
Na miejscu opozycji nie rozdrapywał bym już sprawy zakupu systemu szpiegowskiego Pegasus. Przede wszystkim dlatego, że cała pisowska brać wcale nie musi brać się za inwigilowanie kogokolwiek, gdyż każde dziecko wie, co znaczna większość obywateli o niej sądzi. Po wtóre, zakup był nieświadomy, gdyż Michał Woś, wiceminister sprawiedliwości, jeden z głównych macherów od zakupu tego urządzenia, nawet nie wiedział, co kupuje.
– Nie wiem, o jaki system pan pyta. Nie mam wiedzy, co to może być za system – odparł z uśmieszkiem na pytanie TVN24. Podobnie myślał wicerzecznik PiS Radosław Fogiel. Obaj naiwnie sądzili, że chodzi o popularną w latach 90. konsolę do gry komputerowej, przypadkowo też o nazwie Pegasus. Może z nudów chcieli sobie trochę pograć, aczkolwiek cena 25 mln zł powinna im się wydać nieco wygórowana, choć dla tak zamożnego państwa nieoszałamiająca.
Tym bardziej, że przewodniczącym Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów w miejsce premiera, został wicepremier Jacek Sasin. Zajmie się on sprawami gospodarki, finansów publicznych, rozwoju kraju itp., więc kasy nie zabraknie, bo jak Sasin się za coś weźmie, to sukces murowany.
W wywiadzie dla „Sieci” Jarosław Kaczyński rzekomą aferę z zakupem Pegasusa nazwał „histerią opozycji”. I trudno nie przyznać mu racji, skoro opozycja czepiła się nawet tego, że zakup systemu był niezgodny z prawem, gdyż CBA może być finansowane jedynie z budżetu państwa, podczas gdy urządzenie nabyto ze środków Funduszu Sprawiedliwości, czyli z pieniędzy przeznaczonych dla osób pokrzywdzonych.
Bzdura, bo tu również nie można dopatrzeć się błędu. Wręcz przeciwnie, była to polityka dalekosiężna, niejako z góry przewidująca, że pokrzywdzonymi okażą się osoby inwigilowane. Jeśli zaś komuś się nie podoba, to zawsze ma prawo zaskarżyć takie decyzje do prokuratury, a minister Zbigniew Ziobro już osobiście dopilnuje, by sprawiedliwości stała się zadość. Oczywiście pod warunkiem, iż nagle nie okaże się, że „chodzi o konia, który ma skrzydła i lata” – podsumował minister lekko się rumieniąc.
Z kolei Olga Semeniuk, jedna z prawie 80 wiceministrów w tym rządzie, orzekła w Radiu ZET, że człowiek uczciwy nie boi się inwigilacji. „Gdybym była w jakiś sposób inwigilowana, jako osoba publiczna(…), nie miałabym z tym żadnego problemu, ponieważ nie mam nic do ukrycia”.
Święta prawda! A to, że sprawę jednak ukrywano, wynika wyłącznie z tego, że jako ściśle tajna, nie mogła być przedmiotem głośnych rozważań, bo wróg nie śpi.
Tymczasem histeryczna opozycja żąda powołania komisji śledczej, a Donald Tusk całą tę sprawę nazywa „cuchnącą”. Więc na wszelki wypadek kończę już ten tekst, żeby przypadkiem nie zasmrodzić tą sprawą całej gazety.
Jan Miszczak



10 Responses to "Gra w Pegasusa"