Grę trzeba obserwować i rozumieć

- Oddycham futbolem. 24 godziny na dobę z piłką to zdecydowanie za mało. Wierzę, że pasja i ciężka praca to jedyna droga. Chcę zmieniać piłkę, chcę zmieniać ludzi w piłce, chcę dać przykład do zmian. Dlatego pracuję jako trener, dlatego powstał projekt „Czytam grę” - tak opisuje siebie Mariusz Kondak, który 14 lipca w Rzeszowie poprowadzi szkolenie dla podkarpackich trenerów. Fot. Zbiory prywatne
– Oddycham futbolem. 24 godziny na dobę z piłką to zdecydowanie za mało. Wierzę, że pasja i ciężka praca to jedyna droga. Chcę zmieniać piłkę, chcę zmieniać ludzi w piłce, chcę dać przykład do zmian. Dlatego pracuję jako trener, dlatego powstał projekt „Czytam grę” – tak opisuje siebie Mariusz Kondak, który 14 lipca w Rzeszowie poprowadzi szkolenie dla podkarpackich trenerów. Fot. Zbiory prywatne

Rozmowa z Mariuszem Kondakiem, trenerem analitykiem, gościem specjalnym szkolenia dla trenerów, które odbędzie się w połowie lipca w Rzeszowie.

„Analiza taktyczna – jej fundamenty i zastosowanie w praktyce” – pod taką nazwą rozpocznie się 14 lipca w Hotelu Prezydenckim w Rzeszowie szkolenie dla trenerów piłki nożnej z Podkarpacia. – Zdobyta wiedza przyda się w pracy na każdym poziomie. W naszym województwie na temat analizy w futbolu jeszcze nie rozmawialiśmy, więc warto rozważyć ofertę i wziąć udział w szkoleniu. Tym bardziej, że koszt jest niewielki – zachęca Dariusz Jęczkowski, trener juniorów starszych Resovii i główny organizator przedsięwzięcia, nad którym patronat objęły Super Nowości.

Za 4-godzinne szkolenie trzeba zapłacić 50 zł. To cena promocyjna obowiązująca do 30 czerwca. Później wzrośnie do 70 zł. Zapisywać się można przez adres mailowy: coachlab@wp.pl (imię i nazwisko, adres e-mail, numer telefonu). Zapisy potrwają do 8 lipca.

Szkolenie poprowadzi Mariusz Kondak, jeden z trenerów I-ligowej Chojniczanki Chojnice specjalizujący się w dziedzinie analizy i taktyki. Kondak jest też autorem projektu czytamgre.pl.

– Co takiego ważnego chce pan przekazać podkarpackim trenerom?
– Pokażę im co zrobić, żeby móc dokonywać analizy. Bo to nie jest magia zarezerwowana dla sportu zawodowego, na niższym poziomie też można z tej wiedzy korzystać. Ważne, żeby mieć fundamenty, zostać przygotowanym do tego, jak odczytywać liczby. Bo analizowanie dla analizowania nie ma sensu. Tu chodzi o to, żeby wyciągnąć konstruktywne wnioski.

– Wkraczamy w świat wyższej matematyki. Trenerzy mogą się lekko wystraszyć…
– Nie ma się czego obawiać. Zamierzam w przystępny sposób wszystko wytłumaczyć (śmiech). Trzeba zerwać ze stereotypem, że analiza to coś strasznego. Do niedawna byłem odpowiedzialny za przygotowywanie statystyk dla drużyny Mainz. W dzisiejszym futbolu pojawiają się tysiące liczb, tylko co nam po nich, jeśli nie będziemy umieli ich odpowiednio zinterpretować? Komentator telewizyjny wciąż potrafi powiedzieć, że zawodnik rozegrał świetne zawody, bo miał 90 procent celnych podań. Tylko, że to tak naprawdę nic nie oznacza. Wielu trenerów wpada w pułapkę liczb, zapominając, że można nagrać sobie mecz i na tej podstawie dokonać właściwej oceny. Piłkarz na nagraniu musi zobaczyć jakie błędy popełnił. Dopiero jak to zrozumie, można przystąpić do rzeczowej analizy.

– Dlaczego analiza jest tak istotna w pracy trenera?
– W największym skrócie – następuje podział na dwie główne analizy: ilościową (liczba) i jakościową (obserwacja gry i wnioski taktyczne). Jestem trenerem i muszę się zastanowić w jaki sposób podzielić się wiedzą z drużyną. Pokazać piłkarzom coś, co ich rozwinie, a nie zablokuje. Mam też swoją wizję gry, więc decyduję: robię analizę pod kątem popełnianych błędów czy wybieram inną opcję. Jednak żeby te wszystkie działania przyniosły skutek dla zespołu, muszę wiedzieć w jaki sposób działać. Chcę pokazać trenerom określone ramy, będę więc mówił o tym, jak się do analizowania przygotować.

– Podróżuje pan po Europie, odbywa staże w Belgii, Holandii. Jak na tle tamtejszych trenerów wypadają polscy szkoleniowcy?
– Ogólny wniosek jest taki: nie mamy się czego wstydzić, ale mamy do czego dążyć. Bo tam Akademie posiadają wyższy standard i sama rozmowa o piłce odbywa się na innym poziomie. Na Zachodzie zwraca się wielką uwagę na szkolenie trenerów, my tę ścieżkę rozwoju mamy nieco trudniejszą. Im szybciej pojmiemy, że sami jesteśmy odpowiedzialni za swoją edukację, tym lepiej. Przez ostatnie pięć lat zdobywałem wiedzę na własną rękę. Bardzo szybko zrozumiałem, że jako zawodnik nie osiągnę wiele i skupiłem się na pracy trenerskiej. Niestety, duża grupa polskich szkoleniowców zniechęca się z powodu warunków w jakich przyszło im pracować. Bo pasja to jedno, a utrzymanie rodziny to drugie. I często jest tak, że trzeba godzić obowiązki.

– Zastanawiam się, czy na takim szkoleniu zyskałoby starsze pokolenie trenerów. Oni by chyba powiedzieli, że od liczb ważniejszy jest człowiek.
– I ja się z tym zgadzam. Gonimy za danymi, tylko potem nie mamy czasu ich interpretować. Pracując dla InStat po każdym meczu musiałem dostarczyć 30-stronicowy raport z liczbami. I żeby nie stawał się bezużyteczny, trzeba go było prześledzić. I teraz pytanie: czy w polskiej lidze ktoś ma na to czas i możliwości? Wyścig szczurów z liczbami to fatalne zjawisko. Grę trzeba obserwować i rozumieć. To jest najważniejsze! Stąd mój projekt czytamgrę.pl.

– Co dostrzega pana analityczny umysł, oglądając mecze mistrzostw Europy?
– Zmiana systemu spowodowała, że zdobyty punkt miał kolosalne znaczenie. Dlatego w fazie grupowej drużyny skupiały się na defensywie. Mało było wysokiego pressingu, otwartej piłki. Mam nadzieję, że teraz zespoły zaczną podejmować ryzyko i mecze będą ciekawsze. Wciąż nie ma też jednego faworyta ani napastnika rzucającego swoją grą na kolana. To ewidentnie nie jest turniej klasycznych “dziewiątek”.

– Co pan powie o Robercie Lewandowskim?
– Każdy napastnik posiada wielkie ego i ma potrzebę zdobywania bramek. Jednak „Lewy” swoje ego schował do kieszeni i poświęcił się pracy dla drużyny. Mentalnie musi być niesamowicie silny. Niewielu piłkarzy jest w stanie udźwignąć taką presję. Przecież cały naród żąda od niego zdobywania goli!

– Można być przy piłce przez 75 procent czasu gry, ale nie zwyciężyć. Jak pan to wytłumaczy?
– Posiadanie piłki pojawiło się, gdy Barcelona stworzyła tiki-takę. Jednak sama informacja mówi nam o tym, w jaki sposób zespół prowadził grę, ale niekoniecznie zyskał przewagę. Pracując rok w Bundeslidze mogłem się przyjrzeć Bayerowi Leverkusen. Oni po odebraniu piłki błyskawicznie robili przewagę, startując do szybkiego ataku. Czy grali źle? Nie! O przewadze można mówić jeśli drużyna rozgrywa piłkę w strefie obronnej rywala i jeśli potrafi podawać w taki sposób, iż mnożą się sytuacje do zdobycia bramki.

– Kto zajdzie w tym turnieju najdalej? Posłucham pana to może wygram u bukmachera.
– He, he. Nie znam się, ale jeśli już trzeba wróżyć z fusów, stawiam na finał Hiszpania – Polska.

– Ale z pana dyplomata.
– W tym wypadku rozum przegrywa z sercem (śmiech).

Rozmawiał: TOMASZ SZELIGA

Leave a Reply

Your email address will not be published.