Warszawa), Stasik (Piast Żmigród), K. Soljić (Hrvatski Dragovoljac), Sobczyk (Wisłoka Dębica), Dudek, Kozłowski (obaj Akademia Piłkarska Stal Mielec).
Ubyli: Jonathan de Amo Perez (Bruk-Bet Termalica Nieciecza), Peter Dungel (MFK Rużomberok – wypożyczenie), Marcel Gąsior (Widzew Łódź), Denis Gojko (Piast Gliwice), Rafał Grodzicki (Motor Lublin), Leandro (Górnik Łęczna), Łukasz Wroński (GKS Katowice), Mateusz Spychała (Korona Kielce), Arkadiusz Słysz (KS Wiązownica?), Krzysztof Kiercz, Sergio Mendigutxia (szukają klubów).
Tomasz Szeliga


