
Z ulubionych rozrywek plażowiczów nad Sanem wymienić można: oglądanie dziewuszek skąpo odzianych, grę w „zechcyka” oraz kąpiel i opalanie.
Są także inne jeszcze gry i zabawy…
Wojciech R. siedział na plaży i nudził się setnie.
Od czasu do czasu szedł na piwo, kąpał się i znów szedł na piwo. Było już popołudnie, a on nie bardzo wiedział czym się zająć, by się nieco rozerwać.
Później przyszli dwaj koledzy i razem leżeli na trawie, patrząc w błękit czerwcowy. Jeden z nich wyjął karty i zagrali bez pieniędzy, licząc jedynie na punkty. Przegrany miał postawić flaszkę. Grę powtórzyli kilka razy i wyszło na to, że stawia każdy. Dług karciany – sprawa honorowa, więc jeden pozbierał pieniądze i kupił za wszystkich.
Nastroje poprawiły się wyraźnie. Słońce było sprzymierzeńcem, bowiem wyjątkowo grzało im w d e k l e. Przy niższej temperaturze trzeba by było wypić dwa razy więcej, a w upale alkohol szybciej szedł do głów. Ponadto każdy z nich był przed obiadem, a przed śniadaniem wychylił już wcześniej kilka kufli piwa, nic więc dziwnego, że rezultat końcowy osiągnięto stosunkowo niewielkim kosztem, czyli ekonomicznie.
Trawa pachniała, z wody dochodziły okrzyki dzieci i dziewcząt, powietrze drżało z gorąca, oni zaś leżeli odłogiem, alkoholowo syci.
– Może by tak coś zwojować? – odezwał się Leszek P.
– A co na przykład? – zainteresował się drugi kompan, Jerzy Ł. – Mam myśl – powiedział Wojciech R.
Wolno podniósł się z ziemi i wziął papierową torbę, w którą były zapakowane przedtem opróżnione już butelki. Następnie zaczął rozglądać się dookoła, aż wreszcie jego mętny dosyć wzrok zatrzymał się na kamieniu o wyjątkowo ostrych brzegach.
– Co on knuje? – zastanawiali się dwaj kamraci.
Wojciech R. jakby odgadł ich myśli, bo odrzekł, że za chwilę będzie pyszna zabawa.
Podniósł ostry kamień i włożył go do papierowej torby. Następnie opakowanie starannie wymodelował, robiąc z niego jakby papierową kulę i sprytnie maskując znajdujący się w środku kamień.
Tak spreparowany przedmiot położył dokładnie na samym środku ścieżki biegnącej tuż nad rzeką.
Później nakazał kompanom, aby wraz z nim ukryli się w pobliskich zaroślach i obserwowali.
– Będzie cyrk! – powiedział radośnie. – Oto nadchodzi już pierwszy klient…
Rzeczywiście, ścieżką podążał starszawy grubasek, odziany wyłącznie w pływki i oczywiście bosy.
Szedł pogwizdując, wesolutki i zrelaksowany. Nagle dostrzegł owo niewinnie wyglądające zawiniątko, które aż prosiło się, żeby je wykopać w powietrze.
Taki przedmiot na środku ścieżki bardzo prowokuje do takiej właśnie reakcji.
Tuż przed papierową kulą grubasek nabrał rozpędu i z całej siły przyłożył bosą nogę do tej oszukańczej piłki. W sekundę potem zawył z bólu i jął skakać na jednej nodze, rękoma rozcierając stopę drugiej.
Trzej kamraci skręcali się ze śmiechu. Obrazek był dla nich tak śmieszny, że Wojciech R. przytrzymywał usta, aby nie zarżeć na pełny regulator, co mogłoby zwrócić uwagę ofiary jego żarciku.
Później korpulentny plażowicz, kuśtykając, powędrował dalej i znaczył na ścieżce krwawe ślady.
Wziął kierunek na pogotowie ratunkowe…
– To świetny kawał! – zapalili się chłopcy. – Jeszcze go raz!
– Co najmniej raz! – wrzasnął projektodawca. – Dzięki nam będzie to miasto kulawych!
Znów ułożyli imitację piłki na ścieżynie. Ledwie skończyli pracę nad tą pułapką, pojawił się następny „piłkarz”.
Tym razem był to młodzieniec budowy kulturystycznej, typ mięśniowca. Ten już kilka metrów przed papierową kulą nabrał rozpędu i bosą stopą kopnął ją z całych sił. W tej samej chwili rozległ się podwójny hałas: krzyk kulturysty i gromki śmiech trzech koleżków.
Kulejący młodzieniec, mimo bólu, zerwał się jak ranny lew i rzucił się na swych oprawców, mocno osłabionych słońcem i alkoholem. Nim zdążyli podnieść się z ziemi, przyłożył każdemu z nich tak mocno, że później przez dłuższy czas nie mogli ustać o własnych siłach.
W konsekwencji interweniowała milicja, zaś pobici, gdy odzyskali już przytomność, postanowili złożyć oskarżenie na – jak się okazało – Witolda R. Sprawę przegrali, bowiem Witold działał w afekcie, pod wpływem bólu i trzeba przyznać, że zadziałał skutecznie.
Różne są gry i zabawy ludu polskiego…
Jan Miszczak



4 Responses to "Gry i zabawy"