Grozi nam zapaść na granicach

Polsko-ukraińskie przejście graniczne Budomierz - Hruszew. W poniedziałek na dzienną obsadę zmianową stawiło się tylko dwóch spośród 13 przewidzianych celników, co wydłużyło do kilku godzin czas oczekiwania na odprawę paszportowo-celną. Fot. PAP
Polsko-ukraińskie przejście graniczne Budomierz – Hruszew. W poniedziałek na dzienną obsadę zmianową stawiło się tylko dwóch spośród 13 przewidzianych celników, co wydłużyło do kilku godzin czas oczekiwania na odprawę paszportowo-celną. Fot. PAP

PODKARPACIE. Celnicy gremialnie nie przyszli do pracy.

Stało się to, co celnicy już jakiś czas temu zapowiadali – gremialnie poszli na zwolnienia lekarskie i urlopy na żądanie. W Oddziale Celnym w Rzeszowie w pracy pojawił się jeden funkcjonariusz, w przemyskiej Izbie Celnej aż 61 proc. obsady było we wtorek nieobecne. Na razie sytuacja na przejściach granicznych jeszcze nie jest tragiczna, ale celnicy zapowiadają, że „nie odpuszczą”. Chodzi o być albo nie być Służby Celnej.

Najpierw się oflagowali, potem protestowali przed Ministerstwem Finansów, jeszcze później wychodzili podczas przerw w pracy przed swe budynki z transparentami. – Liczyliśmy, że MF zacznie nas traktować poważnie – mówią dziś celnicy. – Niestety, przeliczyliśmy się – dodają. Pomysł, by Służbę Celną i „skarbówkę” połączyć w Krajową Administrację Skarbową celnikom nie podobał się od początku. Ale kiedy okazało się, że wszelkie prace nad ustawą o KAS prowadzone są praktycznie poza nimi, a wszystko, co wiedzą na temat swej przyszłości, to pogłoski i mgliste obietnice, zaczęli się już bardzo niepokoić. Jak nieoficjalnie wiadomo, około 30 proc. z nich straci pracę po reformie, a spora część nie będzie już funkcjonariuszami, tylko urzędnikami skarbowymi, czyli traktowani będą nie jak służba mundurowa, tylko jak cywile. – W ten sposób rząd chce się wywiązać z orzeczenia TK z zeszłego roku – podkreślają celnicy. – To kpina!

Na Podkarpaciu służy dokładnie 1308 celników. We wtorek 28 proc. z nich nie stawiło się w pracy. Funkcjonariuszom celnym nie wolno strajkować, ale wolno iść na zwolnienie lekarskie oraz wziąć urlop na żądanie. Do tego doszły jeszcze planowane zwyczajne urlopy oraz delegacje.

– Trudną sytuację kadrową odnotowaliśmy m.in. w Oddziale Celnym w Rzeszowie, gdzie do służby rano stawił się dziś 1 funkcjonariusz – informowała rzecznik prasowa przemyskiej IC, Edyta Chabowska. – W tej chwili w oddziale pracuje 2 funkcjonariuszy, którzy przyjmują deklaracje akcyzowe i obsługują zgłoszenia celne w ograniczonym zakresie – dodawała.

Kierownictwo radzi sobie jak może, na przykład kierując funkcjonariuszy ze stanowisk administracyjnych na kontrolne. Dzięki temu sytuacja na przejściach granicznych nie jest jeszcze tragiczna. W Krościenku osobówki na wjazd do Polski czekały tylko godzinę, ale w Budomierzu już 6 godzin. W Korczowej ciężarówki oczekiwały na wjazd 4 godziny, a osobówki 3. Nieco lepiej było w Medyce, bo na wjazd samochody ciężarowe czekały 3 godziny, a osobowe godzinę. Ale to dopiero początek protestu, więc sytuacja na przejściach może ulec pogorszeniu. Warto też zdać sobie sprawę, że celnicy odprawiają nie tylko bezpośrednio w przejściach granicznych. – W Gdyni stoją nieodprawione kontenery – przypominają celnicy. – Stoją też pociągi z towarami. To ogromne straty dla przedsiębiorców – dodają. Dlaczego wybrali tę formę protestu? – Na inne formy nikt nie reagował – zauważa Joanna Sidor, przewodnicząca ZZ Pracowników Izby Celnej w Przemyślu. – Nie chcemy KAS, bo to będzie zwyczajnie likwidacja Służby Celnej – dodaje.

Monika Kamińska

8 Responses to "Grozi nam zapaść na granicach"

Leave a Reply

Your email address will not be published.