Groźba strajku w szpitalu

Pracownicy niższego szczebla ponoszą największe koszty procesu naprawczego stalowowolskiego szpitala. Trudno się dziwić obecnemu sporowi o płace. Fot. Jerzy Mielniczuk
Pracownicy niższego szczebla ponoszą największe koszty procesu naprawczego stalowowolskiego szpitala. Trudno się dziwić obecnemu sporowi o płace. Fot. Jerzy Mielniczuk

STALOWA WOLA. Trzy lata temu załoga szpitala zgodziła się na wprowadzenie programu naprawczego, ale najmniej zarabiający nie mają dziś z czego wyżyć. Dyrektor rozkłada ręce.

Siedem związków zawodowych działających w Powiatowym Szpitalu Specjalistycznym, w tym m.in. NSZZ „S” i OZZ Pielęgniarek i Położnych, weszło w spór zbiorowy z dyrekcją. Związkowcy domagają się podwyżek. Dyrekcja odmawia, bo ma pustą kasę. Z płac zadowoleni są tylko lekarze, ale oni w inny sposób dochodzą pieniędzy i to takich, o jakich niższemu personelowi się nie śni. Strajk wisi w powietrzu.

W poniedziałek, gdy pielęgniarki pikietowały przed Urzędem Marszałkowskim w Rzeszowie, ich koleżanki ze Stalowej Woli wspólnie z delegacją innych pracowników, złożyły na biurku dyrektora zawiadomienie o wszczęciu sporu zbiorowego.

Nie wytrzymują programu naprawczego
Związkowcy domagają się podwyżki płacy zasadniczej o 200 zł, począwszy od września tego roku i włączenia do wynagrodzenia podstawowego tzw. trzynastki od początku roku przyszłego. – Przy obecnym stanie zatrudnienia spełnienie tylko pierwszego postulatu dałoby do końca roku przyrost kosztów o 1,2 mln zł bez pokrycia w przychodach – wyjaśnia Philipp Zalewski, rzecznik szpitala. – Spełnienie drugiego postulatu jeszcze bardziej by te koszty zwiększyło. „Trzynastka” będzie dalej wypłacana w postaci premii dodatkowej. Dyrekcja z dialogu nie rezygnuje, ale na przedstawione postulaty nie może przystać.

Tzw. dialog w stalowowolskiej lecznicy trwa od lat i przerywany był częstymi strajkami. Na groźbie odejścia od łóżek najbardziej zyskali lekarze, którzy za poprzedniej kadencji powiatu dostali solidne podwyżki. Doprowadziło to do olbrzymich dysproporcji płacowych i wtedy odezwał się personel niższy. W 2011 r., pod groźbą prywatyzacji szpitala i zwolnień, w powiatowej placówce wprowadzony został program naprawczy. Pracownicy zgodzili się m.in. na obcięcie funduszu socjalnego i rozłożenie na raty 13. pensji. Najmniej zarabiający nie wytrzymują tej reformy i stąd obecny niepokój. Grupa lekarzy przez sąd próbowała dostać wyrównania za tzw. zejścia po dyżurach. Część pozwów sąd odrzucił, a kwoty roszczeniowe sięgały nawet 60. tys. zł. Gdyby nie to, szpital byłby już dziś bankrutem.

Bez inwestycji będzie klapa
Stalowowolski PSS mimo programu naprawczego i tak jest pod kreską. Dyrekcja bez sporu ze związkami i tak ma problem, bo musi szybko znaleźć miliony złotych na budowę nowego bloku operacyjnego czy lądowiska dla helikopterów. Bez tych inwestycji niektóre oddziały będą musiały być zamykane, a to pociągnie za sobą zwolnienia. Tak źle i tak niedobrze.

Jerzy Mielniczuk

Leave a Reply

Your email address will not be published.