Dla kogo jest nowa trybuna? To pytanie, niestety, zadają sobie tylko kibice żużla – rzeszowskie media milczą bowiem na ten temat jak zaklęte. A przecież pytanie jest jak najbardziej zasadne.
Koszt wszystkich inwestycji na stadionie miejskim w Rzeszowie wyniósł 42 mln złotych (6 mln euro wyniosła unijna dotacja). Mówiło się, że te 42 miliony za jedną trybunę to dużo za dużo – wszak w Toruniu wybudowano cały zadaszony stadion za 90 milionów. Ale mówiło się też – pal sześć koszty, grunt, że kibice w Rzeszowie wreszcie będą oglądać żużel w warunkach zbliżonych do tych jakie mają fani speedwaya w Toruniu, Lesznie, Gorzowie czy Zielonej Górze. Tymczasem nic z tego – nowa trybuna świeci pustkami. Po jaką cholerę więc wydano z miejskiej kasy 18 milionów złotych?
Budowa nowej trybuny rozpoczęła się w czerwcu 2011 roku r. Miała ona zostać oddana 31 marca 2012 r., ale był 10-dniowy poślizg (to akurat zdarza się na każdej budowie nie tylko w Polsce, więc nie ma o co kruszyć kopii). Przez pierwsze tygodnie mnóstwo zabiegów wymagało przygotowanie placu pod budowę. W podmokły grunt trzeba było wbić ponad 700 potężnych pali o łącznej długości 11 kilometrów. Kiedy już powstał szkielet trybuny okazało się, że znajduje się on za blisko toru. Trzeba było więc ów tor zwęzić o ok. 1,5 metra. Ale wszystkie te perturbacje kibice żużlowi znosili z cierpliwością sądząc, że oglądanie meczów z nowej trybuny wynagrodzi im to oczekiwanie. Tymczasem figa z makiem! 99 procent fanów żużla nadal siedzi na starej trybunie i… ma piękny widok na nową trybunę, na której zasiada garstka zamożniejszych kibiców i… prezydent Ferenc (on z pewnością za bilet nie płaci).
A przecież skoro trybuna została wybudowana dla ludzi, to właśnie przede wszystkim na niej powinni siedzieć kibice. Na starej zasiadać powinni ci, dla których zabrakło miejsca na nowej, bo np. przyszli za późno. Tymczasem proporcje są odwrotne.
Ponadto na nowej trybunie zamontowanych jest 38 kamer, a docelowo ma ich być 70. Złośliwi twierdzą, że każdy kibic na nowej trybunie będzie miał swoją kamerę. Jeżeli nawet tak do końca nie jest, to i tak 3,5 mln zł na ten supernowoczesny system bezpieczeństwa wydaje się w tym przypadku kolejnym wyrzucaniem pieniędzy w błoto.
Nie trzeba chyba specjalnej wiedzy marketingowej żeby wiedzieć, że skoro bilety na nową trybunę kosztują 50 złotych, a na starą 30 – to większość kibiców wybiera tańszą opcję. Właścicielem stadionu i co za tym idzie nowej trybuny jest miasto. Natomiast cenę za bilety ustala klub. Wydawać by się mogło, że klub żużlowy zrobił interes życia – nie wkładając ani złotówki został dysponentem obiektu za 42 miliony złotych. Ale jego pazerność jest w tym przypadku tak duża, że aż groteskowa. Klub bowiem ustalając cenę zaporową na bilety doprowadził do sytuacji, że wielomilionowa inwestycja stoi odłogiem.
Krzysztof Pipała



4 Responses to "Groteskowa pazerność żużlowych działaczy"